Skolim u prezydenta? Bez zaskoczenia [OPINIA]
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Oburzenie, zawsze warto to przypominać zwolennikom silnych emocji, nie zastępuje analizy. I dlatego zamiast oburzać się na Pałac Prezydencki, który proponuje młodym gościom ośrodka prezydenckiego w Juracie koncert Skolima, lepiej zadać sobie pytanie, po co oni to robią. Odpowiedź jest prosta, bo wiedzą, że taki mają elektorat i do takich odbiorców się kierują.
Skolim - i nikt tego nie ukrywa - chętnie i wiele mówi o tradycyjnych wartościach, którym jest wierny i które wyniósł z rodziny. - Tak zostałem wychowany, tak mnie nauczyła prababcia. W tym świecie, gdzie się pojawiam, łatwo zboczyć. Wiara to są pewnego rodzaju zasady, wartości. Nawet jak się częściowo ich trzymam, to już jestem przeszczęśliwy - deklaruje. A w jego mediach społecznościowych pojawiają się zdjęcia z Kościoła czy słowa o Jezusie.
Jak pogodzić to z treściami piosenek? Odpowiedź jest - wbrew pozorom dość prosta - one oczywiście są niezgodne z chrześcijańską moralnością (czy szerzej z jakąkolwiek moralnością), ale za to świetnie wpisują się w model myślenia części tych mocno prawicowych młodych mężczyzn, a szerzej w pewien model religijności w ogóle.
Zacznijmy od tego ostatniego. Otóż tak się składa, że dla części polskich tradycyjnych katolików wiara jest przestrzenią deklaracji, a nie relacji do innych. Jeszcze lepiej widać to w przypadku młodych mężczyzn, tych deklarujących konserwatyzm, z których część jest redpillowcami, inni są głęboko rozgoryczeni zmianami obyczajowymi, które się dokonały, i chcieliby powrotu do podległej roli kobiet (a przy okazji do możliwości realizacji swoich - inspirowanych pornografią fantazji erotycznych), a jeszcze inni nie potrafią odnaleźć się w świecie po emancypacji kobiet i wywołuje w nich ona wściekłość.
I właśnie do tych ludzi - niezależnie od własnych intencji - przemawia w skocznej formie Skolim. "Rozkładam nogi twoje i biorę to, co moje" - śpiewa. "Obok łóżka leżą tylko Air Maxy i majtki" - słuchamy w innym miejscu, a jeszcze gdzie indziej słowa: "jak masz fajną siostrę, to ją mogę załadować". Innych tekstów czytelnikom oszczędzę, ale zapewniam, że te wcale nie są najbardziej erotyczne i najbardziej seksualizujące czy uprzedmiotawiające kobiety. Tekstów ostrzejszych, bardziej niesmacznych znaleźlibyśmy tam więcej.
Część prawicowych mężczyzn lubi to
Jeśli tak jest (a zapewniam, że jest), to dlaczego młodzi mężczyźni, którzy pojawią się na spotkaniu u prezydenta, będą słuchać właśnie tego? Odpowiedź jest prosta, otóż tak właśnie wygląda pewna część młodej prawicy.
Jej skręt w prawo nie jest związany (a przynajmniej nie w znaczącej części) z powrotem do szczerej religijności (wyborcy Brauna statystycznie są mniej religijni niż wyborcy Koalicji Obywatelskiej), nie wynika z chęci budowy wielodzietnej rodziny czy brania odpowiedzialności za innych, ale z… chęci władzy nad kobietami, realizowania z nimi własnych (dość pornograficznych, a warto przypomnieć, że Kościół pornografii się sprzeciwia) wizji dominacji itd. Wszystko to podbudowane jest zaś niechęcią do innych obyczajowych zmian, które podważać mają to, co część młodych mężczyzn uznaje za tradycyjny model męskości.
Z katolicką wizją małżeństwa, z religijnym zaangażowaniem czy nawet z konserwatywnym modelem rodziny niewiele to wszystko ma wspólnego, ale stanowi wygodny model budowania polityki i zdobywania poparcia wśród sfrustrowanych zmianami, zazwyczaj młodych mężczyzn. Im męskość, która leci "na grube balety" - by znowu zacytować Skolima - "wyrywa najlepsze kobiety", w której "najlepsze panny będą nas całować" naprawdę imponuje.
I do tego właśnie modelu męskości odwołuje się obecnie prezydent. I bynajmniej nie chodzi mi o to, że sam prezydent go prezentuje, bo jego wybory życiowe i polityczne są radykalnie odmienne, ale o to, że zapraszając Skolima, wysyła on sygnał polityczny do tych właśnie (zagospodarowywanych przez Konfederację i Koronę Polską, ale także przez część innych środowisk) środowisk, że rozumie ich model myślenia. A jeśli uważnie wczytać się w program wydarzenia w Juracie, to znajdziemy tam więcej podobnych sygnałów.
O czym mówię? Otóż wśród zaproszonych prelegentów (z różnych, co należy prezydentowi oddać, stron) znajdziemy dziesięciu mężczyzn i… jedną kobietę. Ta ostatnia - Paulina Rylska - prezentuje dobrą i naprawdę wykonującą kawał dobrej roboty Fundację Małych Stópek, zajmującą się pomocą kobietom w trudnych ciążach, ale jest jedyną prezentowaną jako prelegentka kobietą. I aż trudno nie zadać pytania: czy naprawdę Pałac Prezydencki (w którym pracuje przecież sporo kobiet, z których część będzie jako pracownice obecna na spotkaniu) nie znalazł ciekawych prelegentek? A może uznano, że prawdziwie prawicowi młodzi mężczyźni będą woleli posłuchać innych mężczyzn?
Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale trudno mi nie uznać, że także skład gości jest znaczący. I nie, nie przekonuje mnie, że płeć nie ma znaczenia i że to absolutny przypadek. To jasny sygnał także wizji konserwatyzmu, do jakiego odwoływać się będzie nowa, prezydencka prawica. Wizji, w którą - to smutne - nieźle wpisuje się także Skolim z własnymi deklaracjami i jednocześnie z tekstami utworów. I Karol Nawrocki postanowił to wykorzystać.
Odpowiedzią zaś powinno być nie tyle oburzenie (rytualne i nieistotne politycznie), ile próba zmierzenia się z emocjami tej części elektoratu, zrozumienia powolnego rozchodzenia się męskich i kobiecych spojrzeń na politykę i próba realnej, a nie populistycznej odpowiedzi na zmieniające się potrzeby. Skolim, choć wykonuje kawał złej roboty, realnie uprzedmiotawiając kobiety, jest symbolicznym obrazem pewnej wizji męskości, a próba jej zrozumienia i analizy jest ważna nie tylko dla polityków, ale i dla analityków sekularyzacji i religijności.
I do tego namawiam obserwatorów świata. Oburzenie, zgorszenie i atak niewiele zmieniają, a jedynie umacniają prezydenta. On i jego ludzie doskonale rozumieją grę, w którą grają, i zdecydowanie lepiej rozpoznali własny elektorat niż ci, którzy ich atakują.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.