W tym kraju nie ma sygnalizacji świetlnej. Kierowcy radzą sobie w inny sposób
W 1995 roku w stolicy Bhutanu, Thimphu, zainstalowano pierwszą w kraju sygnalizację świetlną. Nowoczesne rozwiązanie utrzymało się przez około dobę, zanim niezadowolenie mieszkańców skłoniło władze do przywrócenia ręcznego zarządzania ruchem samochodowym. Nieudany eksperyment tak mocno zapisał się Bhutańczykom w pamięci, że więcej nie próbowano go już powtórzyć.
Policjanci zamiast sygnalizacji. To ostatni taki kraj na świecie
Zapanowanie nad ruchem samochodowym w Bhutanie nie należy do szczególnie trudnych wyzwań. Kraj, którego powierzchnia (ok. 38,4 tys. km2) jest zbliżona do Szwajcarii, pierwszą drogę dla samochodów oddał do użytku dopiero w 1962 roku. Liczbę samochodów szacuje się tu na 128 tys., z czego ok. 70 tys. zarejestrowanych jest w stolicy i jej okolicach.
ZOBACZ: Może być ich nawet 160 na minutę. Nad Polską pojawi się rój meteorów
Ruchem na największym skrzyżowaniu w Thimpiu (to tu stała jedyna sygnalizacja świetlna w kraju) kierują oddelegowani do tego policjanci, którzy przeszli specjalne tygodniowe szkolenie. Ubrani w eleganckie mundury i wyposażeni w białe rękawiczki funkcjonariusze nawigują niewielkim ruchem. Pracują w systemie trwających 30 minut zmian, kierując pojazdami z umiejscowionej na środku skrzyżowania bogato zdobionej altany, przypominającej wyglądem buddyjską świątynię.
Bhutan is the only country in the world with no traffic lights. There is one traffic island in the capital city, Thimphu’s central square. No honking, no chaos! https://t.co/g7l7Cq8MX1
— Porinju Veliyath (@porinju) April 24, 2026
Bhutan ma sposób na piratów drogowych
Do niedawna taka forma kontroli, w połączeniu z niskimi limitami prędkości, wynoszącymi odpowiednio 30 km/h w miastach i 50 km/h poza nimi, była wystarczająca. Zwiększające się w ostatnich latach natężenie ruchu wymusiło jednak na Bhutańczykach wprowadzenie nowych rozwiązań, wspierających bezpieczeństwo na drogach. Kluczowa okazała się przebudowa skrzyżowań na ronda w szczególnie newralgicznych miejscach.
ZOBACZ: Wieś z 12 domami w Hiszpanii można przejąć za darmo. Jest jeden warunek
Decyzja, aby kontrolę ruchu drogowego oprzeć przede wszystkim na interakcji z człowiekiem, jest odbiciem narodowej filozofii. Chodzi przede wszystkim o zadowolenie Bhutańczyków wyznaczane wskaźnikiem zwanym "Szczęściem Narodowym Brutto", wpisanym do tutejszej konstytucji, a także pielęgnowanie dziedzictwa kulturowego nawet kosztem wolniejszego tempa rozwoju.
Krajowy ruch drogowy opiera się nie tylko na przepisach, ale również na zdrowym rozsądku kierowców i ich szacunku dla pozostałych uczestników ruchu. Przy drogach w całym Bhutanie pojawiły się też slogany, które mają przestrzegać przed brawurą czy wsiadaniem za kółko po alkoholu. Banery powstały w ramach inicjatywy dotowanej przez indyjski rząd Border Roads Organisation, działającej również w innych krajach Azji.
Najszczęśliwsze królestwo świata. Za wizytę tu trzeba zapłacić
Królestwo Bhutanu to jeden z najbardziej odizolowanych krajów świata. Położone we wschodnich Himalajach państwo, graniczące od północy z Chinami, a od południa z Indiami, słynie z wyjątkowej troski o swoje dziedzictwo kulturowe. Telewizja dotarła tu dopiero w 1999 roku, a telefonia komórkowa - cztery lata później.
ZOBACZ: Polka dostała "rachunek grozy". Wystarczyło pięć godzin na SOR-ze w USA
Bhutańczycy, którzy nazywają się mieszkańcami "Najszczęśliwszego królestwa świata", wprowadzili też specjalny cennik dla międzynarodowych turystów. Sustainable Development Fee ("Opłata na rzecz zrównoważonego rozwoju") wynosi dziennie 100 dolarów dla dorosłego (ok. 390 zł) i 50 dolarów dla dziecka w wieku od 6 do 12 lat (blisko 195 zł). Dochód z tego tytułu przeznaczany jest na ochronę środowiska, służbę zdrowia i edukację obywateli.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.