Groźba zamachu na Tuska. "Zbyt szybkie ujawnienie potencjalnego zagrożenia"
Informacje, które w niedzielę popłynęły do mediów, były alarmujące. Premier Donald Tusk i szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz, mieli być zagrożeni zamachem. Do służb miała wpłynąć informacja o domniemanej próbie ataku na obu polityków.
Rzecznik ministra-koordynatora służb i rzeczniczka szefa MSWiA wystąpili na wspólnej konferencji. Jacek Dobrzyński podkreślił, że służby "śmiertelnie poważnie" traktują informacje o możliwym zamachu.
DLA CIEBIE
25 lat na straży bezpieczeństwa. ORLEN dziękuje strażakom za ich codzienną misję
DLA CIEBIE
– Wiem, że na wielu antenach wielu pseudoekspertów wypowiada się dzisiaj z niedowierzaniem: "dlaczego o tym poinformowaliśmy?". Dlatego że sprawa, podkreślam, jest śmiertelnie poważna – mówił w niedzielę rzecznik koordynatora.
Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński poinformował w niedzielę, że za groźbami stoi około 60-letni mężczyzna, który został zatrzymany na Dolnym Śląsku. Uściślił, że służby trafiły na jego ślad przez dokładną analizę treści, "które zawarte zostały w internecie". Minister stwierdził też, że wydaje się, że zatrzymany mężczyzna jest z "bardzo radykalnych grup i nawiązuje bardzo radykalne kontakty poprzez internet z różnymi osobami".
Jednak wraz z kolejnymi doniesieniami ws. planów zamachu pojawiało się coraz więcej wątpliwości i niejasności. Przede wszystkim, dlaczego rzecznik ministra-koordynatora służb zdecydował się na konferencję, gdy jeszcze nie były znane szczegóły?
Wątpliwości dookoła zdarzenia były także w policji i służbach specjalnych. Opisywaliśmy je w niedzielę na łamach Wirtualnej Polski.
Co zawiodło? Oficer BOR tłumaczy
Co więcej, dziennikarz serwisu Business Insider Bartek Godusławski napisał na swoim koncie w serwisie X, że jeszcze tego samego dnia spotkał kierujących się do gmachu KPRM premiera i rzecznika rządu na ulicy Belwederskiej w Warszawie. Według dziennikarza towarzyszyło im kilku funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa.
O tym, czy wszystko w tej sytuacji było zgodne z procedurami bezpieczeństwa, rozmawiamy z emerytowanym oficerem Biura Ochrony Rządu, płk Karolem Szydłowskim. Ten wskazuje, że błędem w sztuce mogło być, jeśli w pobliżu ochranianego VIP-a nie było np. samochodu, który ma stanowić narzędzie skutecznej ewakuacji.
– Jeśli chroniący premiera uznali, że on nie stanowił zagrożenia, to go po prostu przepuścili. Ale próba wbiegnięcia w grupę, w bezpośredniej odległości od VIP-a, mogłaby się dla delikwenta źle skończyć – mówi płk Szydłowski.
Czy jednak dysponując informacją o zagrożeniu, Służba Ochrony Państwa nie powinna zareagować inaczej? A, przypomnijmy, sygnał o zagrożeniu był, SOP dysponowała informacjami o groźbach wobec premiera i poinformowała o tym fakcie policję.
Płk Szydłowski mówi, że w teorii sytuacja powinna wyglądać następująco: szef ochrony osobistej komunikuje ochranianemu, że mają sygnały o zagrożeniu. I warto byłoby w tej sytuacji zrezygnować np. ze spacerów, przynajmniej na jakiś czas, do momentu neutralizacji tegoż zagrożenia. Ale, jak dodaje, "premier Tusk należy do trudnych zawodników, jeśli chodzi o ochronę".
– Zresztą, zna pan szefa ochrony, który będzie w stanie powiedzieć "nie" politykowi, którego ma chronić?
Ujawniać czy nie ujawniać?
Jego zdaniem informacja o planach zamachu nie powinna być jednak ujawniona.
– Zbyt szybkie ujawnienie potencjalnego zagrożenia i przekazanie takich informacji do publicznej wiadomości bez wcześniejszej weryfikacji uważam za nieodpowiedzialne – mówi płk Szydłowski.
I konkluduje to słowami, że takich sygnałów o możliwym zagrożeniu służby otrzymują wiele. Są one poddawane ocenie i analizie. Ale "nie trzeba robić z tego newsa dnia" – mówi oficer.
O tym, że ujawnienie tej informacji było przedwczesne, mówi także emerytowany funkcjonariusz kontrwywiadu ABW, podpułkownik Przemysław Szczepański.
Ujawnienie mogło utrudnić czynności
Rozmowę z Wirtualną Polską rozpoczyna od oceny, wynikającej z jego doświadczenia zawodowego: tego typu organizacje ekstremistyczne często stosowały retorykę przemocy jako element budowy swojej tożsamości medialnej oraz jako czynnik scalający grupę.
– Często głosili groźne hasła, ale zwykle nie posiadali możliwości ich realizacji. Przy czym istotne zastrzeżenie: takich sygnałów nie można bagatelizować i w każdym takim przypadku powinny być realizowane działania rozpoznawcze – mówi Wirtualnej Polsce ppłk Szczepański.
Jak tłumaczy, tego typu działania "lubią jednak ciszę".
– Dlatego w mojej ocenie jako byłego funkcjonariusza nie sądzę, by nasze służby były szczęśliwe, że informacje dot. potencjalnego zamachu zostały upublicznione. Ujawnienie tego mogło utrudnić czynności realizacyjne wobec podejrzanych, np. mogło skutkować zniszczeniem dowodów czy ucieczką podejrzanych – mówi Wirtualnej Polsce oficer.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.