ESPN DeportesKawhi Leonard: ¿Cómo será recordado cuando finalice su carrera?Daily MaverickTHE GATHERING 2026: Fixing failing cities is in business’s own interest, leaders sayESPN'Gonna let them do them': Cunningham ignoring Kanter Freedom, Whiteוואלהחיל האוויר בגל תקיפות נגד יעדי טרור בדרום לבנוןRTP DesportoPortugal perde com Espanha e falha meias da Liga Europeia de futebol de praiaInquirerBojie Dy hails Pisa improvement: ‘It’s a welcome news’BlickVon Pfäffikon ZH über Siders VS bis Susch GR: Das sind die schlimmsten Busunglücke der Schweiz20 Minuten«Wir sind ein gutes Team»: Annemarie Carpendale lobt ihren WayneAntara NewsIndian envoy: BRICS agenda aligns with Indonesia bilateral focusBillboardFlavor Flav Shares Personal 9/11 Memory & Honors ‘Heroes Who Ran Toward Danger’ on 25th AnniversaryGlobal News13-year-old charged after firearm seized at Ajax hotel: Durham policeComplete Sports2026 US Open Final: Rybakina, Sabalenka Target Grand Slam Title
The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, September 11, 2026

Był wśród najbogatszych Polaków, umarł jako bankrut. Nie żyje "król Dworca Centralnego"

Translate

W archiwum Polskiej Agencji Prasowej jest zdjęcie Pałacu Kultury i Nauki z 1994 r. Przed "Pekinem" stoją dwa niskie blaszane budynki, a obok jednego z nich objazdowy lunapark, nad którym góruje kolejka górska.

Postawił ją tam Marek Mikuśkiewicz, twórca sieci MarcPol i jeden z największych rekinów polskiego biznesu lat 90. Po latach okazało się, że to dobra metafora jego życia: po spektakularnej jeździe w górę przyszedł jeszcze szybszy zjazd.

Plac Defilad w Warszawie. Przed pałacem hala MarcPolu
Plac Defilad w Warszawie. Przed pałacem hala MarcPolu © PAP Codzienny Serwis Fotograficzny | Piotr Gęsicki

Król Dworca Centralnego i Placu Defilad

Jak podały dziś media, Marek Mikuśkiewicz zmarł 20 lipca w wieku 76 lat. O początkach jego biznesowej kariery wiemy niewiele.

W latach 80. handlował na warszawskim bazarze Różyckiego. Część osób twierdzi, że sprzedawał tam głównie jeansy. Inni przekonują, że tak naprawdę nielegalnie wymieniał walutę na czarnym rynku. Na pewno jeszcze przed 1989 r. Mikuśkiewicz miał własną restaurację, ale to było dla niego zbyt mało. W 1988 r., a więc rok przed upadkiem PRL, rzucił wyzwanie państwowym Peweksowi i Baltonie. Otworzył wówczas pierwszy w naszym kraju prywatny sklep, w którym za niedostępne gdzie indziej towary importowane z Zachodu czy Turcji płacono dolarami i innymi walutami obcymi.

Ten sklep w ciągu najbliższych dwóch lat, już w wolnej Polsce, przerodził się w pierwszą w kraju sieć supermarketów spożywczych MarcPol. Jej kolejne placówki powstawały na Śląsku, w Poznaniu czy Łodzi, a w 1993 r. Mikuśkiewicz otworzył sklepy pod tą marką nawet w Moskwie czy bułgarskiej Sofii.

W 1993 r. zaledwie 43-letni przedsiębiorca, dysponujący już wówczas dużym kapitałem, "objął w posiadanie" coś, co także dziś robi wrażenie. Podpisał z władzami Warszawy umowę na dzierżawę dużej części Placu Defilad (pod samym Pałacem Kultury) oraz sąsiadującego z nim parkingu podziemnego. W tym samym czasie dopiął też umowę z dyrekcją PKP, która oddała mu do "skomercjalizowania" cały Dworzec Centralny wraz z podziemnymi korytarzami.

Dziś słowem "komercjalizacja" określa się wypełnienie galerii handlowej ładnymi sklepami i butikami, ale 30 lat temu rozumiano je inaczej. Mikuśkiewicz postawił tam setki budek z ubraniami i elektroniką oraz dziesiątki punktów małej gastronomii. W latach 90. dysponował więc ogromnym terenem w samym centrum stolicy.

Przez kolejne lata twórca MarcPolu rozwijał dalej swoją sieć (także przez przejęcia), planował budowy kolejnych galerii handlowych w Warszawie i ostro się bogacił.

Upadek czy ucieczka przed wierzycielami?

Dobra passa twórcy MarcPolu trwała mniej więcej do 2000 r. W latach 90. był on nie tylko bogaty, ale też niezadłużony. To zmieniło się w kolejnej dekadzie. W 2010 r. jego majątek szacowano jeszcze na 3,9 mld zł, ale długi Mikuśkiewicza też były już ogromne.

Zalegał z płatnościami wszystkim: miastu stołecznemu Warszawie, PKP (nie płacił za najem powierzchni na Centralnym) i Francuzom z sieci E.Leclerc, którzy zarzucali mu oszustwo przy współpracy na Śląsku. W tym samym czasie sieć MarcPol zaczęła przegrywać walkę z konkurencją, w tym z rosnącą w siłę Biedronką. Gdy komornicy zapukali do drzwi Mikuśkiewicza, okazało się, że formalnie nie posiada on praktycznie nic. Pensja, jaką sobie wypłacał, wynosiła niewiele ponad 100 zł. Bentley, którym jeździł, był zarejestrowany na jedną ze spółek. Resztę majątku przepisał na rodzinę.

Przy okazji jednej z takich transakcji wyszedł na jaw przekręt. Twórca MarcPolu miał z pieniędzy tej firmy finansować budowę prywatnej rezydencji swojej rodziny na Warmii. Mikuśkiewicz tłumaczył, że to nie defraudacja, ponieważ z obiektu tego będą korzystali także pracownicy. Obiecywał, że dom okresowo będzie zamieniony na ośrodek wypoczynkowo-szkoleniowy dla pracowników sieci. Nikt z MarcPolu na Warmię nigdy jednak nie pojechał.

Swoich pieniędzy za dzierżawę terenów na i pod Dworcem Centralnym nie zobaczyli też kolejarze z PKP. Domagali się 7 mln zł, dostali 50 tys. zł. Za wielki sukces uznano jednak, że przed 2012 r. pan Marek z dworca i jego podziemi się wyniósł. Wówczas stacja mocno wypiękniała i zmieniła swoje oblicze.

Mikuśkiewicz nie potrafił odnaleźć się w nowych realiach?

W ostatnich latach Marek Mikuśkiewicz był już formalnie całkowitym bankrutem. Co pewien czas media informowały o jego zatrzymaniu, aresztowaniu albo zeznaniach przed sądem. Komornik zlicytował, co tylko mógł, a mimo to po jego śmierci zostało około 700 wierzycieli.

Część komentatorów uważa, że Mikuśkiewicz to typowy przykład człowieka, który doskonale odnajdywał się w niejasnych polityczno-biznesowych meandrach lat 90. Gdy Polska weszła do Unii Europejskiej, a standardy prowadzenia biznesu, zawierania umów z państwem (lub samorządem) oraz z bankami się podniosły, człowiek taki jak twórca MarcPolu musiał polec.

W Warszawie jest też jednak sporo osób, które twierdzą, że zmarły w wieku 76 lat biznesmen tak naprawdę do końca życia żył w luksusie. Po tym, jak oficjalnie wyzbył się majątku, był na utrzymaniu niezadłużonych członków swojej rodziny. Prokuratura w 2018 r. ścigała go choćby za to, że sprzedał za zaledwie 500 tys. zł galerię handlową w Grodzisku Mazowieckim. Kupcem była jego własna żona. Cena zdaniem prokuratury i kilkudziesięciu wierzycieli była skrajnie zaniżona.

"Marek? To był fajny chłop"

Wirtualna Polska rozmawiała o Mikuśkiewiczu z dwoma politykami, którzy w latach 90. zasiadali w Sejmie: jednym z AWS, drugim z SLD. Choć pochodzą z przeciwnych obozów, obaj wspominają go ciepło i określają mianem "bardzo fajnego człowieka".

- Tego, jak on robił biznes, dzisiejsze pokolenie już nie rozumie. To był człowiek, który wyrósł w innych realiach i działał w innej Polsce. Oszukał wiele osób, ale raczej takich, którym życia przez to nie załamał. Raczej grubszych ryb niż szaraczków - mówi jeden z rozmówców.

- Drobni warszawscy kupcy starej daty dalej wspominają go z nostalgią. To dzięki niemu mieli oni biznesy na Centralnym czy w hali Kupieckich Domów Towarowych na Placu Defilad. Wielu dziś żyje dzięki temu, co tam zarobili przez lata - uważa były polityk.

Rozbiórka hali MarcPoluWarszawa. Rok 2009
Koniec blaszaka pod Pałacem Kultury. Rozbiórka hali MarcPolu na Placu Defilad, 2009 r. © PAP | Paweł Kula

Drugi z naszych rozmówców o zmarłym w lipcu twórcy MarcPolu mówi mniej więcej to samo. Przypomina, że był on także mecenasem kultury i sportu (sponsorował drużynę kolarską). Na koniec polityk związany z AWS przekonuje, że to właśnie Marek Mikuśkiewicz mógł być pierwowzorem bohatera szalonej polskiej komedii z 1998 r. pod tytułem "Złote Runo".

Fabuła filmu w reż. Janusza Kondratiuka opowiada o polskim biznesmenie – cwaniaczku, który zarobione w Polsce pieniądze wywozi na Zachód. By było to możliwe, wcześniej wymienia je na diamenty. Później diamenty te każe połknąć i przewieźć w żołądku poznanemu przypadkowo kloszardowi (w tej roli Zbigniew Buczkowski).

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.