Ten przedmiot nadal rozpala emocje. Do rodziców trafiają wskazówki

Spór o zdrowie seksualne. Prof. Izdebski: Pod publiczkę
Zdrowie seksualne. "Wielu rodziców nie wyraża zgody"
Edukacja zdrowotna. Rodzice dostają wskazówki, jak omijać lekcje
Prof. Izdebski: Nauczyciel bez trudu przekaże te treści w części obowiązkowej
Zdrowie seksualne. "Na przestrzeni 40 lat nie zmieniło się jedno"
To już drugi rok, kiedy w szkołach odbywają się zajęcia z edukacji zdrowotnej. Jednak tym razem zmiana jest ogromna. Przedmiot, który w ubiegłym roku rozpalił debatę publiczną, od września stał się obowiązkowy. Z jednym wyjątkiem.
Kwestia wzbudzająca największe kontrowersje - zdrowie seksualne - pozostała nieobowiązkowa. Frekwencja na tych zajęciach zapowiada się raczej mizernie, choć chodzi jedynie o trzy godziny lekcyjne w całym roku szkolnym.
Spór o zdrowie seksualne. Prof. Izdebski: Pod publiczkę
Wydzielenie zdrowia seksualnego jako nieobowiązkowego jest efektem światopoglądowego sporu.
Ostry sprzeciw wobec edukacji zdrowotnej, w tym seksualnej, wyrażali politycy prawicy oraz Episkopat, przekonując m.in. że wychowanie seksualne zgodnie z konstytucją pozostaje w kompetencjach rodziców, a nie państwa.
Wobec resortu edukacji oraz ekspertów opracowujących podstawy programowe padło wiele zarzutów, w tym m.in. ten, że chcą "deprawować dzieci".
- Słysząc to, nie tylko się denerwuje, ale jest mi też po prostu smutno, że poziom wiedzy dorosłych jest tak niski, albo poziom manipulacji tak wysoki - mówi Interii szef zespołu zajmującego się przygotowaniem podstawy programowej, pedagog i seksuolog prof. Zbigniew Izdebski.
Oni sami prawdopodobnie nie mieli w młodości rzetelnej edukacji zdrowotnej ani seksualnej, stąd mogą brać się ich uprzedzenia. W dodatku wypowiedzi polityków formułowane są pod publiczkę, dla doraźnych korzyści politycznych przy jednoczesnym pozbawieniu młodych ludzi szansy na lepsze i zdrowsze życie. To bardzo przygnębiające - mówi.
Zdrowie seksualne. "Wielu rodziców nie wyraża zgody"
W szkole podstawowej edukacja zdrowotna będzie nauczana po jednej godzinie tygodniowo w klasach IV-VIII. Podobnie w szkołach ponadpodstawowych - uczniowie przez dwa lata będą kształcić się w tematach zdrowia.
O szczegółach - czy przedmiot pojawi się w I i II czy np. II i III klasie - będą decydować dyrektorzy.
Moduł dotyczący zdrowia seksualnego - część nieobowiązkowa - to tylko jedna (w klasach IV-VI), dwie (w klasach VII i VIII) lub trzy godziny (w szkołach ponadpodstawowych) w ciągu całego roku szkolnego.
Rodzice, w przypadku uczniów niepełnoletnich i sami uczniowie szkół ponadpodstawowych mogą podejmować decyzje, że nie będą brać udziału w zajęciach dotyczących zdrowia seksualnego.
Jak ustaliła Interia, frekwencja może okazać się mizerna.
- Słyszmy w środowisku, że wielu rodziców po prostu nie wyraża zgody na udział swoich dzieci w tym module - mówi Interii Paweł Mrozek z Akcji Uczniowskiej. Szacuje, że obecność nie przekroczy 20 proc.
Ale jak dodaje, nie chodzi wyłącznie o kwestie ideologiczne.
- Kiedy w polskiej szkole coś nie jest obowiązkowe, mało kto decyduje się na dodatkową godzinę - przyznaje Mrozek.
Potwierdzają to dane za rok ubiegły, kiedy edukacja zdrowotna była nieobowiązkowa. Jak podliczyło Ministerstwo Edukacji Narodowej, w zajęciach wzięło udział około 30 proc. wszystkich uczniów.
Najgorsza frekwencja była w liceach - około 10 proc. i technikach - niespełna 8 proc.
Sytuacja różniła się także w zależności od regionu. O ile w województwach warmińsko-mazurskim oraz wielkopolskim w zajęciach brało udział 38-37 proc. uczniów, o tyle na Podkarpaciu zaledwie 17,2 proc.
Edukacja zdrowotna. Rodzice dostają wskazówki, jak omijać lekcje
Ostrożny w ferowaniu frekwencyjnych prognoz jest jednak Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Jak mówi Interii, za wcześnie na konkrety.
- Od dyrektorów, z którymi rozmawiałem, słyszę, że decydują się przenieść organizację tych zajęć na późniejszy termin - mówi. W końcu chodzi jedynie o maksymalnie trzy godziny lekcyjne w całym roku szkolnym. Dopiero po przeprowadzeniu lekcji we wszystkich szkołach w Polsce, okaże się, ilu uczniów zdezerteruje.
Dyrektorzy szkół dostają jednak sygnały, że do rodziców trafiają już wskazówki dotyczące tego, jak wypisać dziecko z zajęć o zdrowiu seksualnym, ale także jak - w ramach prawa - omijać obowiązkowe zajęcia edukacji zdrowotnej.
Porady na ten temat przygotowała m.in. fundacja Ordo Iuris.
"Wspólnie z innymi rodzicami możesz wnioskować, aby zajęcia z przedmiotów edukacja zdrowotna oraz edukacja zdrowotna - zdrowie seksualne były planowane na początku lub na końcu planu lekcji danego dnia. Ułatwia to zwolnienie dziecka z zajęć o tematyce uznanej przez rodziców za kontrowersyjną, przy jednoczesnym usprawiedliwieniu nieobecności. Warto z wyprzedzeniem ustalić z nauczycielem prowadzącym edukację zdrowotną harmonogram tematów poszczególnych zajęć" - radzi skrajnie konserwatywny think tank w przygotowanym poradniku.
Prof. Izdebski: Nauczyciel bez trudu przekaże te treści w części obowiązkowej
- Ktoś, kto nie rozumie, na czym polega profilaktyka zdrowotna i medycyna prewencyjna, nie pojmie wartości tego przedmiotu. Stąd biorą się te niepotrzebne nikomu gry polityczne. Liczę na dojrzałość rodziców i nauczycieli, którzy pokażą dzieciom i młodzieży, jaką wartość ma zdrowie seksualne i umożliwią im udział w zajęciach - mówi Interii prof. Zbigniew Izdebski.
W jego opinii wprowadzenie edukacji zdrowotnej "ma wymiar przełomowy".
- Musimy wszyscy zrozumieć, że zdrowie, także seksualne, jest najwyższą wartością, o którą należy dbać od najmłodszych lat - zachęca.
Współautor podstawy programowej podkreśla, że dzieci i młodzież potrzebują zarówno edukacji w zakresie zdrowia, jak i seksualności.
- Trudności wynikające ze zdrowia seksualnego bezpośrednio przekładają się bowiem na zdrowie psychiczne. Mowa tu o kwestiach m.in rozwoju psychoseksualnego czy po prostu lepszego zrozumienia własnej seksualności. Wszystko to jest ze sobą powiązane, dlatego powinniśmy nauczać o zdrowiu holistycznie - mówi.
- Jeżeli nauczyciel będzie posiadał wiedzę, to bez trudu przekaże te treści w sposób adekwatny do wieku w części obowiązkowej, ponieważ - jak wspomniałem - są one ze sobą ściśle złączone - uważa seksuolog.
Zdrowie seksualne. "Na przestrzeni 40 lat nie zmieniło się jedno"
Prof. Zbigniew Izdebski podkreśla ścisły związek pomiędzy zdrowiem psychicznym a seksualnym zwłaszcza wśród młodzieży.
- Proszę zwrócić uwagę na tak dramatyczne kwestie, jak próby samobójcze czy samobójstwa. One bardzo często wynikają z problemów związanych z seksualnością - z braku akceptacji samego siebie, z niezrozumienia własnej seksualności, nieakceptowania swojej orientacji czy stygmatyzacji związanej z seksualnością. Ci młodzi ludzie często nie wiedzą, jak porozmawiać o tym z rodzicami. Czasami woleliby nie być tym, kim czują - mówi.
Paweł Mrozek z Akcji Uczniowskiej zwraca uwagę, że poziom wiedzy na temat zdrowia seksualnego wśród młodzieży jest kiepski, m.in. dlatego, że w wielu domach to wciąż temat tabu.
Ponadto w świecie zdominowanym przez kult bycia fit i social media wypełnione po brzegi idealnymi sylwetkami, wielu młodych nie akceptuje własnego wyglądu.
W tym kontekście szczególnie trudno bywa osobom z nadmierną masą ciała, która - jak mówi prof. Izdebski - wpływa na zdrowie fizyczne, psychiczne oraz seksualne, m.in. poprzez podejmowanie ryzykownych zachowań, spotęgowanych stygmatyzacją osób z nadwagą i chorobą otyłościową.
- Na przestrzeni 40 lat mojej pracy, rzeczywistość, w której żyjemy uległa niesamowitej zmianie. Jednak to, co najważniejsze w ludzkim życiu, pozostało niezmienne: potrzeba bliskości, miłości, przynależności do grupy oraz akceptacji. Edukacja zdrowotna może pomóc młodym ludziom lepiej rozumieć siebie, swoje potrzeby i relacje z innymi - kwituje.
Jolanta Kamińska-Samolej (kontakt do autorki: jolanta.kaminnska@firma.interia.pl)
"Ważne, ważniejsze". Czarne chmury nad posłem Koalicji ObywatelskiejINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.