Gorąco wokół Kushnera. Zięć Trumpa może mieć problemy
Z ujawnionych przez magazyn "Vanity Fair" informacji wynika, że holenderska Wojskowa Służba Wywiadu i Bezpieczeństwa (MIVD) pod koniec 2017 r. zwerbowała hakera z rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Rosjanin udostępnił Holendrom dostęp do serwera w Rostowie nad Donem, na którym znajdowały się podglądy ekranu iPhone'a X należącego do Jareda Kushnera.
DLA CIEBIE
Fiat na targach - przegląd modeli i nowości
DLA CIEBIE
Dzięki temu holenderskie służby miały przez wiele miesięcy obserwować, jak zięć Donalda Trumpa dysponuje rachunkami bankowymi, na które saudyjski następca tronu Mohammed ibn Salman oraz przywódca ZEA Mohammed ibn Zajed przelewali setki milionów dolarów. Łączna kwota wsparcia miała sięgnąć co najmniej dwóch miliardów dolarów.
Dwa tajne konta i cypryjski ślad
W książce, której fragmenty opublikował magazyn, opisano dwa główne rachunki. Pierwszy z nich, nazwany "Alfa", prowadzono w First Abu Dhabi Bank za pośrednictwem banku w Azerbejdżanie. Formalnym właścicielem konta była fundacja Watani Al Emarat, służąca jako przykrywka dla tajnych operacji emirackich służb, lecz uprawnionym do dysponowania środkami miał być właśnie Kushner.
Drugie konto, "Beta", założono w Banku Izraela, a środki płynęły na nie bezpośrednio od Saudyjczyków. Według ustaleń Cole’a, premier Izraela Benjamin Netanjahu wymagał powiadamiania o każdej transakcji, w czym pośredniczyć miał ówczesny ambasador USA w Izraelu David Friedman, a pieniądze trafiały ostatecznie na konta na Cyprze.
Jak wynika z publikacji, o sprawie nie wiedzieli przynajmniej czterej wysocy rangą urzędnicy pierwszej administracji Trumpa – w tym dwóch doradców ds. bezpieczeństwa narodowego, szef personelu Białego Domu i były dyrektor CIA.
Jared Kushner oraz jego prawnicy kategorycznie zaprzeczają wszystkim zarzutom. Kushner we wpisie na platformie X oświadczył wprost, że opisane zdarzenia nigdy nie miały miejsca.
"To druga historia z Kushnerem i Bliskim Wschodem w roli głównej"
W rozmowie z Wirtualną Polską amerykanista Rafał Michalski przypomina, że doniesienia "Vanity Fair" wpisują się w inne kontrowersyjne doniesienia związane z interesami rodziny Kushnerów.
– Musimy pamiętać, że to nie jest pierwsza afera tego typu z Jaredem Kushnerem w roli głównej. Pierwsza głośna historia dotyczyła zakupu w 2007 r. budynku przy Piątej Alei 666 w Nowym Jorku za ogromną kwotę 1,8 miliarda dolarów. W 2018 r. spłatę tej trudnej inwestycji miała pomóc sfinansować spółka powiązana z Katarem. Wtedy senator Ron Wyden i kongresmen Joaquin Castro żądali wręcz śledztwa w Kongresie, by zbadać, czy rodzina Kushnera wpływała na politykę USA wobec Kataru. To, co obserwujemy dzisiaj, to już druga wielka historia z Kushnerem i Bliskim Wschodem w tle – wskazuje Michalski.
Ekspert zwraca uwagę na poważny problem systemowy, jaki odsłaniają kolejne rewelacje wokół otoczenia Donalda Trumpa.
– W amerykańskiej debacie publicznej stale powraca pytanie o sprawność przepisów chroniących etykę urzędników federalnych. Podstawowy przepis federalny – sekcja 208 w dziale 18. Kodeksu USA – zakazuje urzędnikom uczestnictwa w sprawach, w których występuje konflikt interesów. Problem w tym, że ten sam przepis wyłącza prezydenta i wiceprezydenta. Co więcej, w 2020 r. Kushner był oficjalnym doradcą, a dziś nie piastuje żadnego urzędu, choć bierze udział w kluczowych rozmowach międzynarodowych. System prawny stworzono na fundamentach dawnej polityki, a dzisiaj mamy zupełnie nowe wyzwania i luki, których stare przepisy nie potrafią zaadresować – wyjaśnia amerykanista.
Zdaniem eksperta, jeśli demokraci zdobędą przewagę, kwestia zaostrzenia przepisów etycznych i jawności majątkowej może stać się jednym z głównych tematów ich działań.
Decyduje portfel
Michalski wskazuje jednak, że to nie Kushner czy inne wątpliwości etyczne będą decydujące w nadchodzących wyborach połówkowych, które odbędą się już 3 listopada.
– Sondaże pokazują, że wyborcy mają świadomość nieetycznego lub korupcyjnego prowadzenia się części urzędników i jest to problem wizerunkowy dla Białego Domu. Jednak tematem numer jeden w każdych amerykańskich wyborach jest poziom życia. Amerykanie głosują przede wszystkim własnym portfelem i oceną polityki gospodarczej – zaznacza.
Tematy związane z etyką nie będą także drugim najważniejszym czynnikiem przy urnach. Wpływ ma na to amerykański system, gdzie wyborcy wybierają konkretnego kandydata, gdyż obowiązują jednomandatowe okręgi wyborcze.
Afera wokół Kushnera może jednak okazać się języczkiem u wagi w stykowej walce o kluczowe mandaty.
– Dla wyborcy wahającego się, który nie wie jeszcze, czy pójdzie do urny, kolejna negatywna historia wokół otoczenia prezydenta może stać się impulsem, by w dniu głosowania po prostu zostać w domu. W wyborach, w których o większości w Izbie Reprezentantów czy Senacie decydują minimalne różnice głosów, każdy promil ma znaczenie. Jeśli wygrana przechyli się na jedną ze stron o ułamek procenta, teksty o aferach wizerunkowych i atmosferze wokół Białego Domu będą analizowane jako jeden z kluczowych czynników – podsumowuje Michalski w rozmowie z Wirtualną Polską.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.