Wszystko teraz musi być fioletowe. Świat oszalał na punkcie tego warzywa

Intensywnie fioletowy, kremowy i niezwykle fotogeniczny – ube stał się nowym ulubieńcem szefów kuchni i gwiazd Instagrama. Za wiralowym trendem z TikToka nie nadąża jednak natura. Choć popyt na pochrzyn rośnie w lawinowym tempie, produkcja drastycznie spada. Władze Filipin zablokowały eksport, by chronić własny rynek.
Ube to pnącze z rodziny pochrzynowatych pochodzące z Filipin /Shutterstock
Fioletowa obsesja na Instagramie
Jeszcze kilka lat temu ube, czyli pochrzyn, był znany głównie na Filipinach, gdzie od pokoleń wykorzystywano go do przygotowywania tradycyjnych deserów i wypieków. Dziś ten niezwykły korzeń stał się globalnym fenomenem. Jego intensywnie fioletowy kolor oraz delikatny, kremowy smak z orzechowo-waniliową nutą przyciągają uwagę szefów kuchni, baristów i influencerów kulinarnych na całym świecie.
W Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej ube błyskawicznie zdobywa nowych fanów. W południowokoreańskim Seulu oraz w Singapurze coraz trudniej znaleźć kawiarnię, która nie oferuje latte, sernika czy pączka z dodatkiem fioletowego pochrzynu.
Moda na ube napędzana jest przez media społecznościowe – zdjęcia fioletowych deserów i napojów błyskawicznie rozprzestrzeniają się na Instagramie i TikToku, wywołując lawinowy wzrost zainteresowania. Jednak produkcja nie nadąża za wiralowym trendem, a część producentów zaczyna zastępować prawdziwe ube tańszymi zamiennikami, by zaspokoić popyt.
TikTok nakręca popyt, natura nie nadąża
Rosnący popyt na ube wywołał prawdziwą gorączkę zarówno wśród konsumentów, jak i producentów. Rolnicy na Filipinach, głównych dostawcach tego warzywa, zmagają się jednak z problemami. Uprawa ube nie należy do łatwych ani szybkich – od momentu zasadzenia do zbioru mija od sześciu do nawet dwunastu miesięcy. Wymaga ona ręcznej pracy, odpowiedniej gleby oraz stałego dostępu do sadzonek, których obecnie zaczyna brakować.
W ostatnich latach produkcja ube na Filipinach systematycznie spada. Według oficjalnych danych, w 2025 roku zebrano 12 483 ton, podczas gdy w 2021 roku było to jeszcze 14 000 ton. Jednocześnie eksport produktów na bazie ube wzrósł o ponad 20 proc. i przyniósł krajowi ponad 3 miliony dolarów przychodów.
Rząd mówi „stop”: koniec z eksportem
W obliczu rosnącego niedoboru filipiński rząd zdecydował się na radykalny krok. Departament rolnictwa zawiesił eksport świeżego ube oraz materiału do sadzenia, aby zabezpieczyć krajowe zapasy i umożliwić odbudowę upraw. Zakaz obejmuje zarówno bulwy przeznaczone do konsumpcji, jak i te wykorzystywane do rozmnażania i badań.
Władze tłumaczą, że chcą uniknąć sytuacji, w której inne kraje wykorzystają filipińskie odmiany do budowania własnej konkurencji na rynku.
Święte warzywo kontra sztuczne aromaty
Dla Filipińczyków ube to nie tylko modny składnik, ale również ważny element kulinarnej tożsamości. Od wieków towarzyszy świętom, rodzinnej kuchni i lokalnym tradycjom. W niektórych regionach, jak wyspa Bohol, pochrzyn był traktowany niemal jak świętość i ratował mieszkańców w trudnych czasach, na przykład podczas okupacji japońskiej.
Wzrost popularności ube za granicą cieszy filipińskich kucharzy, ale budzi też obawy. Coraz częściej na rynku pojawiają się produkty z dodatkiem sztucznego aromatu, które niewiele mają wspólnego z naturalnym pochrzynem.
Czy to tylko chwilowa moda na ube?
Obecny trend na fioletowy pochrzyn przypomina wcześniejsze światowe mody na matchę czy pistacje. Jednak w przypadku ube, długi czas uprawy i wymagające warunki sprawiają, że filipińscy rolnicy muszą ryzykować, inwestując w coś, co za kilka sezonów może przestać być modne.
Kraje takie jak Chiny czy Wietnam już zwiększają własną produkcję ube, co może w przyszłości stanowić konkurencję dla Filipin.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.