"Polowanie" na Polaków z rowerami. Słowacka drogówka czeka tuż za granicą
– Urządzili sobie prawdziwe polowanie. W ciągu dosłownie 30 minut zatrzymali chyba 10 osób – mówi WP pan Paweł, polski turysta, którego w sobotę słowacka policja zatrzymała tuż za dawnym przejściem granicznym w Jurgowie pod Tatrami. Powód zaskakuje. Pan Paweł jechał na wakacje do Chorwacji, a za samochodem miał stojak z rowerami. Nie był on jednak oznakowany zgodnie z przepisami obowiązującymi na Słowacji, które różnią się od polskich.
Okazuje się, że na Słowacji rowery można w większości przypadków przewozić na stojaku przymocowanym do samochodu osobowego tylko wtedy, gdy są dodatkowo oznaczone odblaskową tablicą w biało-czerwone ukośne paski.
Jak relacjonuje pan Paweł, tablicy nie miał żaden z zatrzymanych kierowców. Większość stanowili Polacy, ale był też kierowca z Litwy. Jedni jechali na południe Europy, inni w słowackie Tatry. Każdy dostał 50 euro mandatu i musiał zawrócić do Polski.
– Wychodziło na to, że oni polują tylko na ludzi wiozących rowery, bo to im przyniosło "łatwą kasę". Ja sam zmarnowałem dwie godziny, zanim w przygranicznym Nowym Targu znalazłem taką tablicę. Kupiłem ją, zamontowałem i dopiero wtedy mogłem wjechać na Słowację – dodaje pan Paweł.
Nasz rozmówca przyznaje, że sam zawinił, bo przed wyjazdem nie sprawdził słowackich przepisów. Jest jednak przekonany, że policjanci zatrzymywali kierowców z rowerami ze zwykłej złośliwości.
Przepisy drogowe na Słowacji wymagają od kierowców dodatkowych odblasków
Słowackie przepisy rzeczywiście od kilku miesięcy nakładają na kierowców dodatkowy obowiązek. Co do zasady każdy, kto wiezie rowery z tyłu auta, musi oznaczyć ładunek specjalną tablicą, taką jak na zdjęciu. Dotyczy to zarówno bagażników mocowanych na haku, jak i na klapie. Tablica może być wykonana z dowolnego materiału, ale musi odbijać światło, żeby samochód był lepiej widoczny po zmroku.
Tablicy nie muszą mieć jedynie kierowcy, których rowery nie wystają poza obrys auta na boki, a do tyłu wystają najwyżej na 40 cm od karoserii.
Słowacy są złośliwi czy skrupulatni?
W praktyce słowacka policja długo podchodziła do nowych przepisów liberalnie. Większość zagranicznych kierowców zatrzymanych bez oznaczenia kończyła na pouczeniu i mogła jechać dalej. Od kilku tygodni drogówka ma jednak wytyczne, by egzekwować ten obowiązek bez taryfy ulgowej. Stąd mandaty dla turystów, którzy przed wyjazdem nie sprawdzili, jak muszą oznaczyć rowery.
– Na Słowacji już tak jest, że ich policja jest bardzo skrupulatna – mówi WP pan Leszek, taksówkarz z Zakopanego.
– Kilka lat temu "trzepali" Polaków jak oszalali i sprawdzali, czy w samochodzie wiezie się kamizelkę odblaskową, zestaw żarówek na zmianę i w pełni wyposażoną apteczkę. Za brak czegokolwiek z wymienionych od razu było 50 euro mandatu. Sprawdzali to dosłownie przy każdej kontroli. Nałożyli na nich przy granicy masę mandatów i im... przeszło. Ostatnio wracałem kursem z lotniska w Popradzie, zatrzymali mnie i o kamizelkę nawet nie spytali. Widać teraz policja w tym kraju przerzuciła się na tablice odblaskowe – kwituje ze śmiechem pan Leszek.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.