Burza wokół ambasadorów. Przydacz ostro odpowiada Sikorskiemu
- Radosław Sikorski powiedział, że Karol Nawrocki miał osobiście nakłaniać ambasadorów do rezygnacji.
- Jakub Kumoch zaprzeczył, by przed podjęciem decyzji kontaktował się z prezydentem.
- Krzysztof Szczerski poprosił o skrócenie misji przy ONZ, a MSZ zgodziło się na jej zakończenie w listopadzie.
- Spór dotyczy także kompetencji prezydenta i Sejmu w sprawie ambasadorów oraz sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
W poniedziałek Marcin Przydacz odniósł się na platformie X do wypowiedzi Radosława Sikorskiego. Szef MSZ twierdził wcześniej, że Jakub Kumoch i Paweł Soloch byli nakłaniani do odejścia przez otoczenie prezydenta Karola Nawrockiego. Później skorygował tę wersję i powiedział, że ambasadorów miał osobiście przekonywać do rezygnacji prezydent.
WIDEO
Bosak przed TK. Ujawnił, co planuje opozycja. "Dymisja rządu Tuska"
WIDEO
Przydacz przedstawił inną wersję wydarzeń. Według niego Kumoch i Soloch sami podjęli decyzję o odejściu, a jej powodem była sytuacja wokół Trybunału Konstytucyjnego. Obaj dyplomaci wcześniej informowali, że nie chcą swoją obecnością legitymizować działań rządu Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego, które oceniali jako łamanie prawa.
"Ambasadorowie Kumoch i Soloch podjęli decyzję o swojej rezygnacji i podali przyczyny takiej decyzji. Jak wskazują dyplomaci, wobec łamania prawa w Polsce przez rząd Donalda Tuska i wicepremiera Radosława Sikorskiego - nie widzieli możliwości dalszego legitymizowania swoją obecnością takiej polityki. Kto zna tych ambasadorów, wie, że decyzje podejmują samodzielnie" - napisał Marcin Przydacz.
Spór o rezygnacje Kumocha i Solocha
Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej uznał, że oskarżenia formułowane przez ministra spraw zagranicznych nie znajdują oparcia w faktach. Zarzucił Sikorskiemu próbę odwrócenia uwagi od konfliktu dotyczącego Trybunału Konstytucyjnego.
"Insynuowanie i oskarżenia pana Sikorskiego, jakoby było to efektem nacisków, nie znajdują potwierdzenia w faktach" - napisał Przydacz. Następnie dodał: "Są kłamstwem".
Prezydencki minister ocenił również, że słowa szefa MSZ mogą wynikać z obaw przed odpowiedzialnością za decyzje podejmowane przez niego oraz premiera. Napisał, że jest to próba przesunięcia uwagi z "brutalnego i siłowego przejęcia kontroli nad ważnym organem konstytucyjnym". Według Przydacza za taki czyn może grozić, zgodnie z polskim kodeksem karnym, do 20 lat pozbawienia wolności.
Do sprawy odniósł się także Jakub Kumoch. Ambasador napisał na platformie X, że przed podjęciem decyzji o rezygnacji nie rozmawiał ani nie kontaktował się z prezydentem. "Przykro mi, że muszę to zrobić, bo liczyłem, że ta sprawa jest zakończona. Nie rozmawiałem ani nie komunikowałem się przed podjęciem decyzji z Panem Prezydentem" - napisał Kumoch.
Przydacz skomentował jego wpis, podkreślając doświadczenie dyplomaty. "Przykre to i smutne dla Polski, kiedy trzykrotny ambasador i postać szanowana przez wszystkich - musi prostować kłamstwa ministra spraw zagranicznych RP" - napisał.
Kumoch był ambasadorem Polski w Chinach, a Soloch pełnił funkcję ambasadora w Rumunii. Obaj zostali mianowani przez ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudę. Ich rezygnacje stały się częścią szerszego sporu między resortem spraw zagranicznych a Pałacem Prezydenckim o obsadę i funkcjonowanie polskiej służby dyplomatycznej.
Sikorski powiedział dziennikarzom w Sejmie, że resort ma informacje o zaangażowaniu prezydenta w nakłanianie ambasadorów do odejścia. - To nie jest rola prezydenta, zmuszanie polskich ambasadorów do rezygnacji - oświadczył. Dopytywany o źródło wiedzy, odpowiedział: "Mamy tę wiedzę w MSZ".
Sikorski o kompetencjach prezydenta
Minister spraw zagranicznych odniósł spór o ambasadorów do konstytucyjnych uprawnień prezydenta. Podkreślił, że sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybiera Sejm, a nie głowa państwa. Dodał, że prezydent pełni określone funkcje protokolarne, ale nie daje mu to podstaw do kierowania państwem.
- Prezydent może według własnego widzimisię nadać komuś order, może nadać komuś obywatelstwo polskie, może kogoś ułaskawić, natomiast nie może wybierać sędziów i nie może też wybierać ambasadorów - powiedział Sikorski.
Wieczorem szef MSZ opublikował kolejny wpis na platformie X. Porównał rezygnacje współczesnych ambasadorów do decyzji Zdzisława Rurarza i Romualda Spasowskiego, którzy w grudniu 1981 r., po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce, uciekli do Stanów Zjednoczonych i poprosili tam o azyl polityczny.
"Gdy w proteście wobec stanu wojennego rezygnowali ambasadorowie PRL Rurarz i Spasowski, ryzykowali tym zemstę komunistycznej władzy. Dziś do porzucenia misji ambasadorów nakłania Karol Nawrocki i za swoje bohaterskie czyny zapewne zostaną sowicie wynagrodzeni. Historia się rymuje, najpierw jako dramat, za drugim razem jako farsa" - napisał Radosław Sikorski.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.