ESPN DeportesCucurella explica intento del Real Madrid por fichar a RodriThe Jerusalem PostCourt adds two years to sentence of man who stole cars from Kibbutz Be'eri after Oct. 7ESPNGame Day Kickoff: Knee-jerk reactions and September lies; what does Week 4 have in store?InquirerBill fixing term of barangay, SK officials for Marcos’ signature – GatchalianBollywood HungamaSalman Khan and Arvind Swamy shoot massive train action sequence for Monster; source reveals details of Mumbai scheduleDaily MaverickTHE TIES THAT BIND US: Ramaphosa uses Heritage Day address to condemn gender-based violence after Ekurhuleni killings한겨레이 대통령 “북한 포로 송환 비공개 합의 어긴 우크라에 아쉬워”Billboard‘Ozzy & Black Sabbath: Back to the Beginning’ Trailer Captures Emotional Punch of Metal Icon’s Final Show: WatchThe Hollywood ReporterBob Iger Reveals That He Wrote a Six-Page Letter to Josh D’Amaro and Left It In His DeskABC NewsFDA commissioner nominee Dr. Heidi Overton appears for confirmation hearingVanguardNigeria, US sign pact to boost $700bn mining investmentInteriaSpotkanie Trump-Xi, emocje w Białym Domu. Doszło do incydentu
The Daily Newsstand · Free, Always
Thursday, September 24, 2026

"Więcej technologii, mniej ludzi". Jak AI zmienia firmy, nie tylko w USA

Translate

Bartosz Węglarczyk: Szef jednej z kluczowych firm AI w USA wezwał ostatnio wszystkich twórców AI do spowolnienia rozwoju sztucznej inteligencji. Czy AI jest obecnie głównym tematem debaty publicznej w Stanach Zjednoczonych? W Europie sprawa ta nie wydaje się kluczowym zagadnieniem dla polityków, liderów ani mediów. Jak to wygląda w USA?

Jamie Heller: W Stanach Zjednoczonych to ogromny temat. Właśnie wróciłam z San Francisco, które pod względem geograficznym stanowi centrum wszechświata sztucznej inteligencji. Kwestia bezpieczeństwa AI była tam na ustach wszystkich, ale dyskutuje się o niej w całym kraju. W ostatnich dniach kluczowym tematem stało się pytanie, czy sztuczna inteligencja nie wymknęła nam się z rąk, czy mleko się nie rozlało i czy naprawdę straciliśmy nad nią kontrolę, co może przynieść nam opłakane skutki.

Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google

Wpisuje się to jednak w szersze tło ogromnych kontrowersji wokół AI. Z jednej strony kadra zarządzająca w biznesie jest entuzjastycznie nastawiona do oszczędności finansowych, jakie niesie ta technologia, a mnóstwo ludzi używa jej, by ułatwić sobie życie. Istnieje więc spory entuzjazm w pewnych obszarach, ale w innych pojawia się silny opór. Wielu uważa, że AI obniża poziom intelektualny naszych dzieci, zabiera miejsca pracy, odbiera szanse życiowe i otumania społeczeństwo.

Z kolei centra danych — o których piszemy bardzo dużo w Business Insiderze — budzą obawy ze względu na ich wpływ na środowisko, zużycie energii elektrycznej i wody. Stały się one symbolem masowej korporatyzacji, która budzi niepokój zwykłych obywateli i bez wątpienia staje się istotnym zagadnieniem w nadchodzących wyborach.

Prezydent Donald Trump nie uważa, by w AI było cokolwiek niebezpiecznego — sądzi, że to bezpieczna technologia. Twierdzi, że głównym celem powinno być wygranie wyścigu o sztuczną inteligencję z Chinami. Czy tak jest w istocie? Czy uważasz, że rząd amerykański — czy to Biały Dom, czy Kongres — podejmuje jakiekolwiek realne działania w sprawie bezpieczeństwa AI?

To niezwykle fascynujące pytanie o to, kto powinien sprawować kontrolę nad AI. W miniony weekend jeden z gigantów technologicznych, Joe Lonsdale, napisał na Twitterze: "Opanowaliśmy to. Nie martwcie się, mamy sytuację pod kontrolą. Żyjcie spokojnie, technolodzy sobie poradzą". Z drugiej strony istnieje obóz twierdzący, że regulacje państwowe są niezbędne, ponieważ nie możemy ufać firmom technologicznym, że same się przypilnują. Czy naprawdę zamierzamy powierzyć bezpieczeństwo ludziom, którzy próbują zarobić miliardy na debiutach giełdowych i których władza stale rośnie? Czy można im zaufać, że przedłożą nasze dobro nad własny zysk?

Rozmawialiśmy o tym dzisiaj rano na naszym kolegium redakcyjnym: czy ten krok można jeszcze cofnąć i schować zagrożenie z powrotem do puszki Pandory? A jeśli tak, to kto zrobi to lepiej — regulacje państwowe czy same firmy technologiczne? I czy komukolwiek z nich można w tej kwestii zaufać?

W USA toczy się także dyskusja dotycząca kierunku rozwoju sztucznej inteligencji. Widzę tu wyraźną różnicę między amerykańskimi a chińskimi firmami technologicznymi. Rząd w Pekinie wydaje się stawiać na rozwój AI wpisujący się w codzienne życie obywateli — czytałem ostatnio artykuł o niesamowitych rozwiązaniach AI na ulicach Pekinu. Tymczasem ty i ja nie widzimy robotów AI na naszych ulicach ani wielu bezpośrednich udogodnień w życiu zwykłych ludzi. Czy uważasz, że amerykańskie firmy AI skupiają się głównie na budowaniu kolejnych modeli językowych, zamiast tworzyć rozwiązania dla codziennego życia?

Od pewnego czasu rozwijanie rozwiązań dla biznesu jest postrzegane jako znacznie bardziej dochodowa ścieżka dla firm tworzących AI. Anthropic od początku był uważany w tym obszarze za gracza silniejszego niż OpenAI. Widać to zresztą po tym, że Anthropic zmierza w stronę debiutu giełdowego, podczas gdy OpenAI obecnie tego nie robi. Pod względem finansowym istniała więc większa zachęta do budowania produktów dla firm, które dysponują znacznie większym budżetem.

Uważam jednak, że produkty bazujące na AI coraz mocniej wkraczają w codzienne życie. Budzi to spore emocje. Dzień w dzień opisujemy historie małych, lokalnych firm — na przykład kawiarni — które próbują wykorzystać AI w marketingu czy reklamie i spotykają się z natychmiastowym oporem społecznym. Obawa przed negatywnym odbiorem otoczenia to jeden z głównych czynników powstrzymujących wdrażanie AI w codziennym życiu.

Donosimy jednak również o nowych aplikacjach, takich jak choćby Instinct, które pomagają ludziom w codziennych sprawach. Niezależnie od tego, czy chodzi o spór z bankiem, czy o zaplanowanie grafiku zajęć pozaszkolnych dzieci, stale słyszę od użytkowników, że te narzędzia naprawdę działają. Nawet dla mnie w ciągu ostatnich kilku dni zaskoczeniem było to, jak szybko te rozwiązania zyskują popularność. Znajdujemy się w okresie gwałtownych zmian. Istnieje spore uderzenie niechęci i obaw wobec AI, ale jednocześnie ludzie próbują z niej korzystać i przekonują się do konkretnych zastosowań.

Jakie zmiany obserwujesz na amerykańskim rynku pracy? Czy ludzie rzeczywiście tracą zatrudnienie z powodu sztucznej inteligencji?

Wiele firm ogranicza rekrutację lub stara się zatrudniać mniej, by pozyskać fundusze na inwestycje w AI, a także po to, by sprawdzić, czy technologia może zastąpić ludzi w wykonywaniu określonych zadań. Obraz tego zjawiska jest więc złożony.

Ogólnie rzecz biorąc, amerykańskie przedsiębiorstwa zatrudniają mniej pracowników. Potrzebują kapitału na inwestycje w AI, czując presję ze strony rad nadzorczych — niezależnie od tego, czy chodzi o zakup nowych produktów, czy o pozyskiwanie unikalnych talentów. Chcą też zweryfikować, które stanowiska można zautomatyzować. Z drugiej strony rekrutacja wciąż trwa, a specjaliści posiadający umiejętności z zakresu AI są bardzo poszukiwani.

Przez wiele lat pracy widziałam, że wyznacznikiem sukcesu firmy była rosnąca liczba pracowników — zwiększanie zatrudnienia oznaczało rozwój i wyższe przychody. Dzisiaj powodem do dumy stało się to, jak wiele można osiągnąć przy minimalnej liczbie zatrudnionych. Więcej technologii, mniej ludzi.

W amerykańskim biznesie w ciągu ostatnich dziesięciu lat utrwaliło się przekonanie, że sprawniejsze zarządzanie wymaga mniejszych zespołów. Splot tych czynników sprawia, że znalezienie pracy jest dziś dla wielu osób wyjątkowo trudne.

A jak to wygląda w samej branży medialnej? Czy AI prowadzi do redukcji etatów w mediach?

W przypadku mediów wpływ AI wynika mniej z bezpośredniego zastępowania dziennikarzy przez technologię, a bardziej ze zmiany całego modelu biznesowego.

Dawniej wydawcy — zwłaszcza tacy jak Business Insider — pozyskiwali ogromny ruch z wyszukiwarki Google. Czytelnicy wpisywali frazę, a nasz artykuł pojawiał się jako niebieski link, w który klikali. Dziś, przy stosowaniu podsumowań AI, ruch odsyłany do redakcji drastycznie spadł. Musimy więc budować bezpośrednie relacje z odbiorcami, by wchodzili na nasze strony bez pośrednictwa wyszukiwarek. To jedna z najbardziej fundamentalnych zmian w mediach.

Jednocześnie zachodzą dynamiczne przekształcenia w relacjach między wydawcami a twórcami AI. Nasz właściciel, koncern Axel Springer, jako jeden z pierwszych zawarł umowę z OpenAI dotyczącą rekompensaty za wykorzystywanie naszych treści.

Te negocjacje trwają. Posiadanie w strukturach firmy ludzi potrafiących skutecznie negocjować z gigantami technologicznymi jest dziś kluczowe. Skoro straciliśmy ruch zewnętrzny, to musimy otrzymywać zapłatę za naszą pracę w innej formie, a modele AI bezsprzecznie potrzebują rzetelnego dziennikarstwa.

Gdzie przebiega czerwona linia, której jako redaktorka naczelna nigdy byś nie przekroczyła w wykorzystaniu AI w redakcji?

Przeprowadziliśmy eksperyment z pisaniem artykułów przez AI. Spróbowaliśmy tego i przejrzyście oznaczyliśmy te teksty. Zauważyliśmy jednak, że sztuczna inteligencja była po prostu niewiarygodna pod względem dokładności i weryfikacji faktów. Czas, jaki musieliśmy poświęcić na poprawianie i sprawdzanie tych tekstów, sprawił, że całe przedsięwzięcie było nieopłacalne.

Spójrzmy na to z szerszej perspektywy. Cała ta debata wokół AI dotyczy w gruncie rzeczy tego, jak dużą kontrolę nad naszym życiem oddajemy gigantom technologicznym. Patrząc ogólnie na sektor big tech: czy uważasz, że te firmy mają zbyt duży wpływ na debatę publiczną, politykę i gospodarkę? O czymkolwiek byśmy nie rozmawiali, big tech wydaje się potęgą sterującą wszystkim zza sceny. Czy to trafny obraz?

Pieniądze od zawsze stały za władzą polityczną. Na tym opiera się lobbing i funkcjonowanie rządu, więc nie jest to zjawisko nowe. Wielkie firmy technologiczne od dawna posiadają ogromną władzę, ponieważ osiągnęły gigantyczny sukces i kontrolują nasze dane. Ter firmy nie produkują mydła — tworzą skomplikowane, niewidzialne produkty, które głęboko przeniknęły do naszego życia i od których staliśmy się całkowicie zależni. Ponadto stanowią one ogromną część wartości rynku giełdowego.

Jako redaktorka nie oceniam, czy to dobrze, czy źle. Moim zadaniem jest rzetelne i dogłębne relacjonowanie ich działalności dzień w dzień, ponieważ te korporacje posiadają ogromną władzę. Naszą rolą jest patrzeć im na ręce i ujawniać to, co robią. Nasze artykuły o centrach danych pokazał, jak obiekty te wyrastają w całym kraju bez wiedzy społeczeństwa o skali inwestycji i konsekwencjach dla lokalnych społeczności. Dla mnie kluczowe jest po prostu wykonywanie naszej pracy dziennikarskiej na najwyższym poziomie.

Opowiedz nam o ludziach z Doliny Krzemowej, z którymi rozmawiasz. Czy oni uważają się za władców społeczeństwa? Czy chcą rządzić światem lub chociaż Stanami Zjednoczonymi? Czy myślą o polityce, czy tylko o technologii? Czym się kierują i co chcą ostatecznie osiągnąć — chodzi o pieniądze, czy o coś więcej?

W trakcie mojej niedawnej wizyty w San Francisco najbardziej uderzyło mnie ich pewnego rodzaju odklejenie od tego, jak reszta świata postrzega ich działania. Pewne kwestie po prostu nie są tam poddawane w wątpliwość — liczy się tylko wyścig, budowanie nowych rzeczy i przechodzenie do kolejnych projektów. Ich wzajemna rywalizacja jest tak zacięta, że skupiają się wyłącznie na tym, by pokonać konkurenta, wejść na giełdę, dokonać przejęcia i być największym oraz najlepszym. Niewiele uwagi poświęcają temu, jak odbiera ich społeczeństwo.

Czy możesz podzielić się wiedzą o trendach lub wydarzeniach w amerykańskim sektorze technologicznym, które obecnie niedoceniamy?

Bardzo intensywnie zajmujemy się obecnie tematem robotyki. To obszar, do którego płyną ogromne środki finansowe, dlatego uczyniliśmy z niego priorytet redakcyjny. Mówimy tu o fizycznym AI — zastosowaniu sztucznej inteligencji w fabrykach i codziennym życiu. Robotyka istnieje od dawna, ale dotąd nie przeżyła przełomu na masową skalę. Teraz wyraźnie czuć, że nadszedł jej moment. Płyną tam wielkie fundusze — będą sukcesy i spektakularne porażki, a my będziemy to skrupulatnie relacjonować. To sektor, na który warto obecnie zwracać uwagę.

Czy sektorem, w którym zobaczymy przełomy technologiczne w najbliższych latach, jest wojskowość? Czy branża obronna to rzeczywiście miejsce, w którym powstają technologie nowej generacji?

Dolina Krzemowa bardzo mocno wchodzi w obszar obronności i technologii wojskowych. Sektor obronny przeżywa ogromny boom. Niedawno wysłaliśmy reporterów do Ukrainy — wykorzystanie robotyki stało się tam kluczowym elementem nowoczesnej wojny. Styk technologii z obronnością jest obecnie niezwykle dynamiczny. Myślę, że obecna administracja w Białym Domu sprzyja Dolinie Krzemowej w tym zakresie, co tworzy bardzo dogodne warunki dla tych firm.

W Europie panuje przekonanie, że zostajemy daleko w tyle za USA pod względem technologicznym, zwłaszcza w obszarze AI. Czy jako redaktorka naczelna Business Insider USA usłyszałaś ostatnio o jakimś europejskim projekcie technologicznym, który zyskał twoje uznanie i pomyślałeś: "To coś, co powinniśmy mieć w Stanach Zjednoczonych"?

Francuski Mistral to firma, która wyraźnie wybija się jako znany i ceniony gracz na rynku AI. Z kolei Spotify w bardzo zaawansowany sposób wykorzystuje sztuczną inteligencję.

Ogólnie rzecz biorąc, wydaje mi się, że AI daje Europie realną szansę na wyrównanie szans w wyścigu technologicznym. Przez lata żartowano, że głównym produktem eksportowym Europy w branży tech były regulacje i przepisy. Teraz jednak pojawia się nowa szansa, wynikająca m.in. z europejskich dążeń do modernizacji obronności i połączenia tego procesu z sektorem technologicznym.

Ponadto, jeśli w Europie nie wystąpi tak silny opór społeczny wobec AI, jak w USA, może to stanowić dużą przewagę. Prezes Axela Springera, Mathias Döpfner, zauważył zresztą, że społeczny sprzeciw wobec AI w USA może hamować amerykańskie firmy, podczas gdy Europa nie odczuwa tej bariery w tak dużym stopniu. Będzie niezmiernie ciekawie obserwować, czy Europa wykorzysta ten moment, by nadrobić dystans lub wręcz przeskoczyć konkurencję.

View the original on Onet

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.