Prof. Marek Safjan o wejściu prezydenta do TK. "Potworne zażenowanie i wstyd"
Prof. Safjan został zapytany przez Tomasza Sekielskiego o swoje odczucia w momencie, gdy prezydent — jak to ujął prowadzący — "z buta wchodzi do budynku" Trybunału.
— Muszę powiedzieć, że z jednej strony potworne zażenowanie i wstyd. Wstyd, że głowa państwa, mojego państwa, nagle siłą wdziera się do Trybunału, rozpychając się — mówi prof. Safjan.
Dodaj Onet Wiadomości do preferowanych źródeł w Google
Nasze materiały będą się częściej pojawiać w Twoich wynikach wyszukiwania
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Prezes TK w latach 1998-2006 nazwał to zdarzenie "namacalnym naruszeniem równowagi władzy".
— Nie wiem, jakie były intencje, czy chodziło o opanowanie tego budynku fizycznie, czy odebranie kluczy, przeszukanie pomieszczeń, czy wyrzucenie sędziów? — zastanawia się prof. Safjan.
Prof. Marek Safjan o wydarzeniach w TK: widok smutny, porażający, ale też zawstydzający
Tomasz Sekielski dopytywał, czy prezydent nie ma prawa wejść do każdego budynku w kraju. Były prezes TK stanowczo temu zaprzeczył. Wyjaśnił, że z racji rozdziału władz, głowa państwa ma prawo gościć w Trybunale Konstytucyjnym podczas publicznych rozpraw czy Zgromadzenia Ogólnego, ale absolutnie nie oznacza to możliwości swobodnego wchodzenia do pokoi sędziowskich czy przeglądania dokumentów.
Zwrócił przy tym uwagę na niepokojące doniesienia o tym, że ludzie towarzyszący prezydentowi "rozbiegli się po Trybunale".
Szczególne oburzenie prawnika wywołał jednak stosunek prezydenta do przebywających tam osób oraz że "głowa państwa, tylko dlatego, że jest głową państwa, może wbiegać do Trybunału i robić wszystko, co chce".
— Jeszcze mówić do sędziów, którzy są skutecznie wybrani [...], krzyczeć do nich: "nie jesteście sędziami" — dodał prof. Safjan.
Całą sytuację gość "Naczelnych" podsumował krótko: — Dla mnie to był widok smutny, porażający, ale też zawstydzający jako obywatela.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.