PunchEKSU appoints new registrarוואלהמשמר החופים הסיני: מזהירים את הפיליפינים להפסיק לאלתר את "הפעולות הפרובוקטיביות"The Jerusalem PostNAZA, the money trail, and what the film leaves out about October 7 - opinionESPNTransfer rumors, news: Real Madrid, Barcelona track Man City-bound USMNT star SullivanInquirerRidon says trial remarks meant to explain, not influence impeach courtDaily MaverickFRENCH LETTER: All I Know… Thoughts on travel, book tours and school visitsInquirer EntertainmentNawat Itsaragrisil’s Miss Universe license agreement in jeopardyCNN TürkİTALYA'DA TÜRK TIR'INA BASKIN! Silahlı saldırganlar şoförü darbettiThe Straits Times7 weeks’ jail for ex-executive director of madrasah who misappropriated over $68k of its moneyCNN بالعربيةمعايير ثلاثة تحدد الفائز بالكرة الذهبية.. فكيف تبدو حظوظ ميسي ومبابي ويامال والبقية؟سكاي نيوز عربيةالعربية في العصر الرقمي.. قيمة اقتصادية تعزز الهوية والإبداعWirtualna PolskaRepublika w służbie Krala; Urban ogłosił powołania do kadry [SKRÓT PORANKA]
The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, September 18, 2026

"The Economist": Niegościnne Stany Zjednoczone Ameryki

Translate

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu "Interia bliżej świata" publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Brytyjski "The Economist", z którego pochodzi poniższy artykuł, ukazuje się nieprzerwanie od 1843 r. i należy do najpopularniejszych na świecie magazynów poświęconych tematyce politycznej i biznesowej. Ma opinię jednego z bardziej wpływowych tytułów prasowych na świecie. Tygodnik od samego początku niezmiennie trzyma się liberalnego kursu.

Po pierwsze, trzeba oddać Donaldowi Trumpowi, że dotrzymał słowa. Obiecał przywrócić porządek na granicy - i tak się stało - chociaż liczba nielegalnych przejść zaczęła spadać jeszcze w czasach prezydentury Joe Bidena. Podjęto wówczas opóźnioną decyzję o likwidacji luki prawnej pozwalającej niemal każdemu przekroczyć granicę, wystąpić o azyl i wejść na rynek pracy. Trump poszedł jednak znacznie dalej i jeszcze bardziej zaostrzył politykę migracyjną. Na południowej granicy, która w pierwszych latach rządów Bidena była wyraźnie pogrążona w chaosie, dziś panuje spokój.

Ten sukces mógł stać się fundamentem racjonalnej polityki imigracyjnej. Wyborcy chcą mieć poczucie, że państwo kontroluje, kto przekracza jego granice - dlatego mur zbudowany przez Trumpa uspokoił wielu z nich. Dopiero gdy ludzie uznają, że rząd panuje nad sytuacją, pojawia się przestrzeń polityczna do rozmowy o zasadach wjazdu i pobytu w kraju.

USA zaostrzają politykę migracyjną. Donald Trump stawia na deportacje

Trzeba odpowiedzieć na dwa pytania. Co rząd powinien zrobić z ludźmi, którzy już przebywają w Stanach Zjednoczonych nielegalnie? I kogo Ameryka powinna przyjmować w przyszłości? Na pierwsze z tych pytań Trump udzielił odpowiedzi brutalnej, na drugie - szkodliwej dla samej Ameryki.

Zapowiedział "największą akcję deportacyjną w historii naszego kraju". Jeden z ludzi odpowiedzialnych za realizację jego polityki mówił, że Trump chce deportować 100 mln osób - siedem razy więcej, niż wynosi liczba nielegalnych imigrantów w Stanach Zjednoczonych.

Biały Dom chwalił się wyłapywaniem "najgorszych z najgorszych", choć większość zatrzymanych nigdy nie została skazana za żadne przestępstwo. Polityczną burzę wywołało skierowanie do Minneapolis dużych sił służb imigracyjnych, których słabo wyszkoleni i agresywnie zachowujący się funkcjonariusze zostali nagrani, jak zabijają dwóch amerykańskich protestujących.

Dwa transparenty zawieszone na drewnianym płocie, jeden z napisem 'WE ♥ OUR NEIGHBORS', drugi z napisem 'ICE OUT' oraz rysunkiem kieliszka, pod płotem leży warstwa śniegu.

Transparenty oddające hołd Renee Good i Alexowi Prettiemu, którzy zostali śmiertelnie postrzeleni przez agentów ICE w lutym tego rokuJerome Gilles / NurPhotoAFP


Od tamtej pory podobne incydenty rzadziej przyciągają uwagę mediów, odkąd skłonnego do popisów szefa resortu bezpieczeństwa krajowego zastąpił ktoś bardziej kompetentny. Machina deportacyjna jednak nie zwolniła - po prostu działa ciszej. Zamiast zjeżdżać po linach z budynków i zatrzymywać ludzi na parkingach Walmartu, agenci współpracują z przychylnymi im policjantami i na lotniskach wyłapują osoby z wygasłymi wizami.

Trump stworzył też nową kategorię osób podlegających deportacji, odbierając setkom tysięcy Haitańczyków, Afgańczyków i innych cudzoziemców tymczasowy status ochronny, podobny do azylu.

Ogólnie rzecz biorąc, polityka deportacyjna Trumpa jest niepopularna. Większość Amerykanów popiera wydalanie przestępców, ale nie rozbijanie rodzin ciężko pracujących ludzi, którzy mieszkają w kraju od dziesięcioleci. Część środowiska MAGA tęskni jednak za mniej różnorodną Ameryką.

Wysocy rangą doradcy Trumpa, tacy jak Stephen Miller, ocierają się o jawny rasizm, mówiąc o "Amerykanach z wielopokoleniowymi korzeniami", którzy mieliby być w jakiś sposób bardziej amerykańscy niż nowi przybysze, oraz o "reemigracji" - modnym na skrajnej prawicy haśle oznaczającym odsyłanie do krajów pochodzenia ludzi wywodzących się z obcych kultur.

Fragment wysokiego metalowego ogrodzenia biegnącego przez pagórkowaty, pustynny teren, podążający za linią wzniesień.

Mur Trumpa na granicy Meksyku i Stanów ZjednoczonychOLIVIER TOURONAFP


Takie podejście zdaje się wpływać również na politykę wpuszczania do kraju. Jedyną znaczącą grupą uchodźców przyjętą za prezydentury Trumpa byli biali mieszkańcy RPA, których twierdzenia o prześladowaniach są mocno naciągane.

Administracja zablokowała wszystkie nowe wizy imigracyjne dla obywateli 75 mniej zamożnych państw. Oznacza to, że jeśli Amerykanin poślubi obywatela Nigerii, para nie może zamieszkać razem w Stanach Zjednoczonych. To ograniczenie amerykańskiej wolności, przywodzące na myśl mroczne karty historii. W zeszłym tygodniu sąd uznał tę politykę za nielegalną; administracja na razie gra na zwłokę i być może szuka sposobu na obejście orzeczenia.

Wyśrubowane wymagania

Donald Trump zmienia demograficzną trajektorię Ameryki. W 2025 roku saldo migracji netto wyniosło zero. Krótkoterminowe skutki gospodarcze są niepokojące. Od stycznia siła robocza Stanów Zjednoczonych zmniejszyła się o milion. Pomijając już koszt identyfikowania, zatrzymywania, zakuwania w kajdanki i deportowania ludzi - około 17 tys. dolarów na osobę - amerykańskie firmy budowlane i lokale gastronomiczne zmagają się z niedoborem pracowników.

Długoterminowe skutki mogą być jeszcze poważniejsze. Choć Trump wielokrotnie zapewniał, że popiera legalną imigrację, zwłaszcza wysoko wykwalifikowanych pracowników, jego działania wskazują na coś przeciwnego. Stopniowo ogranicza ścieżkę, którą zdolni cudzoziemcy przyjeżdżają do Stanów Zjednoczonych, by studiować i pracować.

Według jednego z szacunków w 2025 roku wydano o 29 proc. mniej wiz studenckich niż rok wcześniej, a nowe przepisy sprawiają, że studiowanie w Ameryce staje się jeszcze mniej atrakcyjne. Zagraniczni studenci muszą ukończyć naukę szybciej niż przeciętny student, a następnie znaleźć pracę w ciągu 30 dni albo wrócić do kraju pochodzenia.

Tymczasem amerykańskie firmy, które chcą uzyskać wizy H-1B dla wysoko wykwalifikowanych pracowników z zagranicy, będą musiały wyłożyć ponad 100 tys. dolarów za każdą osobę już na etapie składania wniosku - bez gwarancji, że zostanie on zaakceptowany. Zamiast podnieść wynagrodzenia amerykańskich specjalistów IT, takie rozwiązanie może przede wszystkim utrudnić ich pracodawcom rozwój działalności.

Część środowiska MAGA uważa, że ograniczenie napływu cudzoziemców pomoże chronić amerykańską kulturę. Jest jednak odwrotnie. Jej istotą od zawsze były dynamizm i kreatywność, napędzane stałym napływem pracowitych przybyszów wnoszących nowe perspektywy.

Prawie połowę firm z listy Fortune 500 założyli imigranci lub ich dzieci. Wielu najwybitniejszych amerykańskich przedsiębiorców, w tym Elon Musk, weszło na rynek pracy dzięki ścieżce prowadzącej z uczelni do Doliny Krzemowej - ścieżce, która dziś się zwęża. Ameryka zamieniona w fortecę byłaby zaprzeczeniem samej siebie.

Namawianie Trumpa do skorygowania polityki imigracyjnej nie ma sensu. Największa nadzieja tkwi być może w tym, że sądy ograniczą liczbę sposobów, za pomocą których Trump próbuje ją realizować z naruszeniem prawa. Nadal twierdzi na przykład, że konstytucja nie oznacza tego, co wynika z jej zapisów dotyczących obywatelstwa z urodzenia. Demokraci, walcząc o odzyskanie choć części władzy federalnej, nie powinni jednak zakładać, że prezydent mylił się we wszystkim.

Donald Trump i wielkie, piękne drzwi

Trump ma rację, że system azylowy był nadużywany. Przyszły prezydent z Partii Demokratycznej postąpiłby rozsądnie, nalegając, by osoby ubiegające się o azyl składały wnioski w pierwszym bezpiecznym kraju, do którego dotrą, zamiast premiować tych, którzy mają środki, by dostać się do Meksyku, a następnie przekroczyć granicę z Teksasem.

To - znacznie bardziej niż budowanie muru - jest sposobem na uniknięcie w przyszłości kolejnego chaosu na granicy. I tylko przekonując wyborców, że granice pozostają bezpieczne - zamiast urządzać polityczne spektakle wokół pomysłu likwidacji ICE - przyszła administracja może liczyć na przyjęcie rozsądnej reformy imigracyjnej, jakiej potrzebuje Ameryka.

Taka reforma powinna sprawić, by kraj stał się bardziej otwarty na najbardziej utalentowanych ludzi z całego świata, a jednocześnie mniej beztrosko podchodził do rozdzielania rodzin. To naprawdę mogłoby uczynić Amerykę znów wielką.

Tekst przetłumaczony z "The Economist" © The Economist Newspaper Limited, London, 2026

View the original on Interia

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.