Media: Ukraina otrzyma zabójczą broń. Rosjanie mocno się jej boją
Jak informuje Bloomberg, do rozmów o wysłaniu kolejnych pocisków do Kijowa doszło przy okazji wizyty prezydenta Zełenskiego w Londynie. Co ciekawe, najwyraźniej porozumienie miało być utrzymane w tajemnicy i mimo że wyszło ono na jaw, to niewykluczone, że nie zostanie ono publicznie potwierdzone.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
To element tzw. strategicznej dwuznaczności, która polega na celowym utrzymywaniu niepewności co do własnych zamiarów, reakcji lub zakresu wsparcia wojskowego, co pozwala zachować swobodę działań politycznych i jednocześnie pozbawia potencjalnego wroga informacji wywiadowczych.
Czytaj nas częściej w Google
Pocisk, który już nieraz zaszedł za skórę Rosjanom
Bloomberg nie ujawnia, ile kolejnych pocisków Storm Shadow trafi do Ukrainy, ale nawet jeśli jest to mała liczba, to i tak są to bardzo złe wieści dla Rosjan. Brytyjska broń już wielokrotnie pokazywała przecież swoją wysoką skuteczność i ostatnio było o niej głośno przy okazji ataku w Doniecku, gdzie dokonała istnej masakry w kadrze oficerskiej Kremla.
Sam pocisk został zbudowany w ramach brytyjsko-francuskiej współpracy, a jedną z jego głównych zalet jest bardzo wysoka celność ataku, za którą odpowiada m.in. inercyjny system nawigacji wspierany sygnałem GPS.
Pocisk Storm Shadow / SCALP
Nicolas Economou/NurPhoto via Getty Images / Getty Images
Dzięki niskiej wykrywalności przez radary, połączonej z możliwością lotu na bardzo niskiej wysokości, pocisk Storm Shadow jest też bardzo trudny do przechwycenia. O skuteczność uderzenia dba z kolei 450-kilogramowa głowica bojowa, która może niszczyć cel w kilku różnych trybach działania (bezpośredniego uderzenia, wybuchu powietrznego lub penetracji).
Wszystko to sprawia, że Storm Shadow to ciągle najlepszy pocisk manewrujący w siłach Ukrainy, choć rodzimy ukraiński Long Neptun też pokazał ostatnio, że potrafi przeprowadzić bardzo skuteczne uderzenie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.