Trzy centra danych w jednej gminie? Ekspert: mogą konkurować o wodę i energię
Na granicy Piaseczna i Józefosławia powstanie centrum danych
Źródło wideo: Mateusz Mżyk/tvnwarszawa.pl
Źródło zdj. gł.: Mateusz Mżyk/tvnwarszawa.pl
Mieszkańcy Piaseczna i pobliskiego Józefosławia protestują przeciwko budowie data center przy ulicy Energetycznej, na granicy obu miejscowości. Inwestycja ruszyła na początku sierpnia. Spółka Sien, powiązana z Budimeksem, chce postawić w tym miejscu kompleks czterech budynków, każdy o powierzchni około 4,5 tysiąca metrów kwadratowych. Łączna moc przyłączeniowa centrum ma wynosić około 70 megawatów. To zapotrzebowanie na energię porównywalne ze zużyciem prądu przez duże miasto powiatowe.
Sąsiedzi inwestycji od początku obawiają się przede wszystkim o wodę. W rejonie, który bardzo szybko się urbanizuje, już dziś zdarzają się problemy z ciśnieniem w kranach. Mieszkańcy pytają więc, czy lokalna infrastruktura poradzi sobie z kolejnym dużym odbiorcą. Obawiają się też hałasu, który mogą generować urządzenia pracujące w centrum danych.
Protest, petycje, reakcja RPO
W ubiegłym tygodniu obok budowanego centrum odbył się protest. Przyszło na niego około 300 osób. - Pod skargą do rzeczniczki praw obywatelskich podpisało się 261 osób, pod petycją o odwołanie wiceburmistrza Roberta Widza niecałe 200 - mówi Anna Rzewnicka, mieszkanka Piaseczna i współorganizatorka protestu.
Skarga do RPO dotyczy przede wszystkim komunikacji między mieszkańcami a piaseczyńskim ratuszem. Sąsiedzi inwestycji mają żal do władz, że o planach budowy dowiedzieli się przypadkiem, z Biuletynu Informacji Publicznej. Jak podkreślają, wcześniej nie było spotkań ani konsultacji z mieszkańcami.
Reakcja była szybka. Już w poniedziałek biuro RPO zwróciło się do burmistrza Piaseczna Daniela Putkiewicza o wyjaśnienia. Zapytano między innymi o to, czy zmiana pozwolenia na budowę z 16 kwietnia 2026 roku była zgodna z decyzją środowiskową wydaną dwa lata wcześniej. Ta zmiana pozwoliła inwestorowi zwiększyć wysokość budynków - zamiast trzech będą miały cztery kondygnacje. Strona społeczna uważa, że w takiej sytuacji powinna zostać przeprowadzona nowa procedura środowiskowa.
Anna Rzewnicka mówi, że władze Piaseczna nadal unikają bezpośredniego spotkania z mieszkańcami i przerzucają odpowiedzialność na inwestora. Ten zaproponował spotkanie 29 września, ale - jak twierdzi mieszkanka - z zastrzeżeniem, że jego przebiegu nie będzie można nagrywać.
- Dopóki burmistrz nie zacznie z nami rozmawiać, ten temat się po prostu nie zakończy. Chcemy też wiedzieć, ile jeszcze takich inwestycji jest planowanych albo procedowanych - mówi Rzewnicka.
Na granicy Piaseczna i Józefosławia powstanie centrum danych
Źródło zdjęcia: Mateusz Mżyk/tvnwarszawa.pl
Kilkaset metrów dalej drugie centrum danych
I właśnie wtedy, gdy mieszkańcy zaczęli protestować przeciwko centrum przy Energetycznej, zaczęły pojawiać się informacje o kolejnych tego typu inwestycjach. Jedna z nich ma powstać zaledwie kilkaset metrów dalej, przy ulicy Okulickiego 7/9. Jeśli oba centra danych zostaną zrealizowane, oddzielać je będzie tylko towarowa linia kolejowa.
W 2021 roku spółka Hipark Piaseczno wystąpiła o decyzję środowiskową dla budowy trzech budynków serwerowni wraz z infrastrukturą towarzyszącą. Burmistrz wydał decyzję 18 lipca 2022 roku, ale została ona zaskarżona. Sprawa trafiła najpierw do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, a później do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Jak informuje gmina, do tej pory nie zapadło rozstrzygnięcie.
Na tym jednak lista się nie kończy.
Proceduralne spory wstrzymały budowę trzeciego
Kilka dni temu w mediach społecznościowych mieszkańcy zaczęli przekazywać sobie informacje o kolejnym planowanym centrum danych – tym razem w oddalonym o około siedem kilometrów od Piaseczna Bobrowcu. Chce je budować spółka LF1.
3 lipca 2025 roku gmina Piaseczno wydała dla tej inwestycji decyzję środowiskową. Na razie budowa nie może jednak ruszyć. "Zgodnie z informacją uzyskaną od PWiK Piaseczno, gminna spółka nie wydała dla tej inwestycji technicznych warunków przyłączenia do miejskiej sieci wodociągowej. SKO odmówiło z kolei ustalenia warunków zabudowy dla tego przedsięwzięcia" - poinformował w poniedziałek urząd gminy.
Jak doprecyzowała Joanna Ferlian-Tchórzewska z biura prasowego Urzędu Miasta i Gminy Piaseczno, przy odmowie SKO odniosło się do kwestii skomunikowania inwestycji z drogą publiczną.
"Dla wnioskowanej inwestycji określone zostały następujące parametry: łączna wartość przyłączeniowa dla czterech budynków - 70 MW, realizowane z sieci energetycznej, do której inwestycja miałaby zostać podłączona na podstawie otrzymanych od operatora warunków oraz przewidywane zużycie wody dla celów gospodarczych, socjalno-bytowych, technologicznych oraz ppoż. Maksymalne zapotrzebowanie na wodę miałoby wynosić 71,62 metrów sześciennych na dobę, przy czym zużycie roczne zostało określone na poziomie 400 metrów sześciennych" - wyjaśnia przedstawicielka piaseczyńskiego ratusza.
Na działce, na której miałoby powstać centrum danych, nie ma miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. W obowiązującym wcześniej studium teren był przeznaczony pod przemysł i usługi. Studium wygasło jednak z końcem sierpnia. Zastąpić ma je plan ogólny gminy, a następnie miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Dopiero wtedy inwestor będzie mógł starać się o pozwolenie na budowę.
Mieszkańcy, którzy początkowo protestowali przeciwko jednej serwerowni, dziś pytają więc o kolejne. - Sądowe spory i procedury administracyjne kiedyś się zakończą, a my w naszej gminie zostaniemy z trzema wielkimi grzałkami bez infrastruktury służącej do odprowadzania tego ciepła - gorzko komentuje Anna Rzewnicka.
Brak odpowiednich regulacji
Michał Czepkiewicz, geograf i socjolog, adiunkt w Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych na Uniwersytecie Warszawskim specjalizuje się w relacjach między środowiskiem miejskim, mobilnością a zmianami klimatycznym. Jak zauważa, w Polsce nie ma regulacji, które stricte dotyczyłyby centrów danych.
- Mamy regulacje dotyczące planowania przestrzennego. To gmina decyduje o tym, jakie funkcje mogą być lokowane w konkretnych miejscach. W planowaniu przestrzennym centra danych nie są zdefiniowane. A to ułatwia inwestorom lokowanie ich w miejscach, które się do tego nie nadają – mówi ekspert.
- Gminy zgadzają się na lokowanie tych centrów i w strefach o przeznaczeniu usługowym - dodaje.
Z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia przy Energetycznej w Piasecznie.
Hałas i zużycie wody
Pewne ograniczenia nakłada prawo ochrony środowiska. Jeśli inwestycja przekracza dopuszczalne normy uznane za szkodliwe, urzędy mogą nie wydać decyzji środowiskowej.
- Jednak centra danych wciąż nie są wpisane wprost w rozporządzeniu ministerialnym o przedsięwzięciach mogących znacząco oddziaływać na środowisko – zauważa dr Czepkiewicz.
Włączane testowo co miesiąc lub w przypadku awarii agregaty generują hałas i zanieczyszczenie powietrza.
Wiele zależy też od zastosowanej technologii chłodzenia. - W zasadzie każdy system chłodzenia generuje jakiś hałas. Jeśli jest to chłodzenie powietrzem, poziom hałasu jest wyższy, ale wtedy jest mniejsze zużycie wody. Jeśli system opiera się na obiegu wody, to hałas jest trochę mniejszy, ale z kolei zużycie wody jest większe - wyjaśnia naukowiec.
Wyspa ciepła
Kolejnym problemem jest wydzielane przez takie obiekty ciepło. Według mojego rozmówcy, agregaty umiejscowione niedaleko miejsc zamieszkania mogą wpływać na odczuwanie temperatury, szczególnie podczas fali upałów.
- Średnio takie centrum danych podwyższa temperaturę o dwa stopnie, ale ta różnica może być znacznie większa - zastrzega Michał Czepkiewicz. - W jednym z badań sprawdzano jaki wpływ na odczuwanie temperatury mają centra danych położone poza miastami, z dala od innych obiektów, które mogłyby wypaczyć pomiar. Różnice są ogromne, wynoszące nawet dziewięć stopni Celsjusza - dodaje.
Walka o energię
Problemem może być jednak nie tylko samo oddziaływanie centrów danych na mieszkańców, ale także ich zapotrzebowanie na infrastrukturę.
- Potrzebne są też pewne limity wydawania przyłączy energetycznych i zgód na pobór wody. Często jest to pobór wody z wodociągów. Dzięki takim limitom moglibyśmy ograniczyć problemy związane z nadpodażą centrów danych i związane z tym problemy z rozwojem innych branż - przekonuje Czepkiewicz.
Naukowiec zwraca uwagę, że centra danych mogą konkurować o dostęp do mocy energetycznej z inwestycjami istotnymi z punktu widzenia lokalnych społeczności.
- W innych krajach już mamy takie problemy, że wstrzymywane są inwestycje mieszkaniowe, przemysłowe czy transport zbiorowy, dlatego że przydziały mocy energetycznej są już zajęte albo kolejka wniosków jest zatłoczona przez centra danych - argumentuje.
Przykład Danii
Jako jeden ze sposobów rozwiązania problemu wskazuje regulacje wprowadzane w Danii.
- Dania wprowadziła regulację, w której określa priorytety społeczne dla przydziałów mocy. W pierwszej kolejności jest infrastruktura o krytycznym i społecznie istotnym znaczeniu, czyli na przykład szpitale, nowe mieszkania czy transport - mówi.
Kolejną kategorię mają stanowić inwestycje związane z zieloną transformacją, takie jak magazyny energii czy projekty służące dekarbonizacji. Dopiero później w kolejce znajdują się wielkie inwestycje zużywające bardzo duże ilości energii, do których zaliczają się m.in. centra danych.
- Te kategorie są określone przez rozporządzenie i jest to jeden ze sposobów radzenia sobie z tym problemem - podsumowuje Czepkiewicz.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.