Krakowska lekcja dla Lewicy. Razem, ale osobno
Dla Lewicy wynik Darii Gosek-Popiołek jest porażką, czego politycy tej formacji nie kryją. Nawet nie chodzi o to, że jeszcze na starcie kampanii były aspiracje, żeby to ona weszła do drugiej tury. Absolutnym planem minimum było to, by kandydatka Lewicy zdominowała w I turze kandydatkę Partii Razem Aleksandrę Owcę. To miało pokazać, kto dziś rozdaje karty po lewej stronie politycznej sceny.
O co była gra?
Pojedynek na lewicy był zacięty także dlatego, że Daria Gosek-Popiołek sama wywodzi się z tego ugrupowania, a Aleksandra Owca, wystawiona przez Razem, była jej współpracowniczką.
– Wynik jest daleki od naszych aspiracji i tego, o co walczyliśmy, to sygnał, żeby przyjrzeć się naszej pracy i zdecydowanie ją wzmóc, i w Krakowie, i w całej Polsce – mówi Łukasz Michnik, rzecznik Lewicy.
Żadnego z założonych na różnych etapach kampanii dwóch punktów nie udało się odhaczyć. Kandydatka Lewicy osiągnęła wynik o około 2 punkty procentowe niższy niż Aleksandra Owca. "Na pewno liczyliśmy na dużo lepszy wynik naszej posłanki. Nie ma co pudrować rzeczywistości" – przyznał na X poseł Lewicy Tomasz Trela. Na formację posypały się gromy w mediach społecznościowych. Odpór próbuje im dawać szefowa klubu Lewicy Anna Maria Żukowska. "Daliśmy jej cały aparat organizacyjno-finansowy, zebraliśmy podpisy, zrobiliśmy kampanię w internecie, wspieraliśmy osobiście na miejscu. Co jeszcze mielibyśmy zrobić?" – rozkłada ręce na X posłanka Żukowska.
Zdaniem Jarosława Flisa, socjologa polityki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, źródeł porażki można szukać w tym, że Aleksandra Owca jest krakowską radną, a Daria Gosek-Popiołek nie. A w wyborach samorządowych aspekt lokalny najczęściej okazuje się istotnym politycznym lewarem. – Posłowie, którzy startują w wyborach samorządowych, a nie byli wcześniej w samorządzie radnymi, wiceprezydentami itd., wypadają po prostu słabo. Przegrywają z ludźmi, którzy siedzą w samorządzie. Kraków nie jest tu wyjątkiem, wyjątkiem jest Warszawa – tłumaczył Jarosław Flis w programie "Tłit".
Teraz pora na rachunek sumienia z tego, co się stało w kampanii, chociaż nasi rozmówcy nie uważają, żeby wystawienie Gosek-Popiołek było błędem. – A kto miał być? Śmiałek (wicewojewoda małopolski), a może Maciej Gdula (obecnie poróżniony z Lewicą)? Nie było lepszego nazwiska. Ona jest posłanką stamtąd, robiła najlepszy wynik jako posłanka – zauważa rozmówca z Lewicy.
Odrzuca też tezę, że błędem był wybór kandydatki, która jeszcze niedawno była w Razem, więc przez część działaczy Nowej Lewicy w Krakowie mogła być traktowana jako kandydatka nie z ich grona. – Teza, że została sama, to błąd. Nawet jak były jakieś tarcia na dole, to miała wsparcie centralne, był tam marszałek Czarzasty – podkreśla polityk Lewicy.
Kraków a sprawa sejmowa
Dla polityków Lewicy wybory krakowskie miały istotny kontekst związany z przyszłorocznymi układankami wyborczymi. Jeden z rozmówców jeszcze przed ogłoszeniem oficjalnych wyników tłumaczył nam, że prześcignięcie Aleksandry Owcy przez Darię Gosek-Popiołek ułatwi potem rozmowy o stworzeniu wspólnego bloku lewicy na wybory parlamentarne. A raczej ułatwi Nowej Lewicy zmuszenie Partii Razem do budowy wspólnego bloku. Choć i tak politycy Lewicy nie dawali temu zbyt wielkich szans.
Finalnie okazało się jednak na odwrót, a to rodzi potencjalnie inne konsekwencje, bo przy ewentualnych dyskusjach Razem będzie mogło zawsze wyciągnąć "kartę krakowską" jako dowód, że to ono miejscami potrafi zepchnąć na drugi plan formację Włodzimierza Czarzastego.
Lider Razem nie zostawia tu złudzeń.
– Razem jest dla wyborców, którzy są rozczarowani tym rządem i chcą korekty. Oczywiście, że nie zagłosują na Brauna z Czarnkiem, bo nie mają z nimi nic wspólnego – podkreśla Adrian Zandberg.
Z Nowej Lewicy słychać:
– To na pewno dodaje skrzydeł Zandbergowi, chociaż scenariusz zjednoczenia był zamknięty już wcześniej. Na pewno jest u nas rozczarowanie tym, co robi Razem – mówi polityk Lewicy.
Pytanie, na ile krakowski wynik może się przełożyć na wyborcze relacje Lewicy i KO.
– W takiej sytuacji koledzy z KO jeszcze bardziej będą nas próbowali wpychać w wariant jednej listy Tuska, bo trudno budować odrębny blok lewicowy, gdyby Partia Razem miała iść osobno i podbierać nam głosy – przyznaje polityk Lewicy.
Także od polityków Razem można usłyszeć, że to najbardziej logiczny scenariusz, a oni sami są optymistami. Liczą nawet, że krakowskie wybory nieco zaniżyły ich wynik, bo część potencjalnych wyborców oddała głos na Łukasza Gibałę. – Największe marzenie Razem coraz bliżej, niestety – zauważa polityk Lewicy.
Ale zdaniem Jarosława Flisa żadne tego typu scenariusze nie są na ten moment oczywiste, bo po pierwsze, do wyborów parlamentarnych jeszcze rok, a po drugie, sama Partia Razem ma swoje poważne deficyty. – Partia Razem ma problem z warszawocentryzmem. W 2023 r. wprowadzili siódemkę posłów do Sejmu. Tylko dwójka nie była z Warszawy. I ta dwójka nie jest już w Partii Razem – skwitował w programie "Tłit" Jarosław Flis.
Jego zdaniem, jeśli Nowa Lewica zostanie wepchnięta w objęcia KO, wtedy szanse Partii Razem na samodzielne przekroczenie progu wyborczego "naprawdę rosną". – A jeśli Lewica siada na kolanach Tuska, to wtedy PSL może zrobić listę samodzielnie. Wtedy mamy wariant trzech list jak w 2023 r. – podkreślał Flis.
Mimo to w Lewicy wciąż liczą, że zmaterializuje się scenariusz wspólnego lewicowego bloku. – Optymalne rozwiązanie to Lewica Razem. Dla wszystkich – przekonuje rozmówca z formacji Włodzimierza Czarzastego, choć równocześnie przyznaje, że "sytuacja jest dynamiczna".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.