Skoro nie będzie spełnienia obietnic, to w 2027 czeka nas starcie totalne

Afera Zondacrypto rozkręca się i uderza w prawicę, ale fantazja władzy o tym, że to trwale osłabi opozycję, jest wyrazem naiwności. Działania prokuratury i zeznania szefa upadłej giełdy mogą wprawdzie doprowadzić do kłopotów politycznych, mogą tymczasowo osłabić skłócone partie, mogą nawet obnażyć bezmiar chciwości, ale raczej nie będą mieć mocy rozstrzygającej.
Zondacrypto. "My" i "oni" w wersji ekstremalnej
Ostatnia afera, która komuś zaszkodziła, dotyczyła nagranych nielegalnie zakrapianych pogaduszek przy ośmiorniczkach. Biesiadowaniu posła PiS przy wołowym antrykocie i bajecznie drogiemu zegarkowi prezesa PKOl nie towarzyszy jednak powszechny - jak kiedyś - szum moralnego oburzenia mediów.
Nastały czasy postępującej obojętności obywatelskiej, z czego chętnie korzystają politycy, ponieważ nie muszą już nadmiernie przejmować się odpowiedzialnością za czyny i słowa. Łatwiej przychodzi wszystkim wciskanie kitu.
Donald Tusk nie zamierza jednak sprawy Zondacrypto odpuszczać i z pewnością uczyni z niej - obok manewru z Maciejem Berkiem delegowanym do Trybunału Konstytucyjnego - jeden z głównych motorów turbopolaryzacji, którą szykuje na rok przedwyborczy.
To będzie "my" kontra "oni" w wersji ekstremalnej.
Skoro z powodu wielkiej dziury budżetowej nie da się podnieść kwoty wolnej; skoro ściganie się na dary społeczne z niespełnialnymi obietnicami opozycji byłoby nieodpowiedzialne; skoro nie da się (albo nie chce się) dokonać rewolucji personalnej i programowej; skoro można oferować tylko ostrożne i racjonalne zmiany podatkowe - jedynym sposobem na realne robienie polityki będzie starcie totalne z prawicą, w tym z prezydentem Karolem Nawrockim.
To, co dziś wygląda na bardzo ostry spór, zostanie wzmocnione, a to, co jawi się jako zwykły pat, stanie się osią politycznej wojny na śmierć i życie. To będzie "my" kontra "oni" w wersji ekstremalnej, co zresztą szef rządu zasygnalizował w swoim wystąpieniu podczas Campusu Rafała Trzaskowskiego.
Aby zatrzymać marsz populistycznej prawicy do władzy, premier chce rozhuśtać emocje. Zwłaszcza że nie wiadomo, co przyniesie zima i jak bardzo wzrosną ceny paliw i energii.
Wybory 2027. Heavymetalowe PSL?
W takim planie na ostatni rok przed wyborami parlamentarnymi nie ma miejsca na pięknoduchów, depolaryzatorów oraz - jak to ujmują co bardziej krewcy komentatorzy - "demokrację jęczącą". Trzeba się bić o Polskę, a nie szukać dziury w całym.
Tyle że takie ułożenie spraw trafi do najtwardszego elektoratu, więc w obozie władzy zaczął kiełkować pomysł, by finalnie doprowadzić do wystawienia jednej listy, która przyciągnie niezdecydowanych, rozczarowanych i "jęczących".
To oczywiście mrzonki. Podobne do tych, które każą wierzyć, że kryptowaluty rozsadzą prawicowe plany na przejęcie władzy. Tworzenie wspólnej listy poróżnionych ugrupowań może mieć sens tylko wówczas, gdy wśród zainteresowanych panuje konsensus i obietnica zachowania odrębności.
A dziś tylko Nowa Lewica mogłaby przetrwać taki eksperyment bez utraty tożsamości. Konserwatywne Polskie Stronnictwo Ludowe ze swoją agendą zgody i poszukiwania kompromisów skończyłoby jak romantyczny muzyk popowy zaproszony do gry w heavymetalowej kapeli. Czyli zostałoby zagłuszone i wchłonięte.
Większość sondaży od długiego czasu pokazuje, że prawica - skłócona lub pogodzona - może przejąć władzę, jeśli tylko dopuściłaby Grzegorza Brauna do rządzenia. Jak twierdzą doświadczeni politycy, obalenie Tuska kosztem połkniętego języka, estetyki i etyki to będzie bułka z masłem. Nikt się nie zawaha, a jeśli się zawaha, to na krótko.
Czarny sen
Dla obozu rządzącego kwestią kluczową nie jest więc mityczna jedna lista, lecz potencjalne powstanie jakiejś nowej "trzeciej drogi" z centralnym udziałem ugrupowania Władysława Kosiniaka-Kamysza, być może jakiejś nowej rozpoznawalnej twarzy i resztek po formacji Szymona Hołowni (który - jeśli uda mu się przejąć klub parlamentarny Polski 2050 - wróci do rządu i dużej polityki).
Tylko taka konfiguracja - KO z lewicą razem lub osobno oraz centrowa oferta dla nieradykalnych "normalsów" - może przy aktualnych sondażach stwarzać szanse na utrzymanie władzy po 2027 roku. No, chyba że spełni się czarny sen i rosyjski dyktator zechce naprawdę przetestować spójność NATO. Wtedy polskie karty będą rozdawane na nowo.
"Polityczny WF": Gorący czas w koalicji. Czy szykuje się przewrót? INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.