Jak Katowice same prosiły się o kontrowersyjny wieżowiec [13 PIĘTER]

Cykl "13 pięter" Filipa Springera to felietony mieszkaniowe, w których autor - nagradzany pisarz, reporter, fotograf - mierzy się z kryzysem mieszkaniowym w Polsce (i nie tylko). Na łamach Interii opisuje, jak nam się mieszka, w skali mikro i makro, i co można z tym wszystkim zrobić.
Przy Chorzowskiej 1 w Katowicach ma stanąć wysoki na 130 metrów drapacz chmur! Taka wiadomość jeszcze przed wakacjami zelektryzowała śląską publikę. Z kilku powodów - pierwszy to taki, że Chorzowska 1 to ścisłe centrum miasta - zaraz przy Rondzie Ziętka, Spodku, Alei Korfantego. Prestiżowa i cenna lokalizacja.
Ale były też inne powody. Ten adres to obrzeża Koszutki - tonącej w zieleni dzielnicy relatywnie niskich bloków, szerokich ulic i skwerów. Koszutka to cenione przez jej mieszkańców miejsce do życia. Wieżowiec nijak do niej pasuje. Byłby większy niż wszystko, co znajduje się na osiedlu, a w dodatku mógłby spowodować jego komunikacyjny paraliż.
Pikanterii tej historii dodaje fakt, że budynek ma zaprojektować Tomasz Konior - architekt dla Katowic zasłużony. To on zaprojektował słynny NOSPR czy niezwykle udaną rozbudowę Akademii Muzycznej. Ale to także on stoi za dużo mniej udanym projektem wielkiej galerii handlowej (Supersam) w centrum czy kontrowersyjną przebudową kwartału Dworcowa, podczas której z historycznych kamienic zostanie ledwie zewnętrzna skorupka.
Albo drapacz chmur, albo zrobimy wam na złość
Jest to na pierwszy rzut oka dość typowa sytuacja: cenna działka, deweloper, projekt wieżowca, znany architekt, lokalna społeczność. Konflikt murowany. Ale można na nią spojrzeć szerzej.
Deweloper świadomy kontrowersji postanowił porozmawiać z mieszkańcami. To rzadko spotykana i zacna inicjatywa, należy jej przyklasnąć. Przecież nic i nikt go do tego nie zmuszał. Na pierwszym spotkaniu mieszkańcy dowiedzieli się, jakie są pomysły na inwestycję. Na drugie przyszli już z plakatami, że nie chcą żadnego wieżowca. Rozmowa nie potoczyła się więc po myśli inwestora.
Temat stał się jeszcze bardziej gorący, więc prezydent Katowic Marcin Krupa, świadomy pewnie, że do wyborów w 2029 roku zostało już tylko kilkanaście miesięcy, a ludzie takie sprawy to akurat pamiętają, napisał w mediach społecznościowych, że "tego typu budowa nie wpisuje się w charakter tego miejsca oraz jego najbliższego otoczenia". I polecił swojemu zastępcy osobisty nadzór nad dalszą procedurą administracyjną.
Na co inwestor Tomasz Sobolweski z MTX Development w rozmowie z lokalnymi mediami (źródło: "Dziennik Zachodni") odpowiedział: "Od początku bierzemy pod uwagę inne sposoby wykorzystania nieruchomości, które może podyktować ekonomia niższej zabudowy na naszej działce. Bliskość Spodka i Międzynarodowego Centrum Kongresowego, z bogatym programem wydarzeń kulturalnych, sportowych i biznesowych, przemawiają za ofertą najmu krótkoterminowego, skierowaną do osób przyjeżdżających do Katowic na kilkudniowe pobyty".
Przynajmniej jedna strona zdjęła więc tu w końcu maskę i przestała cokolwiek udawać. Komunikat inwestora prosty: albo nam pozwolicie wybudować ten wieżowiec, albo wam tu zrobimy po prostu na złość.
Dwa spotkania, na które ściągnięto mieszkańców nie służyły dialogowi, tylko przekonaniu jednej strony do racji strony drugiej. I szczerze mówiąc, trudno się takiemu podejściu dziwić - inwestor działa w granicach tego, co może. A może wystąpić o warunki zabudowy (zrobił to) bez konsultowania się z mieszkańcami. Konsultacje były jedynie pudrowaniem całej tej sytuacji.
Księga grzechów katowickiej urbanistyki
Maskę pomału zdejmuje też architekt, który teraz dwoi się i troi w mediach i na portalach społecznościowych, broniąc inwestycji (nawet bardziej niż samego projektu). Podnosi przy tym, skądinąd słusznie, że wypowiedzi medialne prezydenta to jedno, a przepisy - drugie. A "procedura wydawania decyzji o warunkach zabudowy jest ściśle określonym procesem prawnym, a nie decyzją uznaniową".
Prezydent nie może więc w świetle prawa uznać, że jakiś budynek nie pasuje do otaczającej zabudowy i zablokować wydanie takiej decyzji. Miasto mogłoby to zrobić, gdyby miało dla tego terenu uchwalony Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego, albo gdyby zdążyło z uchwaleniem na czas nowego dokumentu planistycznego jakim jest Plan Ogólny. Ani jednego, ani drugiego jednak nie ma. I tu docieramy do sedna problemu.
Oto bowiem dyskutujemy o budowie kontrowersyjnego 130 metrowego grzmota w samym centrum największego miasta największej polskiej aglomeracji. Miasta, które szczyci się modernizacją i które jednocześnie od ćwierć wieku nie umiało się ogarnąć i uchwalić dla tego strategicznego obszaru sensownej wizji urbanistycznej. I to jest tutaj prawdziwym skandalem. Inwestor działa w granicach, jakie stworzyli mu urzędnicy i miejscy radni. Może działać ładnie albo brzydko. Jego wybór. Ale konsekwencje bezczynności ze strony publicznej poniosą mieszkańcy.
Przypomnijmy, że decyzje o warunkach zabudowy (słynne WZ-tki) to instrument uchwalony naprędce jako proteza planowania przestrzennego (jak zauważył śląski architekt i aktywista Aleksander Krajewski). Po to, by zwykły Kowalski nie musiał czekać na opieszałych radnych, aż uchwalą plan miejscowy dla całej dzielnicy i mógł sobie postawić domek.
Okazało się jednak, że na WZ-tki stawia się w Polsce niemal wszystko. Dość powiedzieć, że cała Strefa Kultury znajdująca się w sąsiedztwie planowanego budynku powstała w ten sposób. Podobnie jak gigantyczne Międzynarodowe Centrum Kongresowe, sala koncertowa NOSPR, Muzeum Śląskie oraz pobliskie osiedla. W ten również sposób powstały wielkie i wysokie osiedla na zapleczu Strefy Kultury. One też budziły kontrowersje mieszkańców. One też zmieniły widok śródmieścia Katowic. I to one są dziś punktem odniesienia dla wysokości planowanego wieżowca.
Ich powstania jakoś prezydent Marcin Krupa nie oprotestował i nie kazał swojemu zastępcy "przyglądać się sprawie". Widać wtedy widmo wyborów nie majaczyło tak wyraźnie na horyzoncie.
"Polityczny WF": Trump znalazł sposób na media. Tak uniknie niewygodnych pytańINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.