Wybory w Brazylii. Znamy zwycięzcę
Do niemal ostatniej chwili nie było do końca wiadomo, kto zwycięży. Różnica między kandydatami była minimalna - sięgała od 1 do 2 proc.
O godz. 21.09 lokalnego czasu stało się jednak jasnym, że wybory - wbrew ostatnim sondażom - wygrał urzędujący prezydent. Potwierdziło się to kilkanaście minut później, gdy podliczono już 99,90 proc. głosów.
W wyborach obecny, lewicowy szef państwa Luiz Inacio Lula da Silva walczył o swoją czwartą kadencję z prawicowym senatorem Flaviem Bolsonaro, synem byłego przywódcy Jaira Bolsonaro, który zdobył 48,23 proc.
Sondaże wskazywały na nieznaczną przewagę Bolsonaro, ale różnica między kandydatami mieściła się w granicach błędu statystycznego. Eksperci oceniali, że zwycięży ten, komu uda się w większym stopniu zmobilizować swój elektorat w dniu wyborów.
Jedne z najważniejszych w tym roku wyborów na świecie
Wybory w Brazylii uznawane były za jedne z najważniejszych na świecie w tym roku i kluczowe dla politycznej mapy regionu. Obaj kandydaci prezentowali bardzo odmienną wizję polityki gospodarczej, społecznej i zagranicznej. Od wyniku głosowania zależeć będzie współpraca kraju z USA, Chinami i Europą oraz ochrona Puszczy Amazońskiej.
Lula proponował utrzymanie obecnej polityki państwa, w tym systemu zapomóg społecznych i wielostronnej współpracy międzynarodowej.
Bolsonaro zapowiadał twardą walkę z przestępczością, obniżanie podatków, cięcia budżetowe i reformy probiznesowe. Chciał też uwolnić z aresztu domowego swojego ojca, byłego prezydenta Jaira Bolsonaro, skazanego na 27 lat pozbawienia wolności za próbę puczu.
W pierwszej turze wyborów Bolsonaro otrzymał 47 proc., a Lula – 45 proc. głosów. Około 21 proc. wyborców, czyli 33 mln osób, nie zagłosowało, co, zdaniem komentatorów, odzwierciedla głęboką polaryzację polityczną kraju.
Głosowanie wydłużono o 2 godziny
Lokale wyborcze czynne były od godz. 8 czasu miejscowego w Brasilii (godz. 12 w Polsce) i zgodnie z planem miały zamknąć się o godz. 17 (21 w Polsce). W ostatniej chwili ogłoszono jednak decyzję sędziego Sądu Najwyższego (STF) Cristiano Zanina o wydłużeniu głosowania o dwie godziny.
Zanin przychylił się do skargi sztabu Luli, który twierdził, że w niektórych miastach wyborcy nie mogli na czas dotrzeć do lokali wyborczych z powodu opóźnień transportu publicznego. Ocenił to jako celowe działanie niesprzyjających mu burmistrzów miast, by uniemożliwić ludziom oddanie głosów.
Sztab Bolsonaro również prosił o wydłużenie pracy lokali wyborczych, ale tylko na niektórych obszarach kraju. Uzasadniał to padającymi tam ulewnymi deszczami.
Decyzja Zanina wywołała zamieszanie w komisjach wyborczych. Według mediów wiele lokali zostało zamkniętych zgodnie z pierwotnym planem tuż po godz. 17 i nie wznowiło już pracy. Pojawiały się wątpliwości, czy elektroniczne maszyny do głosowania, które zostały już wyłączone, można ponownie uruchomić.
- Nie otrzymaliśmy żadnych wytycznych. Zamknęliśmy urny o godz. 17.05, ponieważ o 17.00 wciąż głosowała jeszcze jedna osoba - powiedziała stacji CNN członkini komisji w lokalu wyborczym w jednej ze szkół w Sao Paulo.
W atmosferze chaosu Najwyższy Trybunał Wyborczy (TSE) nakazał przedłużenie pracy tych lokali, które nie zostały jeszcze zamknięte. Zgodnie z prawem wyborczym lokale pracują, dopóki ostatnie osoby stojące jeszcze w kolejce nie oddadzą głosów
Uprawnionych do głosowania było ponad 158 milionów obywateli, w tym prawie milion Brazylijczyków przebywających za granicą.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.