Oczy wszystkich zwrócone na Izrael. Ważą się losy Netanjahu
- W Izraelu odbywają się wybory parlamentarne. Pierwsze od ataku Hamasu z października 2023 r., w którym zginęło ok. 1200 osób.
- Największe szanse na zwycięstwo mają Likud urzędującego premiera Benjamina Netanjahu oraz Yashar!, na którego czele stoi emerytowany generał Gadi Eisenkot.
- Przedwyborcze sondaże nie wskazują zdecydowanego zwycięzcy. Żadna z partii nie będzie jednak w stanie zdobyć samodzielnej większości w 120-osobowym Knesecie. Do tego potrzebne będzie stworzenie koalicji.
- Dla Benjamina Netanjahu utrata władzy może skutkować jego rozliczeniem – premierowi postawiono zarzuty korupcyjne, a Międzynarodowy Trybunał Karny wydał wobec niego nakaz aresztowania za zbrodnie wojenne.
Sytuacja w Izraelu jest skomplikowana. Na tyle, że nie ma jednego zdecydowanego faworyta wyborów. Żadna z dwóch głównych partii i jej liderzy nie mogą być pewni wyniku wyborczego. Ale dla urzędującego premiera, Benjamina Netanjahu, przegrana mogłaby być katastrofą.
Nad urzędującym szefem rządu wiszą nie tylko zarzuty korupcyjne (usłyszał je w 2019 r.), ale przede wszystkim rozliczenia za dramatyczny atak Hamasu na kraj. Przypomnijmy: 7 października 2023 r. Hamas zaatakował na południu Izraela. Mnożą się doniesienia, że Netanjahu wiedział o przygotowywanym przez Hamas ataku. Mimo to w wyniku zamachu zginęło ok. 1200 osób, a niemal ćwierć tysiąca terroryści uprowadzili.
Jak mówi Wirtualnej Polsce Jarosław Kociszewski, dziennikarz i autor bloga Dzieje Się Na Bliskim Wschodzie, rozliczenie za to jest jednym z głównych (ale nie najważniejszym) punktów kampanii wyborczej, a blok zmian zapowiada powołanie państwowej komisji śledczej, która mogłaby rozliczyć Netanjahu.
Netanjahu ma się z czego tłumaczyć, ale może utrzymać władzę
– A on ma z czego się tłumaczyć. Niewątpliwie ponosi on odpowiedzialność za to, że w czasie jego rządów Izrael poniósł 7 października największą klęskę w historii. Były też zapowiedzi powrotu do wątków korupcyjnych, ale to mogłoby zostać faktycznie rozliczone tylko w jednym wariancie, bez przedstawicieli partii Likud w rządzie – mówi Kociszewski.
Nawet bez samego Netanjahu ludzie z Likudu będą lojalni wobec niego. Jak twierdzi, Likud nawet bez samego wieloletniego premiera u steru nie będzie rzucał mu się do gardła.
Jak mówi Kociszewski, sondaże pokazują, że około 70 proc. obywateli Izraela nie chce Netanjahu jako premiera. Ale w obecnym systemie politycznym i w realiach politycznych Izraela duży elektorat negatywny wcale nie oznacza, że Netanjahu utraci władzę. Nawet przegranie dzisiejszych wyborów bez możliwości utworzenia rządu przez kogokolwiek innego oznacza, że pozostanie on u władzy.
Scenariuszy wyborczych jest kilka
Kociszewski wskazuje, że izraelska polityka jest na tyle złożona, że bitwa będzie się toczyła o każdy głos i pojedyncze mandaty w liczącym 120 osób Knesecie. A scenariuszy wyborczych jest kilka.
– Najbardziej prawdopodobne w mojej ocenie jest to, że żaden blok nie będzie w stanie utworzyć rządu. Czyli Gadi Eisenkot i blok zmiany wygrają, ale niewystarczająco i będą potrzebować partii arabskich, żeby uzyskać wotum zaufania – wskazuje Jarosław Kociszewski.
Nie będą jednak w stanie tego zrobić, bo prędzej się rozsypią niż dojdą do porozumienia z partiami arabskimi – tłumaczy ekspert. Wtedy obecny rząd pozostaje u władzy przez sześć miesięcy do kolejnych wyborów. To najbardziej realistyczny scenariusz.
Jeżeli jednak Netanjahu nie przegra wysoko, może próbować podkupić część bloku zmiany, czyli przede wszystkim Naftalego Beneta z jego parlamentarzystami. I jeśli się to uda, to urzędujący premier może stworzyć dosyć stabilny, prawicowy rząd.
"Jazda bez trzymanki"
Największe zmiany oznaczałby wariant najbardziej umiarkowany, czyli z poparciem partii arabskich. Im bardziej prawicowy będzie nowy rząd, tym większa będzie, w ocenie eksperta, jego niestabilność.
– To oznacza wybory za 6 miesięcy i jazdę bez trzymanki: próbę zapanowania nad Zachodnim Brzegiem, może czystkę etniczną w Strefie Gazy, możliwe wznowienie wojny z proirańskim Hezbollahem – ocenia Kociszewski.
Z kolei rząd "z drugiego bieguna", wsparty przez partie arabskie, oznaczać będzie constans w wojnie z Libanem, brak zmian w kwestii okupacji południowej Syrii i obecnej sytuacji w Strefie Gazy. Ale także próbę – co Kociszewski mocno podkreśla – zapanowania nad żydowskim terrorem na Zachodnim Brzegu Jordanu oraz brak nacisków na wojnę z Iranem.
Ale – jak dodaje – społeczeństwo izraelskie popiera dalsze siłowe relacje z Iranem, więc bardzo wiele zależy od tego, jak rozłożą się głosy. – To naprawdę może zależeć od pojedynczych mandatów – mówi dziennikarz.
Wojnarowicz: Nie odpuszczą z dnia na dzień
Rewolucji w wypadku wygranej opozycji nie spodziewa się także analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, Michał Wojnarowicz. Mówi on Wirtualnej Polsce, że opozycja idzie do wyborów pod hasłami wzmocnienia instytucji państwowych i cofnięcia nieliberalnych reform, które próbował wdrażać Netanjahu.
– Nie spodziewam się z kolei żadnych zmian, jeśli chodzi o kwestie zewnętrzne, albo będą one raczej bardzo powolne. Większość opozycji zgadza się, że trzeba walczyć z Hamasem, z Hezbollahem, z Iranem; że ten stan posiadania izraelskiej armii, czyli kontrola nad południowym Libanem czy południową Syrią lub w strefie Gazy, nie zostanie odpuszczony z dnia na dzień – mówi Wojnarowicz.
Wskazuje przy tym, że może zostać powstrzymana fala przemocy wobec Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu, ale nie zostaną powstrzymane rozbudowy izraelskich osiedli. Ewentualni nowi rządzący Izraelem nie odpuszczą jednak tematu walki z Palestyńczykami, ponieważ byłby to dla Netanjahu idealny pretekst do bicia w nowy rząd. Wskazuje przy tym, że może zapanować "lepszy klimat" do rozmów z władzami Syrii.
Podobnie jak Kociszewski, Wojnarowicz ocenia, że żadna z obu głównych partii nie ma możliwości zdobycia większości, czyli 60 głosów + 1, dających przewagę. Opozycja może być w tym aspekcie zależna od partii arabskich, co dla niektórych polityków izraelskich może być, jak mówi analityk, nie do przełknięcia.
Jeśli jednak alternatywą będzie dalsze trwanie Netanjahu, który może wzmacniać swoją pozycję, to jest to coś, co w opinii Wojnarowicza może skłonić liderów opozycji do większej elastyczności. Wojnarowicz stawia także pytanie o to, jak ewentualny nowy rząd będzie się dogadywał z Donaldem Trumpem, który miał duże plany wobec Strefy Gazy.
Ocenia też, że potencjalna zmiana rządu może ułatwić rozmowy z Izraelem niektórym partnerom, np. europejskim, ponieważ Netanjahu ma wizerunek zbrodniarza wojennego, osoby ściganej przez Międzynarodowy Trybunał Karny. Ale, jak mówi, obecna opozycja niekoniecznie zamierza bić się w pierś za działania związane z tym, co dzieje się dookoła Strefy Gazy.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.