Doniesienia w sprawie Marcina Romanowskiego. Tomasz Siemoniak: były takie informacje
Siemoniak o Romanowskim: były takie informacje w różnych kontekstach i każda taka informacja jest sprawdzana
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Radek Pietruszka/PAP
W zeszłym tygodniu sąd zgodził się na wydanie listu żelaznego dla ściganego Marcina Romanowskiego. Prokuratura złożyła zażalenie na tę decyzję. Nie ma jednak jak dotąd potwierdzenia, gdzie były wiceminister sprawiedliwości obecnie przebywa.
- Są różne poszlaki, w jakim miejscu może być - mówił w "Rozmowie Piaseckiego" minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. - Gdy służby były bliskie pewności, że jest w Naddniestrzu, a on jeszcze sam napisał, że jest w Naddniestrzu, to takie informacje przekazywaliśmy - wskazał.
Prokurator krajowy Dariusz Korneluk przyznał w TVN24, że nie jest pewne, że Romanowski przebywa za granicą. - Prokuratura wie najwięcej w tej sprawie - odparł Siemoniak. Jak zaznaczył, "priorytetem nie jest mówienie o tym, tylko doprowadzenie go przed oblicze polskiego sądu".
Przyznał jednak, że "służby nie mają pewności", gdzie jest obecnie były wiceminister sprawiedliwości. - To nie jest tak, że jakiś wielki aparat państwowy jest używany do tego, żeby jeździć po różnych krajach i go szukać. Zwłaszcza, że on się po prostu ukrywa - powiedział. Jak mówił, "to nie jest takie proste znaleźć kogoś, kto nie używa karty kredytowej i telefonu". - Natomiast są pewne poszlaki i za nimi idziemy, we współpracy z lokalnymi służbami - wskazał.
Wątek zakonników z Naddniestrza
Siemoniak mówił, że "szansa na namierzenie go jest bardzo wysoka", lecz sprowadzenie go do Polski "wymaga współpracy z policją innego kraju".
- Dlaczego wedle wszystkich znaków na niebie i ziemi był w Naddniestrzu? Bo tam nie ma państwa, które uzna Europejski Nakaz Aresztowania - wskazał minister. Jak podkreślił, "to nie jest tak, że nasze służby będą porywały ściganych polskich obywateli".
Wniosek Romanowskiego o wydanie listu żelaznego wysłany został z prorosyjskiego Naddniestrza. Według ustaleń mediów Romanowski mieszkał tam z pomocą prowadzonego przez polskich księży zakonu sercanów.
- Ja jestem ostrożny w przekazywaniu takich informacji, które są informacjami operacyjnymi, zwłaszcza operacyjnymi innych służb - odparł Siemoniak. Potwierdził jednak, że "były takie informacje w różnych kontekstach i każda taka informacja jest sprawdzana".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.