Wyszedł z auta i uderzył. Ekspert ostro o policji. "Zły nawyk"
Po tym, jak nagrania z bijatyki na skrzyżowaniu w Warszawie obiegły media, policja prowadzi czynności zmierzające do ustalenia i zatrzymania kierowcy Porsche. – Rozpoczęliśmy poszukiwania kierowcy. Po przeanalizowaniu nagnań, przesłuchaliśmy świadków zdarzenia. Ze wstępnych ustaleń wynika, że uczestnikiem zdarzenia jest obywatel Polski. Mimo że samochód ma niemieckie tablice rejestracyjne, możemy ustalić jego właściciela, a następnie użytkownika – przekazała WP asp. szt. Marta Haberska, rzeczniczka prasowa Komendy Rejonowej Policji Warszawa II.
Policja wyjaśnia również, dlaczego pierwszy patrol, który przyjechał na miejsce, pouczył uczestników zdarzenia, że mogą dochodzić swoich praw wobec agresora w ramach prywatnego aktu oskarżenia lub na drodze cywilnej.
– Wyjaśniamy sposób przeprowadzenia interwencji. Początkowo uczestnicy zdarzenia mówili o naruszeniu nietykalności cielesnej. Policjanci zdecydowali więc o zakończeniu interwencji. Dobrze, że później wpłynęło kolejne zgłoszenie od jednego z uczestników, w którym poszkodowany dokładniej opisał przebieg zdarzenia. Wtedy pojawił się również wątek kierowania gróźb – wyjaśniła rzeczniczka.
Awantura na skrzyżowaniu. Zaatakował seniorkę
Do zdarzenia doszło w Warszawie w czwartek, 15 października. Podróżujące Toyotą małżeństwo zauważyło Porsche, które miało wyprzedzać inne auta, poruszając się po ulicy zygzakiem. Gdy osoby z Toyoty zwróciły kierowcy uwagę, mężczyzna miał ruszyć za ich samochodem. Do konfrontacji doszło później na skrzyżowaniu ul. Czerniakowskiej z Al. Witosa, podczas postoju na czerwonym świetle.
Kierowca Porsche dopadł do samochodu seniorów, otworzył drzwi od strony pasażera i zaatakował 66-letnią kobietę. Miał uderzać ją w twarz i kopać. Następnie doszło do szarpaniny i gróźb. W szamotaninie na ulicy uczestniczył jeszcze trzeci mężczyzna, który próbował stanąć w obronie zaatakowanej pary. Odjeżdżając, kierowca Porsche niemal rozjechał mężczyznę, który próbował zatrzymać auto.
Jeden ze świadków relacjonował w TVN, że awantura zaczęła się od sytuacji na drodze. – Gdy podszedłem blisko napastnika, słyszałem, że cała sytuacja zaczęła się od chęci zmiany pasa przez tego kierowcę. Najwidoczniej przeszkadzał mu samochód poszkodowanych. Napastnik był bardzo agresywny, kierował groźby w stronę pasażerów – opowiadał.
Jak dodał, w trakcie zdarzenia mężczyzna otworzył drzwi swojego samochodu. Świadek zauważył wtedy kaburę z pistoletem i nóż. – Na szczęście ostatecznie ich nie użył. Próbowałem zatrzymać mężczyznę przed odjechaniem z miejsca przed przyjazdem policji, ale nie udało się. Potrącił mnie autem i uciekł. Gdybym nie odskoczył, to raczej by mnie przejechał – relacjonował.
Mężczyzna złożył zawiadomienie na policji 16 października. Poinformował funkcjonariuszy, że usłyszał groźby, został pobity i doznał uszczerbku na zdrowiu. To zgłoszenie uruchomiło dalsze czynności policji.
Były policjant Dariusz Loranty krytycznie o interwencji
Dariusz Loranty, były policjant, obecnie ekspert ds. bezpieczeństwa, nie kryje oburzenia sposobem, w jaki funkcjonariusze zareagowali na zdarzenie. Zwraca uwagę na problem, który – jak ocenia – od lat zniechęca ludzi do zgłaszania przestępstw.
– Jestem zbulwersowany złym nawykiem policji. Skuteczne działania procesowe zaczynają się dopiero wtedy, gdy sprawa zostaje nagłośniona w mediach. To praktyka istniejąca od lat, która nie tylko nie pomaga pokrzywdzonym, ale wręcz zniechęca ludzi do składania zawiadomień – komentuje w rozmowie z WP Loranty.
Jego zdaniem już podczas pierwszej interwencji policjanci powinni dokładniej ustalić, co wydarzyło się na skrzyżowaniu, i sprawdzić, czy nie doszło do poważniejszych czynów niż samo naruszenie nietykalności cielesnej. Gdyby poszkodowani mieli dochodzić swoich praw na drodze prywatnego oskarżenia lub w postępowaniu cywilnym, mogliby napotkać poważną przeszkodę: sami nie mieliby łatwego sposobu na ustalenie danych kierowcy Porsche z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi. W praktyce to policja ma możliwości, by ustalić właściciela samochodu, a następnie jego użytkownika.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.