Katastrofa w Nepalu i Tybecie. Rośnie liczba ofiar, w kostnicach brakuje miejsc

Opracowanie: Jakub Sarna Publikacja: Dzisiaj, 28 sierpnia (15:09)
Tragiczne wieści z Nepalu i Chin. Liczba ofiar śmiertelnych gwałtownych powodzi i lawiny błotnej wzrosła już do 547 osób. Setki ludzi wciąż uznaje się za zaginionych, a w kostnicach w Nepalu brakuje miejsc. Jednak zagrożenie jeszcze nie minęło. Służby monitorują dwa jeziora, które powstały w pobliżu miejsca, gdzie osunięcie się lodowca zepchnęło skały, lód, błoto i gruz do systemów rzecznych.
Skutki katastrofy w Nepalu i Tybecie, fot. NARENDRA SHRESTHA /PAP/EPA
Nepalska policja poinformowała, że liczba zabitych w wyniku potężnych powodzi i lawiny błotnej, które uderzyły w górskie tereny Nepalu i Chin, wzrosła do 547. Bilans ofiar śmiertelnych może jednak nie być ostateczny – wciąż trwają poszukiwania ponad 1,5 tysiąca zaginionych po obu stronach granicy.
Lawina błotna zniszczyła wszystko na swojej drodze
Do tragedii doszło w środę, gdy fragment lodowca oderwał się i wywołał potężną lawinę błotną na rzece Bhotekoshi w rejonie Rasuwa, tuż przy granicy z Chinami. Fala błota i gruzu zniszczyła drogi, mosty oraz okoliczne osady, powodując ogromne problemy logistyczne i odcinając wiele miejscowości od świata.
Jak donoszą służby, zwłoki ofiar wyławiane są z rzek nawet w odległych o kilkadziesiąt kilometrów od miejsca katastrofy dystryktach, takich jak Ćitwa czy Nawalparasi.
Przepełnione szpitale i kostnice
Skala katastrofy przerosła możliwości lokalnych służb. W wielu dystryktach szpitale i kostnice są przepełnione. W Ćitwie, gdzie wyłowiono już 186 ciał, placówki medyczne mogą pomieścić zaledwie 50 zmarłych. Władze zmuszone są adaptować na tymczasowe kostnice nieużywane budynki i sale gminne, a do konserwacji zwłok wykorzystuje się suchy lód. Podobnie dramatyczna sytuacja panuje w Pokharze.
Identyfikacja ofiar to kolejne wyzwanie dla służb ratunkowych. Wykorzystywane są zdjęcia, odciski palców oraz testy DNA. Rodziny zaginionych przybywają do przepełnionych ośrodków w nadziei na odnalezienie bliskich.
Wśród 977 osób oficjalnie uznawanych za zaginione jest aż 517 obcokrajowców. W akcji poszukiwawczo-ratowniczej bierze udział ponad 4,4 tysiąca policjantów wspieranych przez wojsko. Z powodu zniszczonych dróg i mostów, do wielu odciętych regionów można dotrzeć jedynie śmigłowcami. Po chińskiej stronie granicy służby poszukują 559 osób, w tym 260 obcokrajowców.
Tysiące poszkodowanych, ogromna skala tragedii
Według Międzynarodowej Federacji Towarzystw Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca, skutki katastrofy dotknęły około 93 tysięcy ludzi w obu krajach. To największa klęska żywiołowa w regionie od czasu tragicznego trzęsienia ziemi w Nepalu w 2015 roku, kiedy zginęło ponad 8,6 tysiąca osób.
Zagrożenie nie minęło – dwa jeziora pod ścisłą obserwacją
Jak informuje przedstawiciel nepalskiego Urzędu ds. Zarządzania Katastrofami, kluczowe dla bezpieczeństwa regionu są dwa jeziora położone powyżej strefy powodzi. To właśnie one stanowią źródło zagrożenia. Jedno z jezior zaczęło przelewać się, a jego wody powoli opadają. Drugie – większe i bez widocznego odpływu – wciąż gromadzi wodę, co może prowadzić do kolejnej katastrofy.
Satelity i drony w akcji
Nepalskie służby korzystają z najnowszych technologii, by monitorować sytuację. Wykorzystywane są zdjęcia satelitarne oraz nagrania z dronów i helikopterów. To właśnie chińska ekipa ratunkowa jako pierwsza zarejestrowała z powietrza powstawanie jednego z jezior. Niestety, dostępność zdjęć satelitarnych jest ograniczona, co utrudnia bieżącą ocenę zagrożenia.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.