3,5 tys. km zasięgu. Problem, z którym Rosja sobie nie radzi
Ukraińskie Siły Operacji Specjalnych (SSO) poinformowały o ataku przeprowadzonym 9 września na dwa duże zakłady przemysłu kondensatu gazowego w Jamalsko-Nienieckim Okręgu Autonomicznym. Obiekty w Nowym Urengoju i Purowsku znajdują się około 3 tys. km od granic Ukrainy. Ukraińskie bezzałogowce sięgają coraz głębiej w rosyjskie zaplecze, atakując infrastrukturę już setki kilometrów za Uralem, który był uważany za bezpieczną barierę chroniącą przed atakami przeciwnika.
Oba zakłady mają duże znaczenie dla rosyjskiego sektora gazowego. Nowourengojskie przedsiębiorstwo ma projektową zdolność przerobu sięgającą 19,5 mln ton surowca rocznie. Zakład w Purowsku w 2025 r. przetworzył natomiast 13,4 mln ton kondensatu gazowego. Ukraińcy nie ujawnili szczegółów dotyczących skutków ataku, jednak sam wybór celów sugeruje, że coraz bardziej rozszerzają wachlarz celów, jakie mogą atakować.
SSO nie podały, jakiego systemu użyto podczas operacji. Przy odległości około 3 tys. km musiał to być jednak jeden z ukraińskich środków uderzeniowych o największym zasięgu. Ukraina od kilku lat rozwija własne bezzałogowce przeznaczone do atakowania rosyjskich celów na dużej głębokości, zwiększając ich zasięg, ładunek bojowy i odporność na rosyjskie systemy walki radioelektronicznej. Wśród konstrukcji zdolnych do takich misji znajdują się systemy produkowane przez Fire Point, w tym dalekosiężny FP-1 oraz pocisk manewrujący FP-5.
Dalekosiężny FP-1
FP-1 to stosunkowo prosty, jednosilnikowy bezzałogowiec jednorazowego użycia. Fire Point stworzył go jako tanią alternatywę dla pocisków manewrujących. Konstrukcja jest rozwijana od 2023 r. i była wielokrotnie modernizowana. Producent podkreśla, że dron jest projektowany od początku pod masową produkcję.
Ma prosty kadłub o przekroju prostokątnym, proste skrzydło o rozpiętości około 6 m z motylkowym usterzeniem ogonowym. Napędza go silnik benzynowy o mocy 35 KM, który pozwala na lot z prędkością przelotową 140–180 km/h, w zależności od konfiguracji, a maksymalna wynosi około 205 km/h. Przy prędkości rzędu 170 km/h lot na 2500 km zajmuje około 15 godzin. Jest to więc bardzo długo trwająca operacja.
Podczas targów Eurostator 2026 Fire Point poinformował, że zmodernizowana wersja może atakować cele w odległości 3400 km. Powoduje to jednak zmniejszenie masy przenoszonego ładunku. W przypadku lotu na dystans około 1000 km może przenosić głowicę bojową o masie 105 kg. Z kolei przy locie na maksymalną odległość przenosi głowicę o masie 60 kg. Przy tym maksymalna masa startowa FP-1 wynosi 330 kg. Ciekawym rozwiązaniem są systemy nawigacyjne, które są modyfikowane wraz z rozwojem środków przeciwdziałania.
Fire Point poinformował w marcu, że podczas wojny opracowano już siedem generacji systemu nawigacyjnego FP-1. To pokazuje, że problemem nie było samo zbudowanie płatowca, tylko utrzymanie go na kursie mimo rosyjskich systemów walki radioelektronicznej.
Inżynierowie Fire Point np. pracowali nad nawigacją niezależną od GPS z wykorzystaniem dopasowania obrazu terenu do wgranej do systemu mapy. System wykorzystuje tanią kamerę działającą również nocą i porównuje obserwowany teren z wcześniej przygotowaną mapą. Obecnie bezzałogowce produkowane przez Fire Point odpowiadają za około 60 proc. wszystkich ukraińskich misji dalekiego zasięgu prowadzonych przeciwko celom w Rosji. Jeszcze cztery lata temu firma stawiała pierwsze kroki, a FP-1 wówczas znajdował się dopiero w fazie pomysłu. Jego rozwój rozpoczął się w listopadzie 2022 r., a projektowanie trwało ponad sześć miesięcy.
FP-1 został formalnie przyjęty do służby w maju 2023 r., a pierwszą misję bojową wykonał we wrześniu tego samego roku.
Słabość rosyjskiej obrony?
Władimir Putin, odpowiadając na pytania dziennikarzy dotyczące ataków dalekiego zasięgu, stwierdził, że trzeba poprawić jakość obrony przeciwlotniczej. Dla Kremla jednak zła wiadomość jest taka, że im większy zasięg uzyskują ukraińskie systemy, tym większy obszar rosyjskiego terytorium trzeba brać pod uwagę przy planowaniu jego obrony.
Moskwa może chronić najważniejsze zakłady, bazy i węzły komunikacyjne, ale nie jest w stanie rozmieścić skutecznej obrony przeciwlotniczej przy każdym istotnym obiekcie przemysłowym rozrzuconym na przestrzeni tysięcy kilometrów. Szczególnie trudna jest dla Rosji ochrona infrastruktury na Syberii i Dalekiej Północy, gdzie odległości między obiektami są ogromne.
Kolejnym problemem Kremla są odpowiednie radary, a w zasadzie ich brak. Bezzałogowce lecą nisko, chowając się za horyzontem radarowym. Takie cele lepiej wykrywają radary bliskiego zasięgu lub takie, które są umieszczone w górze i skierowane do dołu, czyli na samolotach albo aerostatach. W przypadku pierwszych nie ma fizycznie możliwości, aby ustawić stacje co 5–7 km wzdłuż granicy, aby żaden bezzałogowiec się nie przedarł.
Rosja przy tym nie ma systemu powiadamiania o obiektach w powietrzu, jaki np. mają Ukraińcy. W Ukrainie każdy za pomocą aplikacji może zgłosić taki obiekt, co ułatwia śledzenie celu. A samolotów rozpoznawczych czy aerostatów Rosjanie po prostu nie mają i to się nie zmieni: rosyjska OPL została budowana przede wszystkim jako obrona przed samolotami, śmigłowcami, pociskami manewrującymi i rakietami balistycznymi.
Setki kilogramów materiału i elektroniki lecące z prędkością około 150–200 km/h na małej wysokości to zupełnie inny problem. Problem, z którym Rosja sobie nie radzi. Nikt bowiem nie przypuszczał, że przeciwnik będzie w stanie przy ich pomocy atakować cele leżące ponad 3000 km w głębi Rosji.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.