Awantura o piosenkę, dziadkowie z walizką i "grzech romantyzowania"
Uliczny sprzedawca wyciska cytryny na lemoniadę. Kobieta suszy pomidory na słońcu. Małe miasteczko, do którego prowadzi tylko jedna szutrowa droga… Takie obrazki z włoskiej Kampanii, Apulii czy Sycylii są jak lekarstwo dla naszych przebodźcowanych i przepracowanych głów.
Dla nas to raj na ziemi. Dla mieszkańców tych regionów - nie zawsze.
Hitem lata we Włoszech była piosenka Sereny Brancale "Al mio Paese" ("Do mojego miasteczka"), której tekst przywołuje bardzo podobne obrazy.
"(…) Wakacje zaczynają się wtedy, kiedy wracam do mojego miasteczka. Madonny w kościołach (…), wszędzie pali się światło (…), panie siedzące na krzesłach (…), place pełne ludzi, kiedy wracam do mojego miasteczka (…)".
Są tacy, którzy widzą w niej tęsknotę za miejscem, z którego się wyemigrowało (Brancale pochodzi z Apulii, a mieszka w Rzymie), nostalgię porównywalną do tej z piosenki "Lubię wracać tam, gdzie byłem" Zbigniewa Wodeckiego ( ze słowami Wojciecha Młynarskiego). Ale są też tysiące mieszkańców Mezzogiorno (Południa), których utwór Brancale rozgrzał do czerwoności.
Internauci nie przebierali w słowach.
"Jestem przekonany, że istnieje jakiś krąg piekła, w którym ktoś puszcza ten kawałek 24 godziny na dobę", "Odblokowano nową torturę rodem z hiszpańskiej inkwizycji", "Bardzo ładna piosenka, najlepiej jej słuchać na poziomie głośności: ZERO" - komentowali.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.