ESPN'We just really have that pride': Inside Ballhalla, a basketball heavenPunchEFCC busts illegal lithium plants in Ogun, arrests 14 ChineseESPN DeportesBalón de Oro 2026: 20 expertos de ESPN predicen a los posibles ganadoresThe Jerusalem PostTwo men found dead near Tel Aviv senior living center in suspected murder-suicideInquirer EntertainmentTuldok, October 26, 2026Daily MaverickTRC Roulette : Apartheid chain of command: ‘I know everything,’ Eugene de Kock tells TRC inquiryХабрРуководство по сборке локального AI-стека. Часть 4. Запуск сервера генерации изображенийColliderIt’s Officially the End of an Era as Sony Discontinues Its Last 4K Blu-ray PlayerZDF heuteEntdecken Sie das ZDF-NachrichtenstudioSoompiWatch: A2O LITE Takes 5th Win For “NEON” On New Music Show “SHOW K-POP”RTL BoulevardHoogwater zorgt voor overlast in Breskens en op TexelSRF NewsUmbau beim Detailhändler – Migros-Führung will Genossenschaftsfusion
The Daily Newsstand · Free, Always
Monday, October 26, 2026

Socjalista w złotej gablocie, czyli czego nie mówi Nowa Lewica

Translate

Dokładnie 160 lat temu, 26 października 1866 r., w Zbarażu urodził się Ignacy Daszyński. Sejm uczynił go patronem roku 2026, a obchody nie były skromne: wystawy w Sejmie, spektakl teatralny, na którego premierę zapraszał IPN, komitet honorowy liczący blisko czterdzieści nazwisk, wreszcie portret pędzla Witkacego kupiony przez Kancelarię Sejmu za 276 tysięcy złotych.

Przez ostatnie miesiące organizatorzy zadbali jednak, by Daszyński pozostał w bezpiecznych ramach. Jako premier pierwszego polskiego rządu w 1918 roku, wicepremier w Rządzie Obrony Narodowej w czasie bolszewickiej nawały w 1920 roku, wreszcie jako marszałek Sejmu, który w 1929 r. odmówił otwarcia obrad pod zbrojną presją Piłsudskiego.

Daszyński ocenzurowany

Przedstawiona historia jest jednak niepełna, a przez to nieprawdziwa. Odbiera bowiem Daszyńskiemu miano socjalisty, a właśnie tak patron 2026 roku określał się w pierwszej kolejności. W sejmowej uchwale, przygotowanej przez klub Lewicy, słowo "socjalizm" nie pada ani razu. Robotnicy pojawiają się raz, wyłącznie jako przedmiot troski Daszyńskiego i jego partii.

Skoro deklaratywni "spadkobiercy" uznali, że bezpieczniej będzie bez lewicowego przymiotnika, nic dziwnego, że ich patron spodobał się niemal wszystkim. PiS poparło uchwałę "w pełni". Przeciw opowiedziała się wyłącznie Konfederacja, która dostrzegła w Daszyńskim "ideologiczne zacięcie".

Postawa skrajnej prawicy nie dziwi. Ugrupowanie Krzysztofa Bosaka wpisuje się bowiem w tradycję przedwojennej Narodowej Demokracji, która Daszyńskiego nienawidziła i zwalczała z całą mocą.

Niewygodny socjalista

Zastanawia natomiast strategia obchodów przyjęta przez Nową Lewicę i samego Włodzimierza Czarzastego. Trudno dostrzec w niej próbę sięgnięcia po myśl historycznego lidera PPS, by zbudować na niej wyrazistą i rozpoznawalną tożsamość. Przez cały rok nie usłyszeliśmy, co głosił sam Daszyński.

A mówił między innymi, że "Polska musi być ludową lub upadnie; kto chce Polski silnej, ten podda się ludowi polskiemu. Szlacheckie czy kapitalistyczne rządy w Polsce są niemożliwe, a próba ich utworzenia wywołać musi wojnę domową". Był zwolennikiem przejęcia przez państwo i robotników kontroli nad wielkimi zakładami przemysłowymi, kopalniami i koleją. Uważał, że "gdyby ludzie pracy mogli rozporządzać środkami do pracy, wtedy nie byłoby może brylantów i zbytków, ale nie byłoby głodnych, biednych i ciemnych".

Pisał też, że jego program socjalistyczny "godził w autorytet kościoła rzymskiego w sprawach świeckich (...) zagrażał polskim klasom posiadającym, szlachcie obszarniczej, bogatemu mieszczaństwu, wyższej biurokracji, którzy zawarli (...) ugodę z zaborcami i urządzili się na setki lat w niewoli ku swojej klasowej korzyści". Dziś brzmi to jak manifest radykałów. Wtedy był to program partii, która współtworzyła niepodległe państwo.

Nie był to przy tym młodzieńczy kaprys ani polityczny kostium. Socjalistą Daszyński uznał się jako 16-latek i pozostał nim przez ponad pół wieku. Zapłacił za to skreśleniem z listy studentów, biedą i kilkukrotnym więzieniem. Socjalizm był wtedy wyzwaniem rzuconym naraz trzem największym potęgom: państwu, kapitałowi i Kościołowi. Przez 10 lat, na przełomie XIX i XX wieku, Daszyński był praktycznie jedynym polskim socjalistą w wiedeńskim parlamencie. Toczył tam samotny pojedynek z galicyjskimi konserwatystami i rządem jednego z zaborczych państw.

Główna przeszkoda sanacji na drodze do pełni władzy

W odrodzonej Polsce Daszyński nie złagodził swoich przekonań. Kiedy w nocy z 6 na 7 listopada 1918 r. stanął w Lublinie na czele Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej, jego manifest zapowiadał nie tylko Sejm wybierany w powszechnym głosowaniu, ale też ośmiogodzinny dzień pracy, równe prawa polityczne dla kobiet, bezpłatną i świecką szkołę, upaństwowienie kopalń, przemysłu naftowego i komunikacji.

Endecja i środowiska biznesowe widziały w tym program rewolucji. Rząd przetrwał zaledwie kilka dni, a Daszyński oddał władzę Józefowi Piłsudskiemu, lecz część lubelskich zapowiedzi - ośmiogodzinny dzień pracy czy prawa wyborcze kobiet - szybko stała się prawem II Rzeczypospolitej.

W parlamencie, jako lider polskich socjalistek i socjalistów, upominał się o prawa robotników, reformę rolną i świeckość państwa. Dawna przyjaźń z Piłsudskim nie przesłoniła mu jednak tego, co działo się po zamachu majowym.

Gdy w 1928 r. objął funkcję marszałka Sejmu, stał się jedną z głównych przeszkód na drodze sanacji do pełni władzy. Bronił prerogatyw parlamentu przed rządem, który traktował Sejm jak niewygodną fasadę, a 31 października 1929 r., gdy do gmachu przy Wiejskiej weszli uzbrojeni oficerowie, oświadczył, że pod groźbą broni posiedzenia nie otworzy. Dla Daszyńskiego demokracja parlamentarna nie była dodatkiem do socjalizmu, lecz jego warunkiem, a władza lekceważąca wolę ludu nie mogła liczyć na jego lojalność, nawet jeśli sprawował ją dawny towarzysz z PPS.

Nieodrobiona lekcja z Daszyńskiego

Nowa Lewica straciła niepowtarzalną szansę, by uczynić z Daszyńskiego oręż swojej polityki pamięci. Gdyby rzetelnie przypomniano jego artykuły, odezwy i przemówienia, prawica ceniąca w nim patriotę i antybolszewika musiałaby przełknąć postulat świeckiego państwa, uspołecznienia wielkiej własności i niechęć do nacjonalizmu. Liberalne centrum, zakochane w "marszałku demokracji" z 1929 roku, wolałoby nie pamiętać, że ten sam człowiek przestrzegał przed nieludzkim wymiarem kapitalizmu.

Wreszcie posłankom i posłom dawnego SLD i Wiosny - gdyby słuchali Daszyńskiego - znacznie trudniej byłoby im głodzić polską edukację i naukę czy przykładać koalicyjną rękę do zapaści ochrony zdrowia. 10 lat temu we wstępie do "Niezbędnika Ignacego Daszyńskiego", wydanego przez Centrum jego imienia, pisaliśmy, że polska socjaldemokracja powinna "odrobić lekcję z Daszyńskiego". Ta praca domowa nie tylko nie została odrobiona. Zeszyt schowano do szuflady, a na okładce przyklejono jedynie ładny portret.

Drogi portret zamiast prawdy

Odpowiedzialność za to spada przede wszystkim na jednego człowieka. Włodzimierz Czarzasty stoi na czele SLD, a potem Nowej Lewicy, od 2016 roku. Od ubiegłego roku zasiada w fotelu, który w latach 1928-1930 zajmował Daszyński. To on przewodniczy komitetowi honorowemu i on otwierał obchody roku Daszyńskiego w Sejmie.

Mógł z tej trybuny udowodnić, że demokratyczny socjalizm i polski patriotyzm są historycznie powiązane. Że lewica nie tylko dała odradzającej się Polsce pierwszych premierów: Daszyńskiego w Lublinie i Jędrzeja Moraczewskiego w Warszawie, ale potem walczyła o prawa słabszych w nierównej walce z możnymi.

Obecny marszałek Sejmu wybrał jednak drogi obraz Daszyńskiego zamiast jego poglądów. W tym kontekście znamienne są słowa patrona 2026 roku, który z całą stanowczością stwierdzał: "Trybuna państwowa obowiązuje. Przede wszystkim - do mówienia prawdy". Pytanie, czy Nowa Lewica i sam przewodniczący Czarzasty opowiedzieli historię Daszyńskiego w uczciwy i rzetelny sposób?

"Polityczny WF": Nawrocki o wyborcach Brauna. Jaki plan ma prezydent?INTERIA.PL


View the original on Interia →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.