Carney i Macron przestali kłaniać się Trumpowi. "Stali się przywódcami ruchu oporu". Teraz chcą pociągnąć innych za sobą
Na początku tego roku sekretarz skarbu USA Scott Bessent udzielił w Davos ojcowskiej rady zachodnim sojusznikom, zmęczonym poniżaniem i trollowaniem ze strony prezydenta Donalda Trumpa i jego doradców: — Uspokójcie się, weźcie głęboki oddech, nie odpowiadajcie tym samym — nalegał. — Niech sprawy potoczą się swoim biegiem.
Jego uwagi dotyczyły przede wszystkim ceł, ale podczas tego alpejskiego spotkania w Szwajcarii Bessent i inni doradcy Trumpa powtarzali tę samą radę w odniesieniu do niemal wszystkich spraw związanych z prezydentem USA. Ogólnie rzecz biorąc, sojusznicy Waszyngtonu posłuchali tego ostrzeżenia, nawet jeśli z trudem powstrzymywali oburzenie wywołane groźbami Trumpa dotyczącymi inwazji na Grenlandię.
Czytaj nas częściej w Google
Dla Gavina Newsoma, krytykującego Trumpa gubernatora Kalifornii, który również był w Davos, to było o wiele za dużo. Obecni tam światowi przywódcy byli jego zdaniem "żałośni". — Nie mogę znieść tej bierności ludzi, którzy się podporządkowują. Powinienem był przywieźć kilka par nakolanników dla wszystkich światowych przywódców — ironizował.
Od tamtej pory sytuacja jednak uległa zmianie — zwłaszcza w przypadku premiera Kanady Marka Carney’a i prezydenta Francji Emmanuela Macrona, którzy w ostatnich tygodniach nie pozostawali dłużni.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.