Kijów wchodzi do rakietowej ekstraklasy

Gdy Polacy w sondażach roztrząsają głębokość antyukraińskich sentymentów, nowy premier Wielkiej Brytanii udał się do Kijowa. Andy Burnham uczestniczył w ceremonii składania wieńców na ukraińskim cmentarzu wojskowym. Odebrał nagrodę dla całego społeczeństwa brytyjskiego za wspieranie napadniętego kraju. Razem świętowano 35 lat niepodległości Ukrainy. To symboliczna deklaracja, chodzi bowiem o pierwszą zagraniczną wizytę Burnhama.
Ukraińskie pociski balistyczne
Polityk obiecał, że podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ będzie lobbować o większą pomoc USA. Chce, aby prezydent Donald Trump otworzył dostęp do amerykańskich zapasów pocisków Patriot.
Doskonale wiadomo, że to raczej puste obietnice, szczególnie w czasie beznadziejnej wojny Trumpa z Iranem. Zresztą ostatnio prezydent USA w Ankarze obiecywał Zełenskiemu amerykańskie licencje, po czym temat wyparował.
Co jednak szkodzi obiecywać. Zwłaszcza gdy dzielenie przez Burnhama skóry na (amerykańskim) niedźwiedziu odbywa się w przyjaznej atmosferze. Nastrój rozmów brytyjsko-ukraińskich jest tym lepszy, że premier zobowiązał się do ważnego konkretu. Już nie do wsparcia Ukrainy rakietami, ale - wprost - technologią rakietową.
Krótko mówiąc, Ukraina miałaby sama produkować pociski na licencji brytyjskiej. Burnham to nie Trump, zatem należy ostrożnie założyć, że słowa dotrzyma. Czy to altruizm Albionu? Nic podobnego. Brytyjczycy są ewidentnie wdzięczni Ukrainie - i to co najmniej za dwie rzeczy.
Mniejszy strach
Po pierwsze, za osłabienie strachu przed Władimirem Putinem. Rok 2022 był jak uderzenie obuchem. Zatrzęsły się dekady założeń geopolitycznych Europy Zachodniej. Reelekcja Trumpa dorzuciła kolejne pokłady niepewności co do amerykańskiego wsparcia w czas zagrożenia.
A tu proszę, w połowie 2026 premier Burnham w Kijowie dawał do zrozumienia, że pogróżek Kremla się nie obawia. Dąsy i fumy rzecznika Kremla, Dmitrija Pieskowa, skwitował wzruszeniem ramion.
Downing Street dalej będzie wspierać napadnięty kraj. Burnham ma powody do wdzięczności za zatrzymanie wojsk rosyjskich. Mało tego, chce Kremlowi (oraz swoim wyborcom) pokazać odzyskaną pewność siebie. Po brexicie to niemało.
Po drugie, Londyn jest wdzięczny za czas na zbrojenia. Nie jest żadną tajemnicą, że kraje takie jak Wielka Brytania, Francja czy Niemcy miałyby zasadniczy problem z obronieniem obywateli przed atakami w obecnej formie. Państwa schowane pod parasolem atomowym NATO nie brały pod uwagę, że w Europie można mieć broń jądrową, która nie odstrasza.
Dziś wiemy, dzięki Ukrainie, że można przez lata prowadzić konwencjonalną wojnę, atakować Rosję na jej terytorium, przekraczać kolejne czerwone linie i… nic.
Nie chodzi o to, by całkowicie zlekceważyć arsenał rosyjskiej broni jądrowej. Rzecz w tym, że innych kalkulacji - także technologicznych i finansowych - wymaga przygotowanie na ten rodzaj dronowej wojny w okopach, która obecnie się toczy w Ukrainie.
Przedmurze kontratakuje
Do wdzięczności za osłabienie strachu przed Putinem oraz za kupowanie czasu na zbrojenia dochodzi jeszcze jedna sprawa, o której nikt publicznie nie mówi. Aby uniknąć krociowych wydatków, które wywróciłyby strukturę budżetu państwa, wielu polityków i obywateli po prostu liczy na to, że ukraiński opór w końcu zmusi Rosję do opamiętania i zawieszenia broni.
Dość na salonach rozmów "off the record". Może to naiwne, ale ostatecznie ten sposób myślenia pozwala, aby w zbrojeniach wyznaczać takie horyzonty jak np. "za pięć lat" czy "za 10 lat".
Lepiej zatem zbroić Ukrainę. Tym bardziej, że Londyn, Paryż i Berlin - inaczej niż w 2022 - zakładają, że Kijów militarnie się obroni. W Europie Zachodniej, bodaj po raz pierwszy na serio, myśli się w kategoriach "przedmurza". To dość niebywałe, ale prawdziwe.
Obok brytyjskich polityków aktywni są francuscy i niemieccy. Pełną parą idzie nawiązywanie kontaktów. Rozmowy o biznesie. Ujawnianie tajnych informacji o pociskach dalekiego zasięgu to zatem element szerszego pejzażu zmian.
Drugi moment Chmielnickiego
Wreszcie warto odnotować, że coraz mocniej zarysowuje się zmiana geopolityczna w regionie. To prawdziwy, jak sobie prywatnie nazywam, "drugi moment Chmielnickiego". W 1648 roku ówcześni Kozacy zaznaczyli swoją podmiotowość, militarne i polityczne aspiracje, co odkrywano w I Rzeczypospolitej i później - z wielkim bólem. W XVI wieku Moskwa weszła do gry ukraińskiej na całego. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że najpierw Ukraina pozbywała się wpływów Rzeczypospolitej, obecnie chce pozbyć się wpływów Rosji.
Za każdym razem odbywało się to militarnie. Dziś Kijów - na bazie technologii brytyjskiej i francuskiej - na własną rękę ma produkować odpowiedniki pocisków Scalp oraz Storm Shadow.
To kolejny krok w stronę uruchomienia lokalnych linii produkcyjnych pocisków balistycznych, których - uwaga - sama Polska nie produkuje, a co najwyżej kupuje. To Kijów ma obecnie najlepsze drony dalekiego zasięgu. Niebywale skuteczną dyplomację kulturalną. Można byłoby wymienić z podziwem jeszcze wiele innych rzeczy…
Po wakacjach wracam do domu. Przeglądam gazety i portale. Słucham radia. Nasz świat się zmienia. Region przechodzi radykalną transformację. A moi kochani rodacy, niemal jak w XVIII wieku, kłócą się między sobą o jakieś trzecio- czy pięciorzędne sprawy. Spierają się zażarcie. Nawet schronów nie budują.
"Polityczny WF": Czy Nawrocki mógłby odmówić dymisji ministry? INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.