Daily MaverickMADLANGA COMMISSION: Questions mount over Matlala’s reluctance to discuss relationship with SibiyaESPN Deportes¿Qué tiene Chelsea esta temporada para ser candidato en la Premier League?The Jerusalem PostUS cancels joint marine drills with South Korea over Iran war-related force constraintsESPN🏈 Field's fantasy football favorites for 2026RTP DesportoChelsea entra a vencer na casa do Fulham em jogo com cinco golosוואלהרוביו: "אישרתי באופן רשמי את ביטול הגדרתה של סוריה כמדינה תומכת טרור"CBS NewsHawk Fire evacuations in Reno slightly eased as firefighters make gainsynetכפפות של חוכמהABC News (Australia)Mother of teen allowed to leave hospital before suicide calls for changeFrance 24Israel's Netanyahu says Iran tried to assassinate one of his sonsBBC SportAl-Hilal in advanced talks to sign Arsenal's Martinelli時事通信対イラン、制裁拡大へ 取引継続で「全ての国対象」―戦闘終結へ圧力強化・米財務長官
The Daily Newsstand · Free, Always
Monday, August 24, 2026

Najpierw euro, teraz franki. Sprawdziliśmy wersję Piesiewicza

Translate

W poniedziałek rano opublikowaliśmy ustalenia wspólnego śledztwa Wirtualnej Polski i "Superwizjera" TVN24. Wynika z nich, że Przemysław Kral, szef upadłej giełdy Zondacrypto wręczył Radosławowi Piesiewiczowi, prezesowi Polskiego Komitetu Olimpijskiego zegarek kupiony za ponad 170 tys. zł.

Krótko po naszej publikacji szef PKOl wystąpił na antenie TV Republika, gdzie przedstawił swoją wersję wydarzeń. Wcześniej, bo już w piątek, na portalu X opublikował odpowiedzi na pytania, które mu wysłaliśmy.

Prześledziliśmy jego wypowiedzi zdanie po zdaniu i zestawiliśmy je z dokumentami, którymi dysponujemy. Przeanalizowaliśmy też dokumenty, które pokazał w Republice.

Wątpliwości tylko przybyło.

WIDEO

Ujawniamy kulisy relacji szefa Zondacrypto z prezesem PKOl. Śledztwo WP i TVN24

Najpierw euro, teraz franki

W odpowiedziach na X Piesiewicz zapewniał, że zegarek Patek Philippe kupił "z własnych osobistych środków", a Przemysławowi Kralowi oddał należność "gotówką", "w kilku ratach, podczas naszych spotkań" (we wszystkich cytatach zachowujemy oryginalną pisownię).

W Republice opowiedział to już trochę inaczej: "oddałem nie euro, tylko franki szwajcarskie", "mam na to okoliczność, wypłatę z konta swojego".

Dwie wersje jednej płatności w kilka dni: raty gotówką, potem franki, na końcu wypłata z konta jako dowód. Tymczasem jedyny dokument zapłaty za ten zegarek, do jakiego dotarliśmy, to faktura z 19 listopada 2025 r. Wystawiona jest na nazwisko i prywatny adres Przemysława Krala, z adnotacją "pagamento: avvenuto" - zapłacone.

Wypłata gotówki z konta pokazuje jedynie, że pieniądze zostały wypłacone z rachunku, a nie że zostały przekazane Kralowi jako zapłata za ten konkretny zegarek. Radosław Piesiewicz nie pokazał na to żadnego dokumentu: ani umowy, ani pokwitowań. Stwierdził jedynie, że są "świadkowie". Ale nikogo z nazwiska nie wskazał.

Jako powód, dla którego potrzebował "pomocy" Krala przy zakupie, Piesiewicz podaje skomplikowaną procedurę nabycia zegarka tej marki. Nie wskazuje, żeby brakowało mu pieniędzy.

Skoro więc miał pieniądze, to po co rozkładał zapłatę na raty? Tego już szef PKOl nie wyjaśnił. Nie wyjaśnił też dlaczego transakcji na 40 tysięcy euro (ewentualnie jej równowartość we frankach) między dwoma prezesami nie towarzyszył żaden dokument.

Certyfikat, który miał być dowodem

Radosław Piesiewicz pokazał też w poniedziałek przed kamerą certyfikat pochodzenia zegarka Patek Philippe.

"Jakbym dostał ten zegarek, to nie miałbym certyfikatu pochodzenia wystawionego na Radosław Piesiewicz. Jest tam Radosław Piesiewicz. To znaczy, że ja jestem właścicielem" - stwierdził.

Numer koperty na certyfikacie - 6796251 - jest identyczny z numerem na fakturze wystawionej na Krala. Potwierdza więc, że zegarek, którym dysponuje Piesiewicz, jest autentyczny i że jest tym samym zegarkiem, za który zapłacił Kral. W żaden sposób nie potwierdza jednak, że Piesiewicz za niego zapłacił.

Pokazując dokument w telewizji, prezes PKOl sam potwierdził tożsamość zegarka, którą wcześniej moglibyśmy jedynie zestawiać z fakturą.

Jest i drugi, bardzo istotny, szczegół. W polu "nazwisko i adres właściciela", obok nazwiska Piesiewicza, wpisano adres: Via Accademia Albertina 31 w Turynie. To kamienica mieszkalna w centrum miasta. Pod tym numerem funkcjonują lub były oferowane mieszkania, lofty i apartamenty na wynajem.

Prezes PKOl tam nie mieszka.

Nie jest to też adres autoryzowanego salonu Patek Philippe w Turynie - jedyny w tym mieście mieści się przy innej ulicy.

Zapytaliśmy Radosława Piesiewicza, kto i kiedy wpisał jego nazwisko oraz ten turyński adres w certyfikat. Nie odpowiedział.

Faktura z Monako. "Nikt za nic nikomu nie płacił"

Drugim okazanym w poniedziałek dokumentem była faktura hotelowa z Monako. "Pan Jadczak sugeruje, że w Monako za hotel zapłacił mi pan Kral (...), co jest kolejnym kłamstwem, ponieważ jest faktura na Polski Komitet Olimpijski. Później jest to rozliczone z prywatnych środków" - mówił w TV Republika Piesiewicz.

Na fakturze jako nabywca widnieje Polski Komitet Olimpijski - nie Piesiewicz ani nawet nie jego żona. Tymczasem w odpowiedziach na X prezes PKOl zapewniał: "wszelkie koszty związane z prywatnymi wyjazdami mojej rodziny opłacane są przeze mnie lub moją żonę".

Do Monako poleciał z członkiem rodziny. Jeśli za hotel rachunek wystawiono na PKOl, to za pobyt, który sam nazywa prywatnym, zapłaciła kierowana przez niego organizacja.

Kwota z faktury to około tysiąca euro za jeden pokój. Z materiałów, do których dotarliśmy, wynika, że rezerwacja obejmowała dwa pokoje dwuosobowe, a pobyt zaczął się 26 listopada, gdy z lotniska w Nicei odebrał prezesa PKOl kierowca w czapce z logo Zondacrypto. Faktura nie pokrywa drugiego pokoju, transferów, wejściówek do stref, których nie ma w wolnej sprzedaży, ani tym bardziej zegarka. Do tego dochodzi grudniowy wyjazd do Bergamo na Ligę Mistrzów, którego ta faktura w ogóle nie dotyczy.

Piesiewicz nazywa Krala oszustem: "jak można ufać człowiekowi, który oszukał tysiące Polaków, w tym mnie". I jednocześnie utrzymuje, że temu samemu człowiekowi wręczał kilkadziesiąt tysięcy franków w gotówce, w ratach, bez pokwitowania i bez umowy, tytułem zapłaty za zegarek.

Hotel, tokeny i bilety

"Nic nie otrzymałem od pana Przemysława Krala" - powtórzył Piesiewicz w Republice. Wcześniej jednak przyznał w odpowiedziach na X, że przy wyjeździe na mecz Atalanty z Juventusem "spółka opłaciła wówczas hotel". Przyznał, że w grudniu 2025 r. pracownicy PKOl, z nim włącznie, dostali premię świąteczną w tokenach Zondy. Opisał gościnę i zaproszenia od sponsora jako "normalną praktykę".

Sprawdziliśmy każdą z obietnic, które - jak wynika z relacji naszych rozmówców - Piesiewicz składał Kralowi. Prezes PKOl miał zapewniać, że sprawę Zondacrypto w UOKiK załatwi u Mateusza Morawieckiego i u prezesa urzędu Tomasza Chróstnego.

W Republice zaprzeczał: "Z panem premierem Morawieckim nie rozmawiałem na żaden temat związany z Zondacrypto". Chróstnego miał widzieć "raz, przelotem", w 2020 lub 2021 r., w sprawie koszykówki. To zaprzeczenia zbieżne z tym, co sami ustaliliśmy. Mateusz Morawiecki, pytany przez nas, także zaprzeczył, by jesienią 2025 r. spotykał się z prezesem PKOl czy interweniował u prezesa UOKiK. Tomasz Chróstny odpowiedział krótko: "Nigdy nie było czegoś takiego". Zapytany, czy Morawiecki prosił go o pomoc dla Zondacrypto, mówił: "Nie".

Tylko że my nie napisaliśmy, że interwencja się odbyła. Napisaliśmy, że Piesiewicz ją obiecywał. Że powoływał się na znajomości, których - jak dziś sam przyznaje - nie miał. A obietnicy nie spełnił, bo urząd oddał sprawę służbom już 10 września 2025 r., miesiąc przed tym, zanim prezes PKOl zaczął cokolwiek deklarować. Kiedy meldował, że "jest po sprawie", nie było już czego załatwiać.

Piesiewicz nie tłumaczy też, skąd miał w telefonie pismo UOKiK dotyczące Zondy.

"Jeśli oszust staje się świadkiem koronnym"

Piesiewicz sugerował też, że Kral, który - jak informowały media - stara się o status świadka koronnego, będzie zeznawał nieprawdę, żeby ratować siebie. "Jeżeli dzisiaj oszust staje się świadkiem koronnym (...), oszuści mogą składać nieprawdziwe zeznania" - mówi. Do tego dokłada opowieść o agentach CBA, którzy mieli proponować 50 tys. zł za obciążenie kogoś i grozić rodzinie. Na poparcie tych zarzutów nie przedstawił żadnych dowodów.

Nasze dziennikarskie ustalenia opierają się na dokumentach: fakturze, zapisach korespondencji, rezerwacjach, certyfikacie, który sam prezes PKOl pokazał w telewizji. I one, w przeciwieństwie do wersji przedstawianych przez Radosława Piesiewicza, pozostają niezmienne.

Radosławowi Piesiewiczowi wysłaliśmy kolejny zestaw pytań, między innymi o to, kto wpisał jego nazwisko na certyfikacie, dlaczego figuruje na nim turyński adres, czy PKOl opłacił fakturę z Monako i jakim dokumentem potwierdza zapłatę za zegarek. Czekamy na odpowiedzi.

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.