Afera Kołodziejczaka. "Wcale nie musiała za tym stać opozycja"

Afera wokół Michała Kołodziejczaka nie wstrząśnie rządem, ale jego kariera jest już politycznie skończona - uważa prof. Marek Migalski. W programie "Newsroom WP" politolog skomentował dymisję byłego wiceministra, jego współpracę z Krzysztofem Rutkowskim oraz wysnuł teorię, że za atakiem na lidera Agrounii wcale nie musiała stać dzisiejsza opozycja.
Ostatnie zawirowania wokół Michała Kołodziejczaka i jego głośna dymisja były jednym z tematów programu Wirtualnej Polski "Newsroom WP". Prowadzący Paweł Pawłowski zapytał swojego gościa, politologa prof. Marka Migalskiego, czy kompromitacja byłego już wiceministra uderza wizerunkowo w cały obóz rządzący.
Ekspert przyznał, że tak, choć porównał tę sytuację do problemów, z jakimi w przeszłości mierzyło się Prawo i Sprawiedliwość po aferze Łukasza Mejzy. Według niego Koalicja Obywatelska dobrze zarządziła obecnym kryzysem.
- Oczywiście, że to jest hańbiąca historia i to powinno obciążać obóz rządzący. Nie sądzę jednak, żeby na wyborcach Koalicji Obywatelskiej zrobiło to wrażenie, zwłaszcza że formacja zachowała się tak, jak powinna, czyli zawiesiła Kołodziejczaka w klubie parlamentarnym. Zrobiła to, co należało - ocenił prof. Marek Migalski.
"Kariera polityczna została zakończona"
Zdaniem politologa zawieszenie i utrata stanowiska w rządzie oznaczają dla lidera Agrounii ostateczny koniec w wielkiej polityce. Migalski zaznaczył, że medialna "śmierć" wiceministra nie przesądza w stu procentach o jego winie w świetle prawa, ale ewentualny wyrok i tak nie uratuje już jego wizerunku.
- Uważam, że on jest politycznie skończony, co nie znaczy, że jest winny. Nie zdziwiłbym się, gdyby za pięć lat okazało się, że ta sytuacja wyglądała trochę inaczej, niż to dzisiaj widzimy. To już nie będzie miało dla niego żadnego znaczenia, dlatego że jego kariera polityczna została zakończona - dodał ekspert w programie "Newsroom WP".
Uwagę prof. Migalskiego przykuł jednak inny, niezwykle istotny detal. Chodzi o fakt, że do ratowania wizerunku były wiceminister zaangażował słynnego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. Według politologa, to błąd i bardzo wymowny sygnał.
- Elementem, który świadczy o tym, że może być winny, jest fakt, że wziął sobie na swojego medialnego obrońcę Krzysztofa Rutkowskiego. Dla mnie to jest w jakimś sensie dowód, że jednak ma coś za uszami. To ostatnia osoba, do której zwróciłbym się o pomoc w przypadku kłopotów wizerunkowych - stwierdził ostro politolog.
Atak medialny. To nie musiała być opozycja
Na sam koniec wypowiedzi prof. Marek Migalski zwrócił uwagę na to, że niszczący wizerunek wiceministra atak medialny mógł mieć bardzo nieoczywiste źródło. Politolog pokusił się o zaskakującą teorię.
- Jeśli ktoś świadomie przypuścił na niego atak medialny, żeby go wyeliminować z polityki, to mu się udało, bez względu na to, czy to wszystko jest prawdą. Uważam, że wcale nie musieli za tym stać politycy opozycyjni - podsumował.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.