Glapiński przed Trybunałem Stanu. Trzy fundamentalne wyzwania dla koalicji
Szefa banku centralnego czeka gorąca jesień, ale widać także, że koalicja wchodzi w scenariusz z dużą liczbą niewiadomych. Bo ewentualne postawienie Glapińskiego przed TS zbiegnie się z możliwym personalnym kryzysem w zarządzie Narodowego Banku Polskiego, gdzie nadal jest klincz w sprawie uzupełnienia wakatów. Wreszcie cały czas jest pytanie, czy bank wygeneruje zysk, który byłby bardzo na rękę rządowi w obecnej sytuacji finansów publicznych.
DLA CIEBIE
Biznes od środka: Czy złoto wciąż się opłaca? Dyrektor Mennicy Apart Bartosz Rączyński o inwestowaniu w złoto
DLA CIEBIE
Sam Glapiński starał się uprzedzić sytuację. Na czwartkowej konferencji po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej powiedział, że NBP wnikliwie obserwuje działania komisji, a jej działanie określił jako szkodliwe dla interesu Polski, szczególnie na arenie międzynarodowej.
- Bank nie podda się żadnej politycznej presji. Rząd nie ma prawa ingerować w działania banku - podkreślił prezes NBP.
To wszystko pokazuje, że jednocześnie dzieją się trzy procesy, które mogą wygenerować problemy w działaniu banku centralnego. Jednocześnie te okoliczności każą zapytać, czy za chwilę w kolejnej ważnej państwowej instytucji nie zacznie się proces, którego ostatecznie efektem będzie chaos i dysfunkcja.
Komisja i Sejm, pierwsze kroki
Jest rekomendacja, pozostaje pytanie, co dalej, ponieważ przepisy dotyczące postawienia przed Trybunałem Stanu prezesa NBP zostały podważone przez Trybunał Konstytucyjny na początku 2024 r. - Ale my nie uznajemy tych orzeczeń, bo były wadliwe - słyszeliśmy odpowiedzi na nasze pytanie od polityków KO. Tyle że byli zdziwieni, gdy im mówiliśmy, że wyrok był opublikowany w Dzienniku Ustaw i jest uwzględniony w ujednoliconej wersji ustawy na stronie Sejmu. Jest tam adnotacja, że przepisy o bezwzględnej większości potrzebnej do postawienia w stan oskarżenia czy związanym z tym zawieszeniu w pełnieniu obowiązków nie dotyczą prezesa NBP, bo zostały uchylone przez Trybunał Konstytucyjny. W składzie orzekającym nie było tzw. dublerów i przy orzeczeniu nie ma adnotacji, jaką wówczas rząd umieszczał, publikując orzeczenia, że w składzie zasiadała osoba nieuprawniona, co narusza prawo do sądu.
Ponieważ Sejm nie zmienił przepisów po wyroku, to nie wiadomo, jaka powinna być wymagana większość. Z jednej strony słychać od niektórych polityków KO, że w takim przypadku uchwałę o postawieniu prezesa w stan oskarżenia przyjmuje się jak inne uchwały – zwykłą większością głosów. Tyle że TK, wyrzucając te przepisy, robił to w intencji, by liczba głosów potrzebna do postawienia w stan oskarżenia prezesa banku centralnego była większa niż większość rządowa. - A może wystarczy jeden głos więcej od bezwzględnej większości - ironizuje jeden z naszych rozmówców.
Pytanie, jak koalicja rozwiąże drugi dylemat związany z tym, że TK wysadził w powietrze przepis mówiący o automatycznym zawieszeniu prezesa NBP już na etapie postawienia go w stan oskarżenia przed Trybunałem Stanu.
- Najwyżej skończy się na tym, że przegłosujemy trybunał dla Glapińskiego bez stwierdzania, że oznacza to jego zawieszenie. Tym bardziej że nie będzie nawet zastępców w NBP przez wakaty w zarządzie banku - przyznaje poseł KO.
Na pewno nie ma tu jasnych reguł i najlepszym scenariuszem byłaby zmiana przepisów, zanim Sejm zajmie się wnioskiem, tyle że wobec politycznego konfliktu koalicji z prezydentem Karolem Nawrockim jest mało prawdopodobny. Koalicję czeka więc zapewne spór z opozycją i prezydentem o to, czy prezes został postawiony w stan oskarżenia, czy nie, i jakie są tego konsekwencje. Na przykład - czy prezes jest zawieszony w pełnieniu obowiązków, czy nie?
- Zakończenie prac komisji teraz nie jest przypadkiem. Tylko czy dojdzie do głosowania, czy to raczej nie jest środek nacisku na Glapińskiego, rodzaj trzymania go pod lufą? - zastanawia się nasz rozmówca związany z NBP.
Zamieszanie z zarządem
Skoro komisja zatwierdziła w piątek sprawozdanie, Sejm będzie się mógł nim zająć najwcześniej za trzy tygodnie, bo co najmniej tyle czasu mają mieć posłowie na zapoznanie się z aktem oskarżenia.
A to oznacza, że spór wokół tego tematu potęguje możliwe zamieszanie wynikające z wakatów w zarządzie NBP. Ustawa o banku centralnym przewiduje, że zarząd działa w składzie minimum sześcioosobowym, a za miesiąc może już działać w składzie czteroosobowym.
4 listopada kończy się kadencja wiceprezesa Adama Lipińskiego i zarząd zostanie zredukowany do pięciu osób, ale jeśli koalicji uda się na skutek wniosku do Trybunału Stanu zawiesić prezesa, to skład zmniejszy się do czterech osób. Co wtedy za bardzo nie wiadomo. Są tu przynajmniej dwa scenariusze.
Pierwszy składa wniosek do sądu o wyznaczenie kuratora, który przejąłby rolę zarządu. – W takim przypadku najbardziej naturalnym kandydatem byłby i tak prezes Glapiński, i sąd nie mógłby odmówić, no chyba że Glapiński byłby w stanie oskarżenia – zauważa jeden z rozmówców. I w tym kontekście część naszych rozmówców odczytuje finalizowanie prac komisji.
Scenariusz numer dwa to ignorowanie zapisów ustawy. - Prezes może się pojawić z opinią, że jest to rodzaj stanu wyższej konieczności, bank musi mieć zarząd, więc ten działa w takim składzie, w jakim jest - spekuluje jeden z naszych rozmówców znający realia banku centralnego. A inny dodaje, że nawet postawienie w stan oskarżenia prezesa banku niczego nie przesądza. - Glapiński będzie mówił jak obecnie, że nie uznaje tych decyzji na podstawie orzeczenia Trybunału, i w jakiej sytuacji stawia to premiera i jego sprawczość? - mówi rozmówca znający realia banku.
Problem mogłoby przeciąć uzupełnienie zarządu, ale jak na razie na to się nie zanosi, choć kilka miesięcy temu do porozumienia było bardzo blisko. Na wniosek prezesa NBP prezydent przesłał do kontrasygnaty premiera cztery kandydatury: pierwszej wiceprezes NBP Marty Kightley, a także trzech obecnych członków RPP: Ludwika Koteckiego, Przemysława Litwiniuka, Marcina Zarzeckiego. Tyle że Adam Glapiński pojawił się na konferencji Karola Nawrockiego, kiedy ten zawetował rządową ustawę o SAFE, zapowiadając jednocześnie ustawę o SAFE 0 proc. opartą na zysku NBP. Odpowiedzią Donalda Tuska było odesłanie wniosków nominacyjnych bez kontrasygnaty.
- Ale odmowy nie było. Sprawa może wrócić - spekuluje jeden z naszych rozmówców. Dziś najbardziej na dealu zależy prezesowi Glapińskiemu, który chce, by na stanowisko I zastępcy prezesa wróciła jego prawa ręka Marta Kightley. - Mam zaufanie do polskiego rządu i prezydenta i jestem przekonany, że wszystko będzie we właściwych terminach. Ostatecznie polskie władze zawsze zachowywały się odpowiedzialnie - mówił prezes NBP na konferencji prasowej.
Za to dla będących w stanie politycznej wojny premiera i prezydenta to sprawa drugorzędna, przynajmniej o tyle, o ile spór nie wpływa na działalność banku centralnego i nie ma reakcji rynków, która odbija się na gospodarce. - Zakładam, że na dłuższą metę testowanie scenariusza chaosu to raczej presja, by się ułożył nowy ład dotyczący banku, a nie jazda bez trzymanki - ocenia rozmówca znający realia NBP.
Będzie zysk czy nie?
Trzecią kwestią, jaka się splata z poprzednimi, jest wpłata zysku. Sytuacja w finansach publicznych jest napięta. W ostatnich miesiącach były kontakty między prezesem a ministrem finansów Andrzejem Domańskim, obaj uczestniczyli w zagranicznych wydarzeniach, m.in. szczytach G20. Od rozmówców spoza koalicji słyszymy, że rząd chciałby wpłaty z zysku do budżetu, i to może być warunek porozumienia w sprawie zarządu banku. - Takie rozmowy pewnie były, ale czy teraz są, to raczej wątpliwe - zastanawia się jeden z rozmówców.
Ze strony rządu nie ma potwierdzenia, choć jest oczywiste, że chętnie przyjąłby zysk.
A jak podkreśla jeden z rozmówców, faktyczna wypłata zysku zależy od samego banku. -Ten mechanizm zysku jest logiczny. Jak jest recesja w gospodarce i gorsza sytuacja fiskalna, to osłabia się złoty; wtedy pojawia się zysk wynikający z różnic kursowych rezerw. Ale przy zdrowej gospodarce i rosnącej walucie nie ma zysku, bo złoty się wzmacnia. A dziś rząd oczekuje wpłaty zysku z banku, gdy ma komfortową sytuację gospodarczą. A nawet jakby doszło do kompromisu, to co Kotecki i Litwiniuk zrobią, żeby był zysk? Na dziś jedyna możliwość, żeby go wygenerować, to transakcje na złocie - zauważa jeden z rozmówców.
Inny z naszych rozmówców uważa, że spory zysk jest realny do wypłaty w przyszłym roku.
Ale zarówno transakcje na złocie, jak i zatwierdzenie zysku wymagają działającego zarządu, a na końcu, jeśli chodzi o wypłatę zysku, także Rady Polityki Pieniężnej. A to prowadzi do wniosku, że jeśli rząd liczy na zysk, powinien porozumieć się w sprawie zarządu. - Tylko czy będzie zysk, czy nie, będzie wiadomo na koniec grudnia, więc pytanie, czy w interesie rządu jest poczekać z rozstrzygnięciem sytuacji w zarządzie do tego czasu - zastanawia się jeden z rozmówców zbliżony do NBP.
Tyle że nasuwa się pytanie, czy takie porozumienie i wpłata zysku, która daje rządowi fiskalny oddech, są w interesie prezydenta, który stara się koalicji utrudnić życie.
- Przesilenie musi doprowadzić do nowego rozdania, jakiejś kohabitacji w banku, bo przeciąganie będzie słabe dla rządu, ale też dla banku. Dziś nie ma żadnego powodu, żeby powiedzieć, że bank centralny działałby zupełnie inaczej, gdyby na jego czele stał np. Domański. Poza polityczną wojną rząd nie ma problemu z NBP. Bank w tysiącu spraw jest wsparciem dla rządu, to nie Trybunał Konstytucyjny - zauważa rozmówca związany z bankiem. Tylko każde porozumienie w sprawie zarządu musi zostać zawarte w trójkącie prezes, premier, prezydent i pytanie, czy finalnie może to oznaczać podział wpływów między premierem a prezydentem kosztem uszczuplenia pozycji prezesa.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.