Zaorał świeży asfalt i trafił do aresztu. Obrońca rolnika zabrał głos

60-letni rolnik Józef M. został zwolniony z tymczasowego aresztu po tym, gdy zaorał nową nawierzchnię asfaltową na ul. Rybackiej w Gliwicach.
Adwokat rolnika twierdzi, że sprawa własności gruntu jest niejednoznaczna i wymaga analizy dokumentów z przeszłości.
Przedstawiciele miasta Gliwice utrzymują, że droga należy do samorządu, a naprawa jezdni została wstrzymana do czasu zakończenia czynności procesowych.
Sprawa Józefa M., 60-letniego rolnika spod Gliwic, od dwóch tygodni wywołuje zainteresowanie opinii publicznej. Przypomnijmy, że mężczyzna wjechał ciągnikiem na ul. Rybacką i zaorał świeżo położoną nawierzchnię.
Twierdził, że droga znajduje się na należącym do niego gruncie. Początkowo trafił do tymczasowego aresztu, jednak po tygodniu został zwolniony. Teraz jego obrońca przekonuje, że kluczowe może okazać się ustalenie, w jaki sposób sporne działki stały się własnością miasta.
Rolnik zaorał drogę i trafił do aresztu. Adwokat zabrał głos
Areszt wobec Józefa M. został uchylony w piętek. Rolnik wyszedł na wolność po wpłaceniu poręczenia majątkowego. Prokuratura zmieniła także zarzut po ustaleniu, że zakres zniszczeń nie był tak rozległy, jak początkowo przypuszczano. Mężczyzna pozostaje pod dozorem.
Jego nowym obrońcą jest mec. Adam Szewc z Gliwic, którego ustanowiła rodzina rolnika. W rozmowie z "Faktem" adwokat przekazał, że jego klient był przekonany, iż nie powinien trafić do aresztu.
- Mój klient cieszył się, gdy opuścił areszt. Uważamy, że był to środek niesłusznie zastosowany i że powinien być na wolności do wyjaśnienia tej sprawy - mówił mec. Adam Szewc.
Po wyjściu z celi Józef M. wrócił do domu. Sam nie chce jednak publicznie komentować sprawy. Jak tłumaczy jego pełnomocnik, rolnik jest bardzo nieufny i ostrożnie podchodzi do kontaktów z mediami. - Najpierw trzeba zdobyć jego zaufanie. - Jemu teraz trudno jest zaufać komukolwiek - przyznał adwokat.
Gliwice. Rolnik zaorał asfalt. Spór o drogę sprzed lat
Najważniejsze pytanie w sprawie dotyczy tego, czy teren, na którym znajduje się sporna droga, rzeczywiście został prawidłowo przejęty przez miasto. Obrońca Józefa M. podkreśla, że na tym etapie nie można jeszcze przesądzić tej kwestii.
- Za wcześnie, by to jednoznacznie stwierdzić. Dopiero analizujemy dokumenty. Trzeba sprawdzić, w jaki sposób własność przeszła na rzecz miasta i czy odbyło się to prawidłowo - powiedział "Faktowi" mec. Szewc.
Adwokat zaznacza jednocześnie, że księgi wieczyste wskazują obecnie samorząd jako właściciela spornych działek. Nie oznacza to jednak, jego zdaniem, zakończenia analizy.
- Nikt nie kwestionuje tego, co jest wpisane w księdze wieczystej. Kwestionowany jest raczej sposób uzyskania tej własności - tłumaczy obrońca.
Według pełnomocnika rolnik przez lata próbował zainteresować różne instytucje swoją sytuacją. Miał składać wnioski, odwołania i petycje dotyczące spornej ziemi. W jego ocenie nie doczekał się jednak odpowiedniej reakcji.
- Odnoszę wrażenie, że pomimo tych próśb, petycji, wniosków i odwołań nigdy nie był wysłuchany - przekazał mec. Szewc.
Obrońca nie wyklucza, że w toku analizy sprawy konieczne będzie sięgnięcie do bardzo starych dokumentów. Chodzi nawet o materiały z okresu transformacji własnościowych sprzed kilkudziesięciu lat. - Być może trzeba będzie wrócić do dokumentów z lat 70. czy 80., kiedy dochodziło do różnych przekształceń własnościowych. W tej sprawie jest bardzo dużo historycznych dokumentów do przeanalizowania - zaznaczył adwokat.
Miasto podtrzymuje swoje stanowisko. Droga wciąż czeka na naprawę
Gliwicki samorząd przedstawia jednak inną wersję historii dotyczącej własności terenu. Jak przekazał "Faktowi" Artur Kruczek, zastępca dyrektora Zarządu Dróg Miejskich w Gliwicach, sprawa sięga 2001 roku.
- Sprawa sięga 2001 r. Wtedy, 25 lat temu, na podstawie ówczesnych przepisów miasto nabyło działki wzdłuż ul. Rybackiej po to, żeby poszerzyć pas drogowy. Odbyło się to na wniosek samego rolnika, który dokonał w ubiegłym tygodniu zniszczenia asfaltu - przekazał przedstawiciel ZDM.
Miasto nadal stoi na stanowisku, że droga należy do samorządu. Mariusz Kopeć, rzecznik Urzędu Miejskiego w Gliwicach, poinformował, że nawierzchnia pozostaje w stanie, w jakim znalazła się po przejeździe ciągnika z pługiem.
- Dalej stoimy na stanowisku, że droga należy do miasta - powiedział.
W ubiegły czwartek zniszczoną drogę oglądał ubezpieczyciel. Naprawa została jednak wstrzymana do czasu zakończenia czynności procesowych prowadzonych przez organy ścigania. - W ubiegły czwartek ubezpieczyciel dokonał oględzin zniszczonej drogi. Będzie zrobiona po zakończeniu czynności procesowych organów ścigania - dodał Mariusz Kopeć.
W całej historii pojawił się także wątek psa, należącego do Józefa M. Po zatrzymaniu rolnika jego suczka Diana trafiła do Schroniska dla Zwierząt w Gliwicach. Zwierzę przebywało tam od 11 do 15 sierpnia.
- Diana przebywała u nas od 11 do 15 sierpnia. Pan Józef odebrał ją osobiście w ub. sobotę. Suczka bardzo się ucieszyła na jego widok - powiedziała "Faktowi" Barbara Malinowska, kierownik gliwickiego schroniska.
"Polityczny WF": Pół godziny, by oddać butelki. Jak działa system kaucyjny? INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.