Incydent na granicy Łotwy z Białorusią. „Więcej zagrożeń jest bardzo realnych”

Granica ma być „zamknięta i bardzo strzeżona, nie ma półśrodków” - tak o wnioskach z wydarzenia na granicy białorusko-łotewskiej mówił profesor Maciej Milczanowski w rozmowie z Radiem RMF24. Na terytorium Łotwy próbowała wejść grupa nielegalnych migrantów wraz z uzbrojoną eskortą.
Ekspert ds. bezpieczeństwa Uniwersytetu Rzeszowskiego dr Maciej Milczanowski (fot. Darek Delmanowicz) /PAP
We wtorek minister spraw wewnętrznych Łotwy poinformował o agresywnej próbie przekroczenia granicy białorusko-łotewskiej przez grupę dwudziestu nielegalnych migrantów. Towarzyszyła im eskorta uzbrojonych mężczyzn, którzy usiłowali przepchnąć ich przez granicę i grozili żołnierzom.
Gość Radia RMF24, profesor Maciej Milczanowski, kierownik Zakładu Studiów nad Wojną Uniwersytetu Rzeszowskiego, zaznaczył, że tego typu działania są Europie już znane od dłuższego czasu. To bardzo tanie metody testowania naszych rozwiązań i służb oraz propagandowego pokazywania niedziałania tak zwanego „Zachodu”. Znowu migranci napływają, a Zachód nic z tym nie robi - wyjaśnił.
Zdaniem Milczanowskiego, celem takich prób forsowania granicy ma być też rozbicie europejskich społeczeństw. Potem w rosyjskich mediach pokazuje się, że Rosja świetnie sobie radzi ze wszystkimi problemami. Tworzy się kontrast między „upadłym i zniszczonym Zachodem”, a „porządną i tradycyjną” Rosją - mówił.
Państwa bałtyckie szczególnie narażone
A czemu celem była akurat Łotwa? Profesor podkreślił, że to właśnie państwa bałtyckie są w tej chwili szczególnie narażone na różnego rodzaju ataki ze strony Rosji. Próg wojny jest przez Rosję umieszczany coraz wyżej. Coraz więcej takich zagrożeń jest bardzo realnych. Sam Putin bardziej otwarcie mówi o różnych rzekomych problemach dotyczących Rosjan w tej części Europy - przypomniał.
Choć incydent wystąpił na granicy z Białorusią, Milczanowski zaznaczył, że inicjatywa leży przede wszystkim po stronie Rosji. Białorusi w żaden sposób nie opłaca się takie konfliktowanie z Europą. [Aleksandr – przyp. red.] Łukaszenka bardziej widzi zagrożenie ze strony Putina niż Zachodu. Oczywiście uzależnił się już jednak zbyt mocno od Rosji, by móc teraz podejmować jakiekolwiek samodzielne decyzje - stwierdził.
„Nie ma w tej chwili półśrodków”
Choć tym razem celem ataku nie była Polska, niewykluczone, że będzie nim w przyszłości. Jakie wnioski należy wyciągnąć z incydentu na białorusko-łotewskiej granicy? Granica z Białorusią i z Rosją musi być uszczelniana i jak najbardziej strzeżona. Muszą być też rozbudowywane systemy jej ochrony - podkreślał Milczanowski.
Mówiąc o ochronie, profesor wyjaśnił, że nie ma na myśli jedynie wzmocnienia Straży Granicznej. W sytuacjach, gdy migranci się już gdzieś przedostaną, musimy pokazywać, że jesteśmy państwem cywilizowanym. Wydaje mi się, że mamy do tego odpowiednie służby, potencjał i ludzi, żeby traktować migrantów, którzy są bronią w rękach Rosji, po ludzku - stwierdził.
Na pytanie, czy granica powinna być bardziej strzeżona, czy zamknięta odparł stanowczo: Zamknięta i bardzo strzeżona. Nie ma w tej chwili półśrodków dlatego, że Rosja szuka nowych rozwiązań i zaangażowania w inne konflikty, żeby osłabić pomoc dla Ukrainy. Dlatego powinniśmy traktować absolutnie zero-jedynkowo granicę i działania służb. Nie dotyczy to jednak do końca ludzi, których wykorzystuje się jako narzędzie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.