"Od 405 dni", "nie ma odwagi". Zawrzało na linii Pałac-MSZ

Rzecznik MSZ odpowiedział na wypowiedzi prezydenckiego ministra, zaznaczając, że brak reakcji na wpisy nie potwierdza ich prawdziwości.
W dyskusji o nominacjach ambasadorskich MSZ podkreśla, że prezydent od 405 dni nie podpisał żadnej nominacji, co ma negatywny wpływ na polską dyplomację.
Obecnie część placówek obsadzają dyplomaci w randze charge d'affaires, ponieważ prezydent nie powołuje ambasadorów na wnioski zaakceptowane przez ministra spraw zagranicznych i premiera.
W piątek Przydacz opublikował wpis w mediach społecznościowych, w którym zwrócił się do Radosława Sikorskiego, w którym zarzucił wicepremierowi wywołanie "kryzysu w sprawie nominacji ambasadorskich". Do swojego oświadczenia wrócił we wtorek, publikując kolejne.
"Mija czwarta doba od poinformowania o tym, ze Minister Sikorski wycofał się z porozumienia z Prezydentem ws. ambasadorów. I co? Nikt z kierownictwa MSZ temu nie zaprzeczył, nikt nie zdementował. Uciekają wzrokiem. Nie było tematu" - napisał prezydencki minister.
Przydacz wraca do nominacji. "To co opisałem jest prawdą"
"Wiecie co to oznacza? Że to co opisałem jest prawdą. Minister Spraw Zagranicznych ma słabą pozycję w tym Rządzie. Premier chce ciągle uderzać w Prezydenta. Za nic mają interes Polski, przestrzeganie prawa i zwyczaju. Tylko konflikt, tylko jątrzenie, tylko propaganda" - dodał Przydacz.
Na jego słowa zareagował rzecznik resortu dyplomacji.
"Panie Ministrze, brak reakcji czy dementi na każdy Pański wpis nie oznacza, że staje się on prawdą. To dość oryginalna definicja dowodu" - wskazał Maciej Wewiór.
Przedstawiciel MSZ stwierdził też, że ministerstwo "zajmuje się polską polityką zagraniczną, a nie ciągłym odnoszeniem się do opowieści" Przydacza, gdyż "prawo się nie zmieniło i żadne wpisy na X też go nie zmienią".
"Od 405 dni nie podpisał". Rzecznik MSZ wskazuje na prezydenta
"A fakt jest taki: od 405 dni Prezydent nie podpisał ani jednej nominacji ambasadorskiej - nawet na placówki wojenne. W tych niebezpiecznych czasach osłabia to polską dyplomację i szkodzi interesom Polski" - zakończył swój wpis.
W odpowiedzi Przydacz "podziękował" rzecznikowi, za "przyznanie racji".
"Rozumiem Pańska rolę, Panie Rzeczniku, broni Pan swojego szefa i nie chce Pan podpaść szefowi rządu. Cóż innego ma Pan napisać?" - kontynuował prezydencki minister.
"Nie ma Pan przecież odwagi przyznać wprost, że Premier Tusk potraktował Ministra Sikorskiego jak chłopca, który dostał w ucho. Nie napisze Pan też wprost, że to Premier blokuje rozwiązanie sporu o ambasadorów, bo chce konfliktu z Prezydentem i nie interesuje go, kto Polskę będzie reprezentował" - dodawał, podsumowując, że Wewiórowi zostaje "pisanie mowy trawy".
Piątkowe słowa Przydacza były reakcją na wpis Radosława Sikorskiego, który zaapelował do prezydenta o podpisanie podpisanie nominacji ambasadorskich, w tym dla Piotra Łukasiewicza, od ponad dwóch lat kierującego ambasadą RP w Ukrainie w randze charge d'affaires.
- Jesteśmy pierwszą linią styku również z Rosjanami i z rosyjskimi rakietami. Mamy wsparcie ze strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Chcielibyśmy, że Polacy wszyscy wierzyli w to, że mają dobrą reprezentację dyplomatyczną tutaj, w Kijowie - mówił na wrzuconym przez Sikorskiego nagraniu Łukasiewicz.
Spór o ambasadorów, zarzut do Sikorskiego. "Decyduje ktoś inny"
Zdaniem szefa Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP, Sikorski "złamał wszelkie zasady funkcjonujące dotychczas w sprawach obsady placówek".
"Mówiąc wprost, że liczy Pan na zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego, który miał usankcjonować swoim podpisem Pańskie działania. Tak się nie stało" - napisał Przydacz. Według niego negocjacje stron ministerialnej i prezydenckiej "trwały wiele miesięcy" i zakończyło je "wypracowanie porozumienia dobrego dla Polski".
"Pan minister zgodził się na to porozumienie wobec prezydenta RP. Po czym po kilku dniach Kancelaria Prezydenta otrzymała z MSZ informację, że na żadne porozumienie z prezydentem nie godzi się premier. (...) Po prostu za pana decyduje ktoś inny. Trudno prowadzić jest rozmowy z kimś, kto nie jest władny samodzielnie podejmować decyzji. " - dodał Przydacz.
Prezydent nie powołuje ambasadorów. Dyplomaci pozostają w randze charge d'affaires
W marcu 2024 r. minister Sikorski zdecydował, że ponad 50 ambasadorów zakończy misję, a kilkanaście kandydatur - zgłoszonych do akceptacji przez poprzednie kierownictwo resortu - zostanie wycofanych.
W miejsce ambasadorów, którzy opuścili placówki, ale nie zostali wówczas formalnie odwołani przez prezydenta, trafili wskazani przez MSZ dyplomaci niemający statusu ambasadorów, którzy pozostają tam w randze charge d'affaires.
Po objęciu prezydentury przez Nawrockiego spór dotyczący nominacji ambasadorskich wciąż trwa. Zgodnie z art. 39 ustawy o służbie zagranicznej ambasadorzy są powoływani i odwoływani przez prezydenta na wniosek ministra spraw zagranicznych, zaakceptowany przez szefa rządu.
"Polityczny WF": Czy Kaczyński znów zintegruje prawicę?-INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.