Achtung, nokaut. Kończy się sąsiad, którego znamy

Trzęsienie ziemi w polityce naszego sąsiada wywołało zatem głosowanie zaledwie… 2,5 proc. populacji. Na dzień 31 marca 2026 roku w Niemczech mieszkało 83,4 mln osób. Jak podaje oficjalnie niemiecki urząd statystyczny, w Saksonii-Anhalt mieszka niewiele ponad 2 milionów obywateli.
A jednak myliłby się ten, kto chciałby zlekceważyć te wybory lokalne, w których AfD znokautowało konkurentów, wynikiem blisko 44 proc. Drugie na podium CDU obecnego kanclerza Merza straciło niemal 20 pkt proc. poparcia! Uzyskane 17,2 proc. to nawet nie jest połowa tego, co uzyskało AfD. A frekwencja była rekordowo wysoka: 77,8 proc.
Nikt zatem nie może powiedzieć, że demokracja przy urnach nie zadziałała.
W tej chwili do większości pozwalającej na samodzielne rządy brakuje koalicjanta. Tym może stać się partia (teoretycznie) skrajnie lewicowa BSW (Bündnis Sahra Wagenknecht). "Les extrêmes se touchent", jak mawiają Francuzi. I w tym wypadku płaszczyzn do politycznego "miziania się" zaiste nie brakuje.
Na przód jednak wybija się ewidentnie proputinowski kurs obu ugrupowań. Obie partie chcą powrotu do dawnych relacji z Rosją. Uległość wobec Kremla nie ma znaczenia. Od wizji taniego gazu ze Wschodu do wstrzymania pomocy dla Ukrainy - wydaje się AfD oraz BSW dostatecznie mocnym gruntem do uściśnięcia dłoni. A nienawiść do dawnych partii pokroju CDU i SPD jedynie naoliwi ten romans radykałów.
"AfD, AfD i AfD", od rana do wieczora
Dla zewnętrznego obserwatora niemiecka debata polityczna jest potwornie nudna. Sposób pisania felietonów oraz esejów politycznych - pod wpływem kolejnych ataków ziewania - może doprowadzić do utraty żuchwy.
W Berlinie znajomi dziennikarze tłumaczyli mi, że nie jest to żaden przypadek. Nikt z nich nie chce podgrzewania emocji. "Emocje bowiem już nasz naród kiedyś okazał. Nie chcielibyście tego znów zobaczyć", usłyszałem od ważnego publicysty.
Jasne stało się, że cokolwiek by się nie działo, w polityce niemieckiej włączana jest matryca stycznia 1933, co w niewidzialny sposób przenika całą debatę publiczną. Choćby poprzez rozlewającą się wszędzie nudę.
Ten stan rzeczy jednak jest nie do utrzymania na wieki. Życie toczy się dalej, przychodzą kolejne pokolenia i już kilka lat temu stało się jasne, że jedyne, co ożywia wiadomości polityczne, to mówienie o AfD. Dość włączyć informacyjne radio, by słyszeć o tej partii. "AfD, AfD i AfD", od rana do wieczora.
Matryca stara, ale skok ciśnienia - nowy. Szczególnie od czasu, gdy kontrwywiad określił AfD jako "organizację prawicowo-ekstremistyczną". Oznaczało to otwarcie drzwi do inwigilowania tej partii, np. poprzez podsłuchy. Drugą stroną medalu jest jednak to, że wpatrywanie się w przeszłość może oślepiać. Partie głównego nurtu wypracowały politykę legendarnego kompromisu.
Problem jednak pojawił się wtedy, gdy - jak w sprawie masowej imigracji do Niemiec - niemal wszystkie partie mówiły to samo. Coraz więcej obywateli, szczególnie na obszarze byłego NRD, wcale nie chciało tego słuchać. Na scenie politycznej pojawiła się luka, którą zapełniło AfD.
Owa partia rzeczywiście zawiera w sobie elementy radykalne, nawet neonazistowskie, jednak obecnie to partia protestu o znaczenie szerszym zasięgu. Ich manifest wyborczy z Saksonii-Anhalt to kawał lektury, skądinąd dla polskich polityków obowiązkowej. Tam zarysowuje się przyszłość niemieckiej polityki.
Kończy się sąsiad, którego znamy. Dobrze wiadomo, że niektóre hasła wpadną do prawego ucha polskich polityków. Jednakże hasła socjalistyczno-narodowe (by nie pisać odwrotnie) w XXI wieku wiodą do radykalnego egoizmu, który rozsadza podstawy bezpieczeństwa naszego kraju.
Sojusze partii prorosyjskich w Niemczech nie mogą przynieść nam nic dobrego. Śledzenie haseł wyborczych AfD czy nawet bardziej BSW sprawiało wrażenie, że one pisane są w okolicach Kremla.
Porzucony wyborca
Oczywiście, osoby głosujące na AfD w pierwszej kolejności robią to z innych powodów niż zajmowanie się na pokojem w Europie Wschodniej. Brak tanich surowców z Rosji, agresywna konkurencja z Chin, koniec amerykańskiego parasola, powodów do niepokoju nie brakuje. A co obserwują Niemcy z Magdeburga? Widzą rozleniwienie aparatu dawnych partii politycznych, lata okazywania pogardy mieszkańcom byłego NRD, zwijanie się przemysłu, cudzoziemców.
Dla ludzi, którzy przeszli przez bolesną transformację po 1989, szczególnie delikatnym tematem jest nielegalna imigracja. Oni mają wrażenie, że po upadku NRD szli wyboistą drogą, inni zaś przyjeżdżają "na gotowe", nie podejmują wysiłku asymilacji, ba, chcą ich mentalnie zmieniać itd.
Czy obiektywnie te pretensje są uzasadnione, to znów inna sprawa. Ważne, że AfD niesie obietnicę zmiany, w tym hasło "reemigracji", czyli polityka anty-Merkel i wydalania przybyszów z Niemiec… Skoro wielu wyborców czuło się porzuconych, przede wszystkim przez CDU, zagłosowali w niedzielę na partię protestu.
To jednak nie koniec. AfD chce efektu domina. Saksonia-Anhalt to początek. Jeśli przejmą władzę, zajmą się szkołami, policją, polityką kulturalną landu. Ambicje są większe. Program zarysowano grubo ponad kompetencje małego kraju związkowego. Na razie pozostałe partie otrzymało cios przy urnach. Chwieją się. Czy ustaną na nogach?
"Polityczny WF": Gorący czas w koalicji. Czy szykuje się przewrót? INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.