Polska wstrzymała pomoc dla Kijowa? W MON wściekłość. "Wyssane z palca"

- Do niczego nie doszło, nie było żadnego wstrzymania pomocy ani nawet opóźnienia w jej przekazywaniu. Jeszcze dla pewności to sprawdziliśmy i potwierdziliśmy. To jest po prostu informacja znikąd, news wyssany z palca - mówi wyraźnie poirytowany rozmówca z Ministerstwa Obrony Narodowej.
Jak dowiadujemy się w MON, w sprawę zaangażowany został nawet osobiście wicepremier i szef resortu Władysław Kosiniak-Kamysz. Trwa też roboczy kontakt na szczeblu kierownictwa resortu z ukraińskimi odpowiednikami, którego celem jest wyjaśnienie sytuacji, a być może również źródła i celu przecieku.
W całej sprawie chodzi natomiast o niedawny artykuł "Ukraińskiej Prawdy".
Portal, powołując się na swoje źródła w ukraińskim rządzie, napisał, że Polska wstrzymała pomoc wojskową dla Ukrainy.
Według autorów publikacji miała być to forma nacisku polskiego rządu za przyjęcie przez miejskie władze Lwowa uchwały, na mocy której 2027 rok będzie rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), jej dowódcy Romana Szuchewycza oraz poety i działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Ołeha Olżycza.
W rządzie bez gwałtownych ruchów. "Powinniśmy zachować spokój i zimną krew"
- Jest strasznie dużo dezinformacji, która częściowo powoduje te wszystkie nieporozumienia - mówi inne z naszych źródeł w MON.
I dodaje: - Powinniśmy zachować spokój i zimną krew. Nie odbieram tego jako próby nacisku na polski rząd przez stronę ukraińską. Po prostu w przeszłości mieliśmy już sporo sygnałów z tamtej strony, które ostatecznie się nie potwierdzały.
O spokój i zimną krew jest jednak trudno. To bowiem kolejna sytuacja, gdy strona ukraińska mocno następuje polskiemu rządowi na odcisk właśnie w kwestii UPA, pamięci historycznej i trudnej, wspólnej przeszłości obu narodów.

Wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski oraz wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-KamyszFilip NaumienkoReporter
W maju tego roku prezydent Wołodymyr Zełenski wydał dekret nadający imię "Bohaterów UPA" Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy.
Jego decyzja spotkała się z bardzo ostrą reakcją czołowych polskich polityków, na czele z prezydentem. Do tego stopnia, że w konsekwencji Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu przyznany przez Andrzeja Dudę w kwietniu 2023 roku Order Orła Białego.
Co więcej, relacje polsko-ukraińskie weszły w fazę wyraźnego ochłodzenia.
Po decyzji władz Lwowa strona polska również zareagowała zdecydowanie. Z naszych informacji wynika, że sprawę od początku politycznie pilotuje MSZ, które jest w kontakcie ze swoimi odpowiednikami po stronie ukraińskiej, a także z otoczeniem prezydenta Zełenskiego.
Wiceszef MSZ Marcin Bosacki zapewniał 21 października, że "mamy obietnicę ze strony najbliższych współpracowników prezydenta Zełenskiego, że ta decyzja nie wejdzie w życie".
Podkreślił też, że "dobrym znakiem jest to, że we wtorek późnym wieczorem ze strony internetowej obwodu lwowskiego ta uchwała zniknęła". - Trzymamy za słowo kancelarię prezydenta Zełenskiego, że ta fatalna decyzja w życie nie wejdzie - zakończył.
Do niczego nie doszło, nie było żadnego wstrzymania pomocy ani nawet opóźnienia w jej przekazywaniu. Jeszcze dla pewności to sprawdziliśmy i potwierdziliśmy. To jest po prostu informacja znikąd, news wyssany z d***
Mimo tego, wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski podpisał wniosek o wpisanie na listę osób niepożądanych w Polsce Swiatosława Szeremety - radnego Lwowa oraz autora pomysłu ustanowienia 2027 rokiem UPA, Romana Szuchewycza i Ołeha Olżycza.
Rządzący pewni swego. "To oni mają duży problem, nie my"
- Oni w tym Lwowie znani są z takich numerów. Zwłaszcza ich mer. To przecież nie pierwszy raz - przypomina wysoki rangą urzędnik MON.
Jak zaznacza, uchwała władz Lwowa to jednak dużo mniejszy problem, niż wspomniana już decyzja prezydenta Zełenskiego z maja tego roku.
- Powinni bardziej dbać o takie rzeczy, ale wie pan - inny naród, inne podejście do polityki, inne spojrzenie na negocjacje, inne poczucie godności - dodaje nasz rozmówca.
Po stronie polskiej nie ma też przekonania, że przeciek z ukraińskiego rządu do "Ukraińskiej Prawdy" to próba wywarcia presji na Polskę czy ugrania czegoś w relacjach dwustronnych. Dominuje przekonanie, że to albo zła wola pojedynczych polityków, albo wręcz celowo wykreowana przez portal historia.
- Pamiętajmy, że jest to dość sceptyczne wobec naszego narodu medium - zauważa ważny polityk obozu władzy, dobrze zorientowany w polityce wschodniej.
Szybko podkreśla jednak: - Nic mi nie wiadomo o jakimkolwiek wstrzymaniu pomocy dla Ukrainy. Nie było po naszej stronie takiego tematu.
W MON o publikacji "Ukraińskiej Prawdy" mówią jednak znacznie dosadniej.
- Wszędzie są idioci, typowi "życzliwi ludzie". I u nas, i u nich - kwituje jeden z ważnych urzędników resortu.
Przypomina też jednak, że wobec nagłego i zdecydowanego prorosyjskiego zwrotu Donalda Trumpa to Ukrainie aktualnie powinno bardzo zależeć na dobrych relacjach z Unią Europejską, w tym z Polską.
- To dla nich jest kryzysowy moment, no przecież nie dla nas. To oni mają dzisiaj duży problem, nie my - dodaje.
Inne z naszych źródeł w MON: - Nie możemy sobie pozwolić na gloryfikowanie UPA i zbrodniarzy wojennych. Dlatego reakcja rządu była bardzo zdecydowana. Na całe szczęście to jest tylko uchwała lokalnych władz, a nie prezydenta Ukrainy. Natomiast oceniam to jako złą wolę i prorosyjską prowokację. Cieszy się z tego wyłącznie Kreml.
''Wieczór Rymanowskiego''. Jak wyglądają obecnie relacje polsko-ukraińskie? Zgorzelski: Polska była ''junior partnerem''. Wyciągaliśmy niewłaściwe wnioskiPolsat News
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.