"Gównowacenie" manier [OPINIA]
Celowo nie podaję nazwiska posła: i tak wiadomo, o kogo chodzi. Celowo nie przytaczam też jego słów: i tak są powszechnie znane. Wiedza o działaniu algorytmów, którą mam z racji pracy naukowej, podpowiada mi, że każde kolejne powtórzenie tej wypowiedzi daje mu większe zasięgi i większą popularność. Niewykluczone, że wręcz na niej zyska, bo w sieci negatywne emocje i kontrowersja rozchodzą się najszybciej. Tym bardziej, gdy dotyczą kobiet. Nie jest to feministyczny krzyk. Badania pokazują, że kobiety w sferze publicznej, a więc także dziennikarki, zwłaszcza w internecie, częściej padają ofiarą hejtu.
Lepiej nie cytować
Echa tej krótkiej wymiany zdań wciąż nie milkną. I słusznie, bo obok takich zachowań nie można przechodzić obojętnie. Choć są powszechne, nie może być mowy o znieczulicy.
DLA CIEBIE
Biznes od środka: Czy złoto wciąż się opłaca? Dyrektor Mennicy Apart Bartosz Rączyński o inwestowaniu w złoto
DLA CIEBIE
Justyna Dobrosz-Oracz zapowiedziała kroki prawne. Słusznie. Nie chcę jednak powtarzać banałów: że relacje między dziennikarzami a politykami od lat wyglądają źle i że spada poziom kultury dyskusji. Wszystko to wiemy. Można też dyskutować o formalnościach, czyli o tym, czy i jakie konsekwencje poseł powinien ponieść, w partii lub poza nią. Tyle że przyjdą następni. Dlaczego? Bo mogą i na każdym kroku się o tym przekonują.
Problem jest głębszy i ma trzy wymiary: skuteczność instytucji państwa i partii politycznych, kulturę debaty publicznej jako takiej oraz strukturalne uwarunkowania systemu komunikacyjnego i informacyjnego, zdominowanego przez big techy i ich reguły. Odniosę się pokrótce do każdego z nich.
Chamstwo się opłaca
Hejt i brak elementarnego szacunku dla drugiego człowieka nie są w przestrzeni publicznej w żaden sposób piętnowane. Choć w badaniach respondenci deklarują, że hejterzy powinni być karani, kary wciąż są wyjątkiem. Hejt, negatywne emocje i kontrowersja często dają rozgłos, zasięgi i uwagę, o którą dziś trzeba walczyć. Często też odwracają uwagę od spraw fundamentalnych. Nie trzeba szukać daleko.
Dlaczego poseł miałby się ograniczać, skoro niedawno twórca jednego z popularnych kanałów internetowych obrażał urzędniczkę, a innego posła, także z Konfederacji, rozbawił widok kobiet w policji? Czy poza krótkotrwałą burzą wydarzyło się coś, co mocno odczuliby w związku z tym? Czy spadła oglądalność? Czy spadły słupki poparcia? Nie. Często bywa wręcz odwrotnie, bo algorytmy niosą takie treści dalej. A niosą je między innymi dlatego, że użytkownicy je lubią albo przynajmniej udostępniają.
Gramy w cudzą grę
Nie bez znaczenia jest więc to, że obracamy się w systemie informacyjnym, zwłaszcza cyfrowym, zbudowanym przez gigantów technologicznych, i gramy w ich grę. Może czas stworzyć własną przestrzeń, w której znane będą zasady działania? To pytanie i zadanie dla państw Unii Europejskiej. Cory Doctorow nazwał proces, w którym platformy cyfrowe w ostatnich latach degradują się w imię coraz większych zysków: z angielskiego enshittification, po polsku "gównowacenie". Słowo to zostało nawet wybrane słowem roku. Mało eleganckie? Być może. Ale czy nie trafne? Efekty tego odczuwają użytkownicy. A proces ten przekłada się na wiele sfer naszego społecznego funkcjonowania, w tym polityki. Idąc tym tokiem myślenia, można mówić o "gównowaceniu" polskiej, choć nie tylko polskiej, sfery publicznej.
Konwergencja, czyli przenikanie się treści i stylu komunikacji online i offline, to dobrze znany mechanizm. Język i styl internetowych dyskusji przenoszą się do realnego świata. Taki stosunek do kobiet, jaki wyraził poseł Konfederacji (dodajmy: celowo i w pełni świadomie), funkcjonuje w internecie w tak zwanej manosferze. Tak to właśnie działa.
Wajcha się przestawia
Spójrzmy na to szerzej. Są w polityce ludzie, którzy jawnie popierają Putina i nawołują do nienawiści. Czy cokolwiek się w związku z tym dzieje? Zupełnie nic. Dlaczego mieliby przestać? Polityk zwraca się do dziennikarki w sposób obraźliwy i wulgarny. Co się stanie, gdy minie fala słusznego oburzenia? Justyna Dobrosz-Oracz nie jest jedyną kobietą obrażaną ostatnio w przestrzeni publicznej, co warto podkreślić.
To dowodzi, że wajcha się przestawia: pojawia się przyzwolenie na taki stosunek do drugiego człowieka, wciąż na takie podejście do kobiet. Przede wszystkim coraz częściej argumentem na chęć walki z chamstwem, na przekraczanie granic w dyskusji, na przekraczanie norm społecznych w przestrzeni publicznej są oskarżenia o próbę naruszenia wolności słowa. Chyba pora sobie przypomnieć, co to jest wolność słowa.
I tu dochodzimy do kluczowego przesłania tego tekstu. Instytucje państwa, partie polityczne i big techy zawodzą w pilnowaniu, kto i na co pozwala sobie w debacie publicznej, a często wręcz mają z tego korzyści. Poseł ma czelność mówić do dziennikarki w sposób uwłaczający godności, bo w sferze publicznej od dawna nie działa samoograniczenie: wewnętrzne poczucie obciachu, poczucie, że czegoś nie wypada powiedzieć. Do tego polaryzacja robi swoje. Plemienność w myśleniu, działaniu i mówieniu jest w Polsce głęboko utrwalona. Przecież poseł Konfederacji nie powiedział tego do "swojej" dziennikarki, tylko do "obcej", do "tamtej", prawda? Czyli co? Czyli można?!
Rachunek przy urnie wyborczej
No właśnie. O tym, czy mogą i powinni decydować także wyborcy. Czy im się to podoba, dowiemy się przy następnych wyborach: czy poseł dostanie miejsce na liście i ile głosów poparcia otrzyma. To będzie bardzo wyraźny sygnał i jedyny, z którym ten polityk będzie się liczył. Zakończę więc tradycyjnie dla siebie: politycy robią i mówią tyle i tak, jak im na to pozwalamy.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.