Czy Putinowi uda się rozbroić wschodnią flankę NATO? To dla nas kluczowe pytanie

Rosjanie chcą wykorzystać rozmowy o rozejmie na Ukrainie do tego, by rozbroić wschodnią flankę NATO, w tym Polskę. Napisał o tym brytyjski dziennik "Daily Telegraph". Czy to jest pomysł nowy? Ile w tym jest prawdy? I co to w ogóle oznacza dla Polski?
- Moskwa postrzega NATO jako organizację, która jest realnie dla niej groźna, jako organizację z dużym potencjałem, którą trzeba pokonać na drodze niewojennej.
- Niewykluczone, że Putin będzie dążył do tego, żeby również Fort Trump, czyli baza w Polsce, stała się obiektem targu w rozmowach o przyszłości Ukrainy.
- Mówienie o demilitaryzacji wschodniej flanki NATO może wskazywać również, że Putin jako kartę przetargową, jako figurę w jego rozgrywce z Trumpem, potraktuje właśnie stałą bazę amerykańską w Polsce.
Warunek rozbrojenia wschodniej flanki NATO nie jest zupełnie nowy. W zasadzie Rosja próbowała coś takiego przekazać zachodnim dyplomatom już na długo przed rozpoczęciem wojny na dużą skalę na Ukrainie. Po raz pierwszy sformułowała to na piśmie w grudniu 2021 r. podczas spotkania z Amerykanami w Genewie. Było to tak zwane memorandum wiceministra Gruszko.
Niektórzy nazywali je wtedy ultimatum rozbrojeniowym, inni – przede wszystkim sami Rosjanie – projektem nowych traktatów dotyczących bezpieczeństwa w Europie.
Były tam z punktu widzenia Polski dwa kluczowe zapisy.
Pierwszy dotyczył właśnie rozbrojenia czy też demilitaryzacji wschodniej flanki NATO, polegającej na usunięciu wszystkich oddziałów NATO – w tym amerykańskich – ze wschodniej flanki, czyli również z Polski. Drugim postulatem było zaprzestanie prób rozszerzania NATO na państwa byłego ZSRR.
Równocześnie z żądaniami demilitaryzacyjnymi Rosjanie zbroją Leningradzki Okręg Wojskowy, co ma być rękawicą rzuconą NATO, pokazaniem pewnych intencji ze strony Moskwy.
Oprócz tego Rosjanie instalują głowice nuklearne na Białorusi, zacieśniają współpracę wojskową z Białorusią, rozmieszczają wojska w Arktyce po tym, jak NATO rozszerzyło się o Szwecję i Finlandię.
To wszystko pokazuje, że Moskwa postrzega NATO jako organizację, która jest realnie dla niej groźna, jako organizację z dużym potencjałem, którą trzeba pokonać na drodze niewojennej, na drodze poniżej progu wojny w ramach prowadzenia dywersji albo w ramach prowadzenia negocjacji, które zmuszą NATO, europejską część NATO, do kapitulacji i do wycofania sił amerykańskich i natowskich ze wschodniej flanki.
Rosjanie, spinując swoje artykuły również do znakomitych tytułów w Europie Zachodniej, próbują przekonać, że to Ukraina blokuje rozmowy zmierzające do zakończenia wojny. Miano jej to zaproponować już w marcu 2022 r. i latem 2023 r., czyli tuż przed ofensywą ukraińską. To wszystko jest oczywiście mocno zmanipulowane.
W ostatnich tygodniach, co najpewniej będzie trwało do momentu wyborów połówkowych w Stanach Zjednoczonych, możemy obserwować jakąś próbę wykazania, że Rosja nie jest państwem agresywnym, że nie prowadzi podpaleń, nie prowadzi ataków w Europie Zachodniej. Pytaniem otwartym pozostaje to, co się będzie działo po wyborach w Stanach Zjednoczonych po tym momencie, w którym Trump najprawdopodobniej straci zainteresowanie budowaniem negocjacji wokół Ukrainy.
Czy Rosja nie wróci wówczas do osłabiania Europy, czy nie wróci do tego, żeby Europę atakować i osłabiać jej wolę we współpracy z Ukrainą? To rzeczywiście poważny dylemat. Politycy europejscy od wielu tygodni formułowali pogląd o tym, że za chwilę dojdzie do gwałtownego zaostrzenia w relacjach z Rosją, że Rosja będzie prowadziła zaawansowane i bardzo intensywne działania dywersyjne, sabotażowe przeciwko Europie.
To wszystko, co robi w tej chwili Rosja, ma tak naprawdę mocno zdezorientować przede wszystkim partnerów europejskich. Ma doprowadzić do tego, że Europa zostanie skompromitowana wizerunkowo w oczach Stanów Zjednoczonych i dojdzie do podziałów w Europie Zachodniej.
Myślę, że na to wszystko obliczone są działania Putina, które są realizowane obecnie. Na to jest również obliczona polityka szarmu wobec Donalda Trumpa. Niewykluczone, że Putin będzie dążył do tego, żeby również Fort Trump, czyli baza w Polsce, stała się obiektem targu w rozmowach o przyszłości Ukrainy.
Niewykluczone, że mówienie o demilitaryzacji wschodniej flanki NATO jest zapowiedzią tego, że Putin jako kartę przetargową, jako figurę w jego rozgrywce z Trumpem potraktuje właśnie stałą bazę amerykańską w Polsce.
I z tego właśnie powodu to wszystko, co dzieje się wokół demilitaryzacji wschodniej flanki NATO, jest o wiele ważniejsze z naszego punktu widzenia niż bombardowania Kijowa. Jest to również o wiele ważniejsze niż to, czy Ukraińcy przetrwają zimę, w jakim stanie będą negocjować z Rosjanami. Z naszego punktu widzenia, w całym procesie negocjacyjnym, całej grze pomiędzy Rosją, Stanami Zjednoczonymi a zachodnią Europą, kluczowe jest to, czy Putinowi uda się rozbroić wschodnią flankę NATO.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.