Czy Komisja Europejska pozwoli na reformę podatkową? Znamy odpowiedź
W środę premier Donald Tusk i minister finansów Andrzej Domański zaprezentowali założenia szykowanej reformy podatkowej. Obejmuje ona zarówno korzystne dla 3,5 mln podatników zmiany w PIT (podwyższenie progu, wprowadzenie nowej, "przejściowej" stawki 24 proc.), jak i niekorzystne zmiany dla ryczałtowców, dużych płatników CIT i najbogatszych, uiszczających daninę solidarnościową.
Na reformę zdecydowano się, mimo trudnej sytuacji w finansach publicznych, bo deficyt całego sektora finansów publicznych sięgnął niemal 7 proc. PKB, co jest jednym z najwyższych poziomów od dwóch dekad. Mimo to rząd podkreśla, że reforma została tak skonstruowana, że finalnie się ona bilansuje, a wręcz może się okazać, że pojawi się jakaś "górka", np. w przypadku NFZ.
Co zadeklarowaliśmy Unii
Podnoszone są jednak wątpliwości, czy rząd może sobie pozwolić na taką reformę w świetle zobowiązań, na jakie umówił się z Komisją Europejską po tym, jak zostaliśmy objęci procedurą nadmiernego deficytu.
Po pierwsze, aktualny plan schodzenia z deficytu znacząco odbiega od tego, co było planowane jeszcze jesienią 2024 r., gdy KE wstępnie akceptowała polski plan w tym zakresie. Zakładał on, że w kolejnych latach deficyt ma spadać: do 5,5 proc. w 2025 r. i potem odpowiednio co rok: 4,5 proc., 3,7 proc. i 2,9 proc. w roku 2028, a więc już w nowej kadencji parlamentu.
Po drugie, w "Średniookresowym planie budżetowo-strukturalnym na lata 2025-2028" literalnie zobowiązaliśmy się Komisji do "utrzymania progów PIT i kwoty wolnej od podatku przy nominalnych wzrostach wynagrodzeń i emerytur: 0,3 proc. PKB". Ku niezadowoleniu podatników, część tej obietnicy udało się spełnić - Donald Tusk jasno dał wczoraj do zrozumienia, że przez najbliższe dwa lata nie ma szans na podwyższenie kwoty wolnej od podatku z uwagi na rekordowo wysokie wydatki na zbrojenia.
Zdecydowano się jednak ruszyć kwestię progu podatkowego - zamiast kwoty 120 tys. zł rocznych przychodów (poniżej której płaci się 12 proc. PIT, a powyżej - 32 proc.), wprowadzone będą nowe progi. I tak do 130 tys. zł PIT wyniesie 12 proc., pomiędzy 130 tys. a 150 tys. zł będzie to 24 proc., a powyżej 150 tys. będzie to 32 proc. Jednocześnie mamy podwyższenie CIT dla dużych firm z 19 do 22 proc., obniżenie limitu dla rozliczenia ryczałtowego (powrót z 2 mln euro do 250 tys. euro) i podwyższenie daniny solidarnościowej dla najbogatszych podatników z 4 do 5 proc.
KE daje zgodę. Ale stawia warunek
Chwilę przed przedstawieniem założeń reformy minister Andrzej Domański na spotkaniu z dziennikarzami zapewniał, że "wszystkie nasze potencjalne zmiany muszą być oczywiście zgodne z naszymi zobowiązaniami i takie też będą".
- Mamy komisarzy unijnych odpowiedzialnych za deficyt, innych - za rozwój rynków kapitałowych. Równie dobrze inne decyzje inwestycyjne mogłyby być krytykowane, a nie są - podkreślał wówczas minister finansów.
Także na wczorajszej konferencji, na której prezentował wspólnie z premierem założenia reformy podatkowej, Andrzej Domański uspokajał: - Jesteśmy w dialogu z KE, prowadzimy odpowiedzialną politykę fiskalną - stwierdził minister.
Jeszcze przed ogłoszeniem wczorajszych szczegółów reformy, ale wiedząc, że reforma - z jej wejściem w życie już w 2027 r. - jest planowana, zapytaliśmy Komisję Europejską, czy da na nią zielone światło.
W odpowiedzi służby prasowe KE przypominają, że w "Średnioterminowym planie budżetowo-strukturalnym" (MTP), zatwierdzonym przez Radę 21 stycznia 2025 r., oraz w ścieżce korekty w ramach procedury nadmiernego deficytu (EDP) Polska zobowiązała się do "ograniczenia nominalnego tempa wzrostu wydatków netto w latach 2025-2028 w celu obniżenia deficytu poniżej 3 proc. PKB oraz skierowania relacji długu do PKB na ścieżkę spadkową do 2028 r.".
- Strategia fiskalna przedstawiona w MTP ma charakter orientacyjny (indykatywny). Doprecyzowanie środków polityki gospodarczej ma nastąpić w ramach odpowiednich corocznych ustaw budżetowych. W konsekwencji zobowiązania rządu polskiego wynikające z MTP nie wykluczają żadnych działań w zakresie polityki podatkowej, o ile Polska przestrzega ścieżki wzrostu wydatków netto zatwierdzonej przez Radę - wynika z przesłanej nam odpowiedzi Komisji.
W skrócie można więc założyć, że KE daje warunkowe zielone światło na reformę, o ile trzymamy się obranej ścieżki. Formalnie ścieżka dojścia do deficytu poniżej 3 proc. PKB do 2028 r. pozostaje niezmieniona, ale jej egzekwowanie odbywa się przez pryzmat wydatków netto (a nie wprost deficytu nominalnego), z dodatkową "poduszką" na wydatki obronne. To tłumaczy, dlaczego mimo że faktyczny deficyt w kolejnych latach (2025-2026) znacznie odjechał od tej ścieżki (7,3 proc. PKB w 2025 r. wobec planowanych 5,5-6,3 proc.), Polska formalnie nie została "ukarana" zaostrzeniem procedury nadmiernego deficytu, bo KE ocenia zgodność z tempem wzrostu wydatków, nie z samym poziomem deficytu.
- To, co reguluje KE, to ścieżka wydatkowa i tego dotyczy zobowiązanie. Polski rząd mógłby więc zmienić wszystko w systemie podatkowym, gdyby chciał, ale musiałby zagwarantować, że netto nie naruszy to tej ścieżki. W ramach procedury nadmiernego deficytu nikt jeszcze nigdy nie został ukarany za złamanie tego, do czego się zobowiązał, czego przykładem obecnie jest Francja - mówi Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.
Reforma neutralna czy in plus?
Głównym argumentem dla Brukseli może więc być to, że - przynajmniej według deklaracji rządzących - reforma będzie neutralna dla budżetu. Choć wokół tego są wątpliwości. - Według deklaracji rządu ta zmiana nie powiększa deficytu, więc ze strony Brukseli pewnie nie będzie sprzeciwu. Z samego wzrostu stawki CIT o 3 pkt. proc. dla prawie pięciu tysięcy dużych firm to będzie 8,7 mld zł, licząc według danych za 2024 r. Jak doliczymy jeszcze zmiany w ryczałcie i daninie solidarnościowej, to pytanie, czy nie okaże się, że zmiana jest nie tyle neutralna dla budżetu, co in plus - zastanawia się Zbigniew Kuźmiuk z PiS. Mimo to, zdaniem polityka, to "potężne uderzenie w gospodarkę". - Jeśli na 4 miesiące przed końcem roku ogłasza się taką niekorzystną dla przedsiębiorców zmianę w podatkach, jest to niebywały skandal.
Piotr Arak jeszcze nie przesądza, czy reforma będzie finalnie korzystna dla budżetu. - To duży optymizm. Nie mamy jeszcze założeń, więc trudno dokładnie oszacować efekty reformy. To może policzyć tylko resort finansów. Nie wiadomo, jak wyglądać będzie interakcja między uiszczającymi daninę oraz ryczałtowcami przechodzącymi na liniówkę czy skalę oraz jak zachowają się duzi płatnicy CIT, którzy w ramach optymalizacji mogą zmienić rezydencję podatkową - mówi ekonomista.
Inny rozmówca z dużego banku, zastrzegający anonimowość, mówi podobnie. - Jak CIT jest odcięty na konkretnej kwocie, w tym przypadku na 50 mln euro rocznych przychodów, to zazwyczaj nagle przyrasta liczba płatników mieszczących się w granicach tej kwoty, czyli np. 49,5 mln euro. Moim zdaniem ta reforma raczej się zbilansuje, ale nie zakładałbym, że będzie in plus - ocenia.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.