Ratcliffe i Naryszkin. O czym rozmawiali w Moskwie
Dyrektor CIA John Ratcliffe w zasadzie nie musiał podróżować do Moskwy. Od marca 2025 r. Centralna Agencja Wywiadowcza utrzymuje stałą linię telefoniczną z dyrektorem rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego (SWR) Siergiejem Naryszkinem, tym samym, z którym Ratcliffe spotkał się we wtorek (25 sierpnia) w rosyjskiej stolicy.
To po tej linii omawiane było między innymi wtargnięcie do Polski we wrześniu 2025 r. kilkudziesięciu nieuzbrojonych dronów rosyjskich. Ratcliffe miał pytać wówczas Naryszkina, czy doszło do "pomyłki", czy też Rosjanie rozpoczynają coś więcej. Już w trakcie tamtej rozmowy NATO oddelegowało na wypadek eskalacji ponad sto myśliwców Sojuszu.
Skoro tym razem czerwona linia CIA-SWR nie wystarczyła, można zakładać, że mamy do czynienia z powtórką tego, co działo się jesienią 2021 r. i jesienią 2022 r. Wówczas poprzednik Ratcliffe’a – William Burns - osobiście podróżował do Moskwy i Ankary, aby próbować powstrzymać scenariusze wojenne na dużą skalę.
WIDEO
Putin nie ma wyjścia? "Może posunąć się do dramatycznych kroków"
WIDEO
Zarysować Putinowi scenariusze
Pierwsza z tych wizyt zakończyła się porażką: Władimir Putin nie wsłuchał się w głos Amerykanina i w lutym 2022 r. uderzył na Kijów. Druga była znacznie skuteczniejsza. Jak wiemy z książki Boba Woodwarda "Wojna", po deokupacji Charkowszczyzny przez Ukraińców jesienią 2022 r. Putin rozważał użycie taktycznej głowicy nuklearnej, aby powstrzymać dalsze postępy wojsk Wołodymyra Zełenskiego.
Burns nieoficjalnie w Ankarze, a jeden z byłych szefów CIA David Petraeus w mediach – mieli wówczas zarysować Rosjanom, jaka będzie sekwencja zdarzeń po ataku z użyciem broni nuklearnej. Amerykanie obiecali zniszczenie całego potencjału militarnego Rosji na terenie Ukrainy i na Morzu Czarnym. Choć – jak podaje Woodward – prawdopodobieństwo użycia broni A było wysokie, Putin ostatecznie cofnął się. Ankara w listopadzie 2022 r. okazała się sukcesem.
Putin testuje NATO
Tym razem, jak wynika z przecieków, może chodzić o próbę powstrzymania ataku Rosji na kraje bałtyckie – Litwę, Łotwę i Estonię. Pisze o tym między innymi dziennik Wall Street Journal. Ratcliffe miał przekazać Naryszkinowi i pozostałym szefom rosyjskich służb specjalnych – cywilnej FSB i wojskowej agencji GUGSz (dawne GRU), że taki atak spotka się z uruchomieniem art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego. Dodatkowo przeciwko Rosji zostanie zapoczątkowana nowa wersja ekonomicznego D-Day: rosyjska wersja Operation Outcast, którą obecnie USA prowadzą przeciwko Iranowi. Polega ona na całkowitym odcięciu gospodarki danego państwa od Zachodu i karaniu każdego, kto prowadzi z tym państwem biznes.
Danych o tym, że Rosjanie mogli autentycznie podjąć decyzję o przetestowaniu art. 5, jest w tym momencie aż nadto. Prowadzone są ćwiczenia z ewakuacji ludności cywilnej w obwodzie Królewieckim. Białoruski dyktator Alaksandr Łukaszenka zdecydował o sprawdzeniu zdolności bojowej jednej ze swoich brygad, wyprowadzając ją z koszar. Rosjanie prowadzą na niespotykaną skalę loty zwiadowcze nad Bałtykiem i akcje dywersyjne przeciwko krajom Sojuszu. NATO z kolei prowadziło przed kilkoma tygodniami ćwiczenia, w których trenowano scenariusze wyizolowania Królewca.
Zamęczyć Ukrainę
Wbrew tezie o szykowanym wariancie wojennym na wschodniej flance NATO przemawia jednak brak koncentracji znacznych ilości wojsk po obydwu stronach. Sojusz Północnoatlantycki nie przerzuca do państw bałtyckich brygad powietrznodesantowych. Nie lokuje w Polsce sił specjalnych. Nie zapełnia magazynów koniecznych do prowadzenia długotrwałych operacji. Z map satelitarnych nie wynika również, aby na podobne kroki decydowali się Rosjanie. Brygada Łukaszenki wyprowadzana z koszar jest ważnym sygnałem, ale nie czynnikiem o znaczeniu strategicznym.
Wszystko może się oczywiście zmienić, jeśli jesienią dojdzie do mobilizacji w Rosji, której celem jest powołanie pod broń co najmniej pół miliona mężczyzn. Tylko znów - to stanowczo za mało, aby prowadzić poważną operację przeciwko NATO.
Wobec tego pojawia się pytanie, czy rzeczywistym celem Rosji i rozmowy Ratcliffe’a nie była po prostu Ukraina.
Pół miliona poborowych to za mało na wschodnią flankę NATO, ale wystarczająco dużo, by spróbować ponownie uderzyć na Kijów i tym samym zdestabilizować linie obrony Ukraińców.
Obecnie są one utrzymywane za pomocą miast-twierdz, takich jak Drużkiwka, Kramatorsk czy Słowiańsk, oraz robotów, czyli nasycenia pola walki dronami. Pojawienie się w grze dodatkowych kilkuset tysięcy żołnierzy mogłoby tę kruchą stabilizację zachwiać.
W kalkulacji marszu na Kijów nie ma scenariusza zdobycia miasta. To najpewniej nie jest możliwe bez użycia broni nuklearnej. Jest jednak scenariusz rozproszenia ukraińskich brygad. Wymuszenia pospiesznego przerzucania i tak mocno osłabionych i wymęczonych brakiem rotacji wojsk na nowe odcinki pod stolicę.
"Może coś z tego wyjdzie"
Dla Ratcliffe’a temat scenariuszy dla Ukrainy jest sprawą kluczową. W administracji Donalda Trumpa uchodzi on za jastrzębia, który jest głównym lobbystą zwiększania pomocy dla Kijowa. To szef CIA przekonał Trumpa do przekazywania Ukraińcom danych wywiadowczych, bez których niemożliwe byłyby ataki w głębi Rosji za pomocą dronów. Płonące rafinerie i naftobazy nad Bałtykiem czy niszczone magazyny firm logistycznych to rezultat "karmienia" maszyn wysyłanych nad Rosję przez SBU i HUR danymi z CIA.
Ratcliffe jest również zwolennikiem przekazywania Ukraińcom nowinek dronowych, które powstają w USA. W tym sensie nie ma mowy o amerykańskim desinteressement wobec Kijowa, jakkolwiek źle ocenialibyśmy dyplomację Waszyngtonu.
Wizytę szefa CIA w Moskwie Donald Trump określił mianem "rutynowej", dodając, że "może coś z tego wyjdzie". Komentując w prasie rozmowy Ratcliffe’a, umieścił je całkowicie w kontekście Ukrainy i negocjacji pokojowych, które - jak przekonuje Trump - cały czas trwają. Zapoczątkowało je nieudane spotkanie na Alasce latem ubiegłego roku, po którym rosyjska propaganda powołała do życia termin "duch Alaski". Kreml z jednej strony nim szermował, a z drugiej kontynuował uderzenia na Ukrainę.
W tym roku jest jednak inaczej. Amerykanie ugrzęźli w Iranie. Ukraina nie przynosi Putinowi konkluzji. Wołodymyr Zełenski szykuje się na kolejną ciężką zimę bez prądu i ciepła, usiłując ratować swoje notowania w obliczu pogłębiającego się kryzysu politycznego w kraju. Wszystkie strony mają interes w tym, by podjąć rozmowy na nowo. Nie ma lepszej osoby, aby takie zadanie przeprowadzić niż szef CIA.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.