Drugie kuszenie Szymona Hołowni. W rządzie może go czekać pasmo upokorzeń

Premier Donald Tusk, dementując spekulacje o tym, że miałoby dojść do rekonstrukcji rządu, w pełni pozwolił nam zastosować znaną zasadę rosyjskiego polityka i dyplomaty sprzed półtora wieku, księcia Gorczakowa, który miał powiedzieć, że "nie wierzy w niezdementowane informacje". Szef rządu, odnosząc się do plotek, wyjaśnił, że nie przewiduje rekonstrukcji rządu… w sierpniu.
Do końca miesiąca pozostały niespełna dwa tygodnie, a to, czy do rekonstrukcji dojdzie we wrześniu, jest niewiadomą także zapewne dla większości rządu. I zapewne o to chodzi. Za sprawą tego precyzyjnego uściślenia nad gabinetem i trudną momentami do rozszyfrowania pajęczyną konfliktów wśród koalicjantów i generalnie w obozie władzy zawisł cień zmian.
Najciekawszą z nich miałby oczywiście być powrót do głównego nurtu Szymona Hołowni, polityka przez dużą część elektoratu i aparatu władzy traktowanego jako renegat za sprawą zeszłorocznej odmowy wzięcia udziału w procesie podważania wyniku wyborów prezydenckich.
Szymon Hołownia w rządzie? Po nazwiskach
Jak się okazuje, przynajmniej w obszarze deklaracji, powrót Hołowni ma potężne poparcie. Za pomysłem opowiedzieli się m.in. Tomasz Siemoniak, Piotr Zgorzelski i Paulina Hennig-Kloska. Siemoniak twierdził w rozmowie z Polsatem, że wcześniej sam namawiał byłego dziennikarza do wejścia do rządu, a Włodzimierz Czarzasty twierdzi, że "oferta leży na stole od 2,5 roku".
Przeciwko jest w oczywisty sposób Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Docenić należy, że obecna liderka Polski 2050 przynajmniej się nie kryguje. To ona przejęła partię, czy raczej jej pozostałości, na początku roku, po ustąpieniu Hołowni, a symbolem mało serdecznych relacji były słowa z marca: "twoje nazwisko jest już tylko twoje". Padły one w momencie czyszczenia Szymona Hołowni nie tylko z przywództwa, ale i z nazwy partii. Styl, w jakim minister funduszy i polityki regionalnej to przeprowadziła, pokazuje, że raczej nie ma ona problemu z robieniem sobie wrogów ani przesadnej skłonności do "rozmasowywania" sytuacji konfliktowych. Jeszcze bardziej dowiodła tego przed rokiem, gdy wybuchła afera KPO, a Donald Tusk i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w świetle kamer przerzucali się odpowiedzialnością.
Według doniesień Polsat News Hołownia nie ma już mieć proponowanej funkcji ministra kultury w miejsce niezbyt wysoko ocenianej przez Tuska Marty Cienkowskiej, a oczywiście zastąpić wiadomo kogo w rządzie.
Lot Marcinkiewicza?
Po co byłoby to Donaldowi Tuskowi? To dość oczywiste. Kuszenie Hołowni i straszenie nim osłabia krnąbrną minister, otwarcie - choć trochę na wyrost - deklarującą, że ma "zdolności koalicyjne".
Szymon Hołownia nie jest dziś politykiem popularnym. Właściwie obok Kazimierza Marcinkiewicza stanowi jeden z najbardziej spektakularnych przykładów szybkiego lotu z wyżyn popularności na sam dół rankingu. Ale jako znany jednak polityk i centrowa twarz koalicji mógłby spalić sobie mosty i zatrzymać garstkę elektoratu przed przejściem w kierunku choćby formacji Mateusza Morawieckiego.
Co więcej, Hołownia jest głównym źródłem spekulacji o tym, że w Polsce w czerwcu 2025 roku rozważano, czy nawet planowano, zamach stanu mający nie dopuścić do prezydentury Karola Nawrockiego. Jeśli wejdzie w strukturę władzy jako minister, czy tym bardziej wicepremier, to tym bardziej podważy wiarygodność tej interpretacji.
A dalsza awantura w niedobitkach, które pozostały po Polsce 2050, pozwoli Donaldowi Tuskowi przejąć resztki aparatu i oczywiście elektoratu.
Tak więc Hołownia może być przydatny w rządzie, ale też wypuszczanie plotek o tym, że miałby w nim być, również odgrywa istotną rolę polityczną.
Żegnaj, socjotechniko
Trudniej odpowiedzieć za to na pytanie: po co byłoby to Szymonowi Hołowni. Zapowiadał wycofanie się z polityki i faktycznie sprawia wrażenie człowieka obdarzonego energią pozwalającą realizować się i na jakimś innym polu. Nie będzie już ważnym liderem politycznym. W rządzie nie odzyska popularności. Jego międzynarodowe plany kariery w ONZ okazały się, a dla bardziej doświadczonych obserwatorów od razu były, mrzonkami.
Jego pozycja, sytuacja, komfort nie będą nawet cieniem gwiazdorstwa sprzed dwóch i pół roku. Kiedyś obrady prowadzone przez niego pokazywano w kinie i dzieciom w szkołach, a celebryci rozpływali się nad geniuszem marszałka po każdym jego słowie i geście. Dziś żadna socjotechnika już nie pomoże, tym bardziej że nie będzie na nią środków. Hołownię w rządzie czekać może za to kolejne pasmo upokorzeń.
Być może i dla niego więc najlepiej, by był ministrem czy wicepremierem potencjalnym, hipotetycznym. Zawsze wtedy jest w grze. Ma potencjał, mówi się o nim, funkcjonuje na giełdzie nazwisk. Czy nadal chce? Polityka i walka o władzę to silna używka, mocno uzależniająca, a były marszałek Sejmu przyjął do tej pory solidne dawki.
"Polityczny WF": Nawrocki nadpremierem? Może rozgrywać na prawicy INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.