"Ja tego nie podpisywałem." Zaginął dzień po przesłuchaniu, śledczy nie widzą związku

Dzień po przesłuchaniu w CBA i zeznaniach w śledztwie dotyczącym warszawskiej reprywatyzacji dr Sylwester Gładyś zniknął bez śladu. Wcześniej miał zakwestionować autentyczność pełnomocnictwa dotyczącego jego udziałów w atrakcyjnych nieruchomościach. Prokuratura nie zleciła ekspertyzy podpisu. Czy w tej sprawie sprawdzono wszystkie możliwe scenariusze?
- Dzień przed zaginięciem dr Sylwester Gładyś zeznawał w sprawie warszawskiej reprywatyzacji. Wcześniej miał zakwestionować podpis na pełnomocnictwie dotyczącym jego udziałów w działkach wartych miliony.
- Prokuratura nie zleciła ekspertyzy kwestionowanego podpisu. Nie uznała też, że istnieją podstawy do powiązania zeznań z zaginięciem.
- W sprawie pojawia się Marek M., znany z działalności na rynku roszczeń do warszawskich kamienic. Jego nazwisko pojawiało się również w historii Jolanty Brzeskiej.
- Dowodów łączących go z zaginięciem Gładysia nie ma. I nikt ich nie szukał.
Dr Sylwester Gładyś, wieloletni wykładowca Politechniki Warszawskiej, zaginął dzień po przesłuchaniu w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym i zeznaniach w śledztwie dotyczącym warszawskiej reprywatyzacji. Ostatni zapis w jego kalendarzu brzmi: "Ja tego nie podpisywałem". Kilka godzin wcześniej miał zobaczyć dokument z pełnomocnictwem opatrzonym jego nazwiskiem, którego – jak relacjonował bliskim – nigdy nie podpisywał. Od ośmiu miesięcy nie wiadomo, co się z nim stało.
Początkowo policja skłaniała się ku wersji samobójstwa: naukowiec miał wyjść na spacer do Parku Młocińskiego i – to jedna z hipotez – skoczyć lub zsunąć się do Wisły. Tymczasem Gładyś pozostawił włączony komputer z rozpoczętym wykładem, otwarty balkon i torbę na basen w samochodzie. Wszystko wskazywało, że planował wrócić do codziennych zajęć. Rodzina samodzielnie organizowała poszukiwania i zbierała nagrania z kamer, próbując ustalić, co się wydarzyło.
Dzień przed zaginięciem dr Gładyś zeznawał w sprawie dotyczącej warszawskiej reprywatyzacji, w której pojawia się Marek M., znany z działalności na rynku roszczeń do nieruchomości. Chodzi m.in. o atrakcyjne kamienice przy ul. Pańskiej 80 i 82, w których Gładyś miał udziały.
Marek M. stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci warszawskiej reprywatyzacji. Jego nazwisko pojawiło się również w historii Jolanty Brzeskiej, działaczki lokatorskiej, której spalone ciało znaleziono w Lesie Kabackim w marcu 2011 r. Brzeska sprzeciwiała się działaniom związanym z przejęciem kamienicy przy Nabielaka 9 i presji wywieranej na lokatorów. Śledczy początkowo badali przede wszystkim wersję samobójstwa. Postępowanie dwukrotnie umorzono.
W obu historiach pojawia się pytanie o sposób prowadzenia śledztwa. W sprawie Gładysia prokuratura nie zleciła ekspertyzy kwestionowanego podpisu pod pełnomocnictwem. Być może to ten dokument otworzył drogę do pozbawienia Gładysia cennych nieruchomości. Śledczy nie dostrzegli również podstaw do wiązania jego zeznań z zaginięciem.
Nie wiadomo, czy Gładyś padł ofiarą przestępstwa, popełnił samobójstwo, czy zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Nie ma podstaw, by przesądzać którąkolwiek z tych wersji. Niepewność nie zwalnia jednak organów ścigania z obowiązku sprawdzenia alternatywnych hipotez, zwłaszcza gdy zaginięcie następuje bezpośrednio po przesłuchaniu dotyczącym spornego dokumentu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.