Olśnienie na festiwalu filmowym w Gdyni
"Ojczyzna" reż. Paweł Pawlikowski
Źródło wideo: Festival de Cannes 2026
Źródło zdj. gł.: Bartosz Mrozowski/KINO ŚWIAT
Nie pamiętam, kiedy ostatnio wychodziliśmy z festiwalowej projekcji w Gdyni w takiej ciszy i tak poruszeni. Wszystko za sprawą filmu "Przez ścianę" Macieja Sobieszczańskiego, przejmującej historii o uczuciu, jakie rodzi się za więziennymi kratami i daje bohaterom siłę do przetrwania piekła.
Właściwie należałoby powiedzieć : bohaterce, bo ten film to chwilami niemal monodram w wykonaniu absolutnie wybitnej Marii Dębskiej. "Sandra Hüller tym razem nie ma szans" - padło z ust znanego krytyka po seansie. (Mowa o jej świetnej roli w "Ojczyźnie" Pawła Pawlikowskiego). I to najlepiej oddaje wielkość kreacji Marii Dębskiej, ale również samego filmu.
Choć jeszcze nie dotarliśmy do półmetka festiwalu, gdyńska publiczność ma już swojego faworyta.
O czym opowiada "Przez ścianę"?
Jest rok 1947. 27-letnia Wiesława Pajdak zostaje aresztowana za działalność w podziemiu antykomunistycznym. Trafia do niesławnego mokotowskiego więzienia na Rakowieckiej, gdzie władza przetrzymuje "wrogów ludowej ojczyzny". Po kilku dniach, używając alfabetu Morse’a, próbuje odkryć, kim są sąsiedzi zza ściany. Odzywa się jej rówieśnik Jerzy Śmiechowski. Tak rozpoczyna się znajomość, która da początek wielkiemu uczuciu.
Wiesia i Jurek, choć nigdy się nie widzieli, poczują się na zawsze złączeni. Gdy ona zostanie zwolniona - a wkrótce wróci do celi po odmowie współpracy z SB - przysięga mu, że będzie czekać. Jak kończy się ta opowieść oparta na faktach, nie zdradzę, ręczę jednak, że przeczołga emocjonalnie nawet odpornych widzów.
Sobieszczański mógł z niej utkać pełną melodramatycznych klisz historię, ale wybrał trudniejszą drogę. Film, w całości czarno-biały, jest majstersztykiem również od strony formalnej. Przez pierwsze pół godziny kamera ani na moment nie opuszcza Wiesi - Marii Dębskiej, gdy ta zdartymi do krwi dłońmi nie przestaje pukać w ścianę. Nie widzimy jej rozmówcy. Wszystkie ujęcia twarzy bohaterki i rąk robione są w zbliżeniach. To nawet nie jest bliski plan, ale wykadrowany profil aktorki lub tylko same oczy. Przerażone, pełne bólu, a w końcu uśmiechnięte. Dębska samą mimiką oddaje taką gamę uczuć, że Lee Strasberg (legendarny wykładowca sztuki aktorskiej - red.) biłby jej brawo. Nie wyobrażam sobie, by w tym roku do kogoś innego trafiła nagroda za najlepszą rolę kobiecą.
Szersze kadry pojawiają się na krótko, gdy bohaterka jest na wolności. Jolanta Dylewska, wybitna autorka zdjęć, filmuje całość w sposób, który pokazuje nam świat przez pryzmat emocji bohaterki. Obrazy są nieostre, rozmywają się, gdy Wiesią rządzi strach, kamera nieruchomieje, kiedy śledzimy moment intymnego wyznania.
Bohaterowie drugiego planu nie mają zbyt wiele do grania, ale nawet w małych rolach pokazują świetny warsztat. Arkadiusz Jakubik, jako zrozpaczony ojciec Jurka, jest kruchy i delikatny jak nigdy dotąd. Agnieszka Grochowska w roli komunistycznej prokuratorki, przeraża, bo przyzwyczaiła nas do innych emocji.
Ale to bez wątpienia film Marii Dębskiej. Do tej pory kojarzona z racji swojej urody z ról efektownych amantek, choćby Kaliny Jędrusik, tutaj odarta z zewnętrznej atrakcyjności tworzy jedną z najwspanialszych ról kobiecych w XXI-wiecznym rodzimym kinie.
Mały wielki film - zwykliśmy mówić o takich produkcjach. Wydaje się niemożliwe, by jury gdyńskie mogło go nie docenić.
Maria Dębska w filmie "Przez ścianę" Macieja Sobieszczańskiego
Źródło zdjęcia: Bartosz Mrozowski/KINO ŚWIAT
Gdynia a kandydat do Oscara
Rzadko się zdarza, by już na początku festiwalu pojawiał się tytuł, który byłby tak mocnym uderzeniem. Ale nie wolno nam zapominać, że w roli faworyta trafił tu inny obraz - "Ojczyzna" Pawła Pawlikowskiego. Jak wiadomo, nasz tegoroczny kandydat do Oscara, nagrodzony już w Cannes.
I tu pojawia się pytanie, które od lat rozbrzmiewa w kuluarach gdyńskiego festiwalu. Przez długie lata kandydat do Oscara wybierany był po ogłoszeniu listy laureatów FPFF w Gdyni, i najczęściej pokrywał się ze zdobywcą Złotych Lwów. Choć nie zawsze. Sytuacja, w której zostaje on wybrany dosłownie na kilka dni przed najważniejszą imprezą w branży, prezentującą najlepsze produkcje minionego roku, po części premierowe, musi zdumiewać.
Przede wszystkim: stawia pod ogromną presją Jury Konkursu Głównego, któremu w oczywisty sposób wskazuje zwycięzcę. To prawda, że termin zgłoszenia kandydata do Oscara upływa 30 września, więc odbyłoby się to niejako "na styk". Ale gdyby festiwal zorganizowano choćby jeden tydzień wcześniej, tak jak miało to miejsce kiedyś, mielibyśmy problem z głowy.
Chyba nigdy dotąd nie rozmawialiśmy o tym w Gdyni tak dużo, jak tym razem, zastanawiając się, czy przy odrobinie wysiłku nie dałoby się zgrać z sobą terminów obu wydarzeń. Wydaje się, że naprawdę warto pochylić się nad próbą rozwiązania tej kwestii.
Sandra Hüller w filmie "Ojczyzna", reż. Paweł Pawlikowski
Źródło zdjęcia: Kino Świat
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.