Dwóch ministrów, jeden resort. Ukraina utknęła w kryzysie politycznym
Nikt nic nie wie, a deputowani wypytują się nawzajem, czy będzie jakieś głosowanie - tak opisują swoją sytuację członkowie prezydenckiej frakcji "Sługa Narodu".
We wtorek 18 lipca Rada Najwyższa wznawia pracę po wakacyjnej przerwie. Oczekiwano, że już pierwszego dnia odbędzie się głosowanie nad powołaniem ministrów obrony oraz spraw zagranicznych, co zakończyłoby trwający od miesiąca kryzys. Zamiast tego nowy polityczny sezon i to przed zapowiadaną najcięższą zimą, zaczyna się w atmosferze niepewności i irytacji.
Po tym, jak 12 lipca rząd Julii Swyrydenko podał się do dymisji, ukraiński parlament zatwierdził nowego premiera - Serhija Koreckiego oraz wszystkich ministrów z wyjątkiem szefów Ministerstwa Obrony i Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Zwyczajowo kandydatów na oba te stanowiska wskazuje prezydent.
WIDEO
Zełenskiemu wzrosło poparcie po sporze z Polską
WIDEO
O ile w przypadku MSZ nie było żadnych zastrzeżeń - od początku było wiadomo, że na stanowisku pozostanie Andrij Sybiha, dotychczasowy szef resortu, to skandal rozpętał się wokół Ministerstwa Obrony.
Decyzja Zełenskiego o zwolnieniu Mychajło Fedorowa wywołała istną burzę. Zdaniem części ukraińskich analityków wymiana rządu wzięła się właśnie z chęci pozbycia się 35-letniego ministra.
Fedorow, mający renomę młodego reformatora, szybko rósł w siłę. Choć czasem sięgał po populistyczne chwyty i przypisywał sobie zasługi innych, to zdołał zreformować system przetargów, dzięki czemu m.in. ceny amunicji spadły o 15-30 proc.
- Naruszył interesy dużych graczy, którzy mieli dostęp do prezydenckiego ucha - tłumaczył wówczas w rozmowie z WP politolog Wołodymyr Fesenko.
Pod płaszczykiem roszad w rządzie miejsce Fedorowa miał zająć dotychczasowy minister spraw wewnętrznych. Jednak w dzień głosowania w całej Ukrainie wybuchły protesty. Młode pokolenie domagało się przywrócenia Fedorowa i zwolnienia Oleksandra Syrskiego, głównodowodzącego Sił Zbrojnych.
Szukając wyjścia z kryzysu, Wołodymyr Zełenski sięgnął po wizerunkowe rozwiązanie. Częściowo zadowolił żądania ulicy, zwalniając Syrskiego. Natomiast tekę ministra obrony zaproponował Jewgienijowi Chmarze, dowódcy elitarnej "Alfy", który jest postrzegany jako bohater wojny. Kalkulacja była prosta. Kryzys nastąpił tuż przed przerwą wakacyjną i parlament ostatecznie nie zdążył zagłosować, pozostawiając dwa najważniejsze resorty z ministrami w statusie pełniących obowiązki.
Jeśli jednak biuro prezydenta liczyło, że w ciągu miesiąca nastroje opadną, to się myliło, bo osiągnięto odwrotny efekt. Akcje Fedorowa wzrosły, a organizatorzy poprzednich protestów właśnie straszą wyprowadzeniem na ulice 100 tysięcy ludzi.
Pogłębienie kryzysu
Już na kilka dni przed powrotem do pracy wśród deputowanych Sługi Narodu rosła konsternacja. Na tapet mają trafić najważniejsze głosowania, a nikt się nie odzywa, tymczasem Dawid Arachamia, szef frakcji, głosów nie zbiera. Na pytania dziennikarzy deputowani odpowiadali: "Sami chcemy wiedzieć, czy i kiedy będzie głosowanie".
Wśród części polityków rosła frustracja, że prezydent po raz kolejny zrzucił polityczną odpowiedzialność na parlament. Kraj w stanie wojny przez miesiąc nie ma ministra obrony i spraw zagranicznych, ponieważ deputowani są na wakacjach.
- W rzeczywistości z biura prezydenta nie nadeszło wskazanie na kandydatów, po prostu nie mamy nad czym głosować - tłumaczył jeden z deputowanych w rozmowie z portalem Liga.
W poniedziałek do późnego wieczora spodziewano się, że biuro Zełenskiego wykona jakiś ruch. Ale ostatecznie stało się jasne, że Rada Najwyższa nie zajmie się kadrowymi pytaniami na pierwszym posiedzeniu.
Według części źródeł Zełenskiemu brakuje głosów, by zatwierdzić nowego ministra obrony, co może oznaczać pogłębienie obecnego kryzysu.
Co dalej z Chmarą?
Według dziennikarki politycznej Julii Zabeliny w tej sytuacji możliwe są trzy scenariusze.
Jeśli biuro prezydenta postanowi postawić na Chmarę, to w najbliższych dniach do Rady powinna wpłynąć ustawa napisana specjalnie pod niego. Chodzi o to, że wdrażając standardy NATO, Ukraina wprowadziła zasadę, zgodnie z którą ministrem obrony może być tylko osoba cywilna. Tymczasem Chmara jest czynnym wojskowym i to, że nie zrezygnuje ze służby, było jego głównym warunkiem. Biuro Zełenskiego uznało, że w tej sytuacji wprowadzi zmiany, uchylając zapis w ustawie na czas trwania stanu wojennego.
- Ale równie możliwe są scenariusze, w których prezydent pozostawi Chmarę w statusie pełniącego obowiązki lub pojawi się zupełnie inny kandydat - uważa Zabelina.
Wtóruje jej Roman Kostenko, deputowany frakcji "Głos" oraz sekretarz parlamentarnej komisji ds. bezpieczeństwa narodowego, obrony i wywiadu.
- Nikt nie wie - mówi Kostenko. - Biorąc pod uwagę, jak są przyjmowane decyzje na Bankowej (siedziba prezydenta - red.), niczego nie można wykluczyć.
Sam Chmara stał się zakładnikiem politycznych rozgrywek. Choć jego status jest niepewny, to jest wprowadzany we wszystkie sprawy. Jako pełniący obowiązki ministra chodzi na narady z Mychajłem Drapatym, nowym dowodzącym siłami zbrojnymi oraz pojawia się w biurze prezydenta.
- Chmara sprawia dobre wrażenie. Podczas tajnego posiedzenia komitetu przedstawił swoje plany - mówi Kostenko w rozmowie z Radiem NV.
Dodaje też, że rozmowa z Chmarą odbyła się bez prezentacji kolorowych slajdów, ze słabości do których słynął Fedorow.
- Wszystko wskazuje, że jest przygotowywany na to stanowisko - uważa deputowany "Głosu". - Ale jaka będzie ostateczna decyzja, nikt nie wie. Być może jego kandydatura zostanie wniesiona pod głosowanie w ostatniej chwili.
Zamiast powołania zwolnienia
Póki Chmara tkwi w zawieszeniu, Mychajło Fedorow wciąż nie pogodził się ze stratą Ministerstwa Obrony. Zełenski zaproponował mu stanowisko premiera, wicepremiera ds. wojska i technologii, szefa agencji zbrojeniowej. Wszystkie te oferty zostały odrzucone.
Fedorow i jego otoczenie wprost żądają przywrócenia na poprzednie stanowisko, by "dokończyć rozpoczęte reformy".
Po zwolnieniu Fedorow coraz częściej pojawiał się w mediach. Prezentował nowe odrzutowe drony przeciwlotnicze, a w przeddzień powrotu Rady Najwyższej z wakacji, wszystkie ukraińskie media obiegł cytat z jego wywiadu dla amerykańskiej stacji CBS. Były minister zapowiada w nim, że do końca roku zobaczymy pierwsze wykorzystanie ukraińskiej rakiety balistycznej.
Powody, by czuć się pewnie, dają Fedorowowi badania socjologiczne. Według opublikowanego przed tygodniem rankingu zaufania znalazł się na drugim miejscu ze wskaźnikiem na poziomie 63 proc. Więcej miał tylko Walerij Załużny (66 proc.). Dopiero dalej jest Kyryło Budanow (61 proc.), a sam Wołodymyr Zełenski (56 proc.) wylądował na czwartym miejscu.
Zapowiedź masowych protestów zwolenników Fedorowa martwi biuro Zełenskiego.
- Ale swojej decyzji prezydent nie cofnie, dla niego byłaby to porażka - uważa Wołodymyr Fesenko. - Widać to wyraźnie po tym, jak zostały wznowione kampanie informacyjne przeciwko Fedorowi przez ludzi zbliżonych do otoczenia prezydenta. Może jeszcze nie na 100 procent, ale w historii z Fedorowem już jest postawiona kropka.
Niewykluczone, że głosowanie za powołaniem ministrów obrony i spraw zagranicznych zostanie przesunięte aż do września. Emocje ulicy przykryją duże zmiany wojsku.
Mychajło Drapaty dostał od prezydenta carte blanche na zwolnienie nieefektywnych dowódców oraz ludzi Syrskiego pod warunkiem, że nie pogorszy to sytuacji na froncie. Według Zabelinej na liście podlegających zwolnieniu znalazła się ponad setka osób, łącznie z Hennadijem Szapowałowem, dowódcą wojsk lądowych.
I choć niektórzy już usłyszeli, że mają pakować rzeczy, Zełenski przez ponad dwa tygodnie nie zatwierdził prawie żadnego zwolnienia. Aż do poniedziałku 17 sierpnia. W dzień poprzedzający wznowienie prac parlamentarnych prezydent opublikował zdjęcia z Drapatym i Chmarą i oświadczył, że "doręczył decyzję, aby przygotować decyzje kadrowe".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.