Koszmar w gliwickim przedszkolu. Dyrektorka z zarzutami znęcania się nad dziećmi
- Zawiadomienia do organów ścigania złożyli opiekunowie siedmiorga dzieci.
- Dyrektorka usłyszała nie tylko zarzut związany z traktowaniem podopiecznych, ale również dotyczący wyłudzania publicznych dotacji dla placówki.
- Wcześniej podobne skargi pojawiały się w Częstochowie i Iskrzyczynie, w miejscach, w których Iwona D. pracowała.
- Sprawę nagłośnił program "Uwaga!" TVN.
Rodzice relacjonowali reporterom programu TVN, że ich dzieci zaczęły bać się przedszkola, a po powrocie do domu miały ślady na ciele. Jedna z matek mówiła o siniaku pod okiem syna, zadrapaniach na szyi i posiniaczonych nogach. Nauczycielki w przedszkolu przekonywały, że to wynik drobnych scysji pomiędzy dziećmi, ale z czasem matka przestała w to wierzyć.
Inni opiekunowie wspominali o zaobserwowanych u dzieci otarciach, zadrapaniach, guzach oraz śladach na nadgarstkach i dłoniach. Według relacji dzieci miały być także karane klapsami w dłonie i straszone.
Zarzuty prokuratury i relacje rodziców
W reportażu "Uwaga!" TVN pokazano również pomieszczenie, w którym dzieci miały być izolowane. Według jednej z relacji maluchy zamykano tam na klucz, a dyrektorka określała to miejsce jako "salę doświadczania świata".
Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Agnieszka Bukowska przekazała, że zgłoszenia złożyli opiekunowie siedmiorga dzieci. – Dochodziło do zamykania dzieci samych, więc uznano, że takie działania wypełniły znamiona znęcania psychicznego i fizycznego – mówiła w materiale telewizyjnym.
Śledczy postawili Iwonie D. dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy psychicznego i fizycznego znęcania się nad dziećmi. Drugi obejmuje podejrzenie nielegalnego wyłudzania pieniędzy z publicznych dotacji przyznanych placówce.
Prokuratura wskazała również na relacje świadków dotyczące szarpania dzieci przez pracowników przedszkola. W sprawie trwa postępowanie prowadzone przez policję.
Wcześniejsze skargi i stanowisko dyrektorki
Dziennikarze ustalili, że Iwona D. kierowała szkołą podstawową w Częstochowie w latach 2014–2017. W tym czasie petycję z żądaniem jej odwołania podpisało blisko 300 osób. Później pracowała w przedszkolu w Iskrzyczynie, gdzie rodzice również zgłaszali zarzuty dotyczące szarpania dzieci i surowych kar. W obu przypadkach postępowania dyscyplinarne zakończyły się bez rozstrzygnięcia z powodu braku wystarczających zeznań świadków.
Iwona D. odrzuca zarzuty przedstawione w reportażu. – Jest to splot bardzo niefortunnych zdarzeń, które mają miejsce względem mojej osoby. Jestem osobą mobbingowaną i szkalowaną przez rodziców. Nigdy nikomu nie zrobiłam krzywdy – przekonywała.
Podejrzana tłumaczyła przed kamerami, że przykrości, jakie spotkały ją w innych miejscach pracy, były skutkiem lokalnej polityki i osobistych porachunków. Podkreślała, że wykonywała swoje obowiązki wzorowo. Iwona D. chwaliła się swoim rzekomo doskonałym wizerunkiem w wielu innych kręgach zawodowych, twierdziła też, że "medialna nagonka na jej osobę to efekt złośliwości środowiska.
Ale w programie pojawiły się też wypowiedzi kobiety zatrudnionej wcześniej w tej placówce. Wyznała ona przed kamerami, że zaledwie kilka miesięcy spędzonych w przedszkolu przypominało pobyt w "piekle".
Świadkowie wspominają o regularnym wzbudzaniu strachu u przedszkolaków. Dzieci słyszały, że mamy po nie nie przyjdą albo że nie dostaną prezentów od świętego Mikołaja.
Jak opisuje "Super Express", obecnie nadal trwa dochodzenie prowadzone przez policję, która weryfikuje wszystkie zarzuty karne. Śląska kurator oświaty Aleksandra Dyla zapewniła, że przedszkole będzie teraz pod specjalnym nadzorem pedagogicznym.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.