"Trzeci akt" zamieszek we Francji. Premier wyciąga rękę
We Francji trwają masowe protesty licealistów domagających się zwiększenia nakładów na edukację. We wtorek związek zawodowy CGT informuje o liczbie 260 tys. demonstrantów. Premier Sébastien Lecornu odniósł się do ich postulatów i zapowiedział, że od środy do piątku zamiast lekcji w szkołach odbędą się konsultacje z udziałem uczniów.
Zamieszki we Francji
Źródło zdjęć: © Getty Images | Tom Nicholson
Wtorkowe protesty rozpoczęły się od blokad szkół. W Paryżu uczniowie zgromadzili się między innymi przed liceum im. Sophie Germain, gdzie za pomocą koszy i innych przeszkód zablokowali wejście do budynku. Podobne akcje zorganizowano przed innymi placówkami, w tym przed liceum im. Ludwika Wielkiego w pobliżu Sorbony.
Dużą skalę protestów odnotowano w regionie Île-de-France. Do zakłóceń doszło tam w 250 szkołach, czyli w ponad połowie placówek. Aż 224 z nich zostały zamknięte. Według danych francuskiego ministerstwa edukacji w całym kraju zajęcia całkowicie lub częściowo wstrzymano w 891 szkołach. We Francji działa około 3700 liceów, z czego około 2400 to placówki publiczne.
Demonstracje odbyły się również w wielu dużych miastach. Francuskie MSW podało, że tylko w porannych manifestacjach uczestniczyło 86 tys. osób. Związek zawodowy CGT przedstawił znacznie wyższe szacunki, mówiąc o 260 tys. protestujących.
W Paryżu największe protesty
W Lyonie demonstracja przebiegała bez poważniejszych incydentów, jednak mniejsze grupy próbowały wywołać starcia i używały przeciwko policjantom materiałów pirotechnicznych. Funkcjonariusze odpowiedzieli gazem łzawiącym. Wcześniej zamaskowane osoby zablokowały także tory tramwajowe w pobliżu uniwersytetu Lyon 2.
W Bordeaux liczba uczestników manifestacji była szacowana przez media na około 9 tys. Duże rozbieżności dotyczyły frekwencji w Marsylii: organizatorzy informowali o 30 tys. demonstrantów, podczas gdy prefektura mówiła o około 4800 osobach.
Największa manifestacja odbyła się w Paryżu. Według organizatorów wzięło w niej udział 100 tys. osób, natomiast francuskie MSW oszacowało frekwencję na 56 tys. Policja przekazała, że grupa około 300 agresywnych demonstrantów atakowała funkcjonariuszy. Rzucali w funkcjonariuszy kamieniami i innymi przedmiotami. Przy bulwarze Voltaire podpalono prowizoryczną barykadę zbudowaną z pojemników na śmieci i wyposażenia wyniesionego ze sklepu, którego witryny wcześniej rozbito. Pożar ugasili strażacy, a policja użyła gazu łzawiącego i przeprowadziła krótkie szarże.
Francuskie Ministerstwo Sprawiedliwości podało, że od początku protestów w liceach zatrzymano 5060 osób. Wśród nich 87 proc. stanowili niepełnoletni. 14 osób, w tym czworo nieletnich, trafiło do tymczasowego aresztu. Rannych dotąd zostało około 190 uczniów.
Premier wyciąga rękę do protestujących
Do sytuacji odniósł się w parlamencie premier Sébastien Lecornu. Zapowiedział, że od środy do piątku lekcje w liceach zostaną zawieszone, a w ich miejsce odbędą się wewnętrzne konsultacje z udziałem uczniów. Mają one umożliwić rozmowę o problemach wskazywanych przez protestujących.
Premier podkreślił jednocześnie, że władze nie będą tolerować przemocy. Jak przekonywał, podpalenia szkół nie poprawią stanu budynków, a ataki na nauczycieli nie rozwiążą problemów kadrowych. Odrzucił również zarzuty, jakoby policja otrzymała polityczne instrukcje nakazujące represyjne działania wobec uczniów.
Lecornu oskarżył skrajnie lewicową Francję Nieujarzmioną o podsycanie niepokojów i próbę dezorganizowania kraju przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi. Zarzucił jej deputowanym niejednoznaczny stosunek do przemocy podczas protestów.
Wtorkowe manifestacje były określane jako "trzeci akt" wystąpień licealistów. Po aktach przemocy i starciach z policją, do których dochodziło w ostatnich dniach na marginesie protestów, francuskie władze zmobilizowały znaczne siły bezpieczeństwa. Rząd apeluje o powrót protestów na pokojową i demokratyczną drogę.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.