The Jerusalem PostIran hardliners demand US ‘pays the price’ before war ends, emboldened by GOP defeat - reportPunchNigeria faces 2.2 million-tonne annual fish deficit — FGBBC SportWatch Sportscene highlights of Sunday's Premiership actionDaily MaverickINVESTMENT OUTLOOK: Could a blue wave in the US transform the red wave in local retailers?Collider10 Brilliant Sci-Fi Books You Can Finish in One DayZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFCBS NewsIran downplays new U.S. task force aimed at disrupting land routesБи-би-сиПрезидент Израиля поручил сформировать новое правительство лидеру оппозиции АйзенкотуWirtualna PolskaByli w Krakowie pięć minut przed zamachem. "Myśleliśmy, że to fake news"سكاي نيوز عربيةالإمارات تتضامن مع مصر وتعزي في حادث تصادم قطارينالشرقأميركا.. نشوة الانتصار تشعل خلافات الديمقراطيين بشأن الطريق إلى انتخابات 2028The Sydney Morning HeraldSupport for Labor plunges
The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, November 8, 2026

Szok w Ostrowcu Świętokrzyskim. "Znałem Michała. To była cicha woda"

Translate

Sprzedawczyni z pobliskiego dyskontu, pani Klaudia, widywała go regularnie. — Przychodził niemal codziennie — wspomina. — Podchodził do kasy, rzucał towary, płacił, brał torbę i wychodził. Żadnego kontaktu wzrokowego ani słowa poza tym, co konieczne. Człowiek nie zwracał na to uwagi, bo w handlu widzi się setki takich wycofanych dzieciaków.

— Kiedy zobaczyliśmy pierwsze zdjęcia z Krakowa w internecie, to od razu było wiadomo, że to ten od nas — dodaje.

Dodaj Onet Wiadomości do preferowanych źródeł w Google

Nasze materiały będą się częściej pojawiać w Twoich wynikach wyszukiwania

Tłum gapiów przed blokiem, w którym doszło do morderstwa

Tłum gapiów przed blokiem, w którym doszło do morderstwa

Zdjęcia własne / Mateusz Schuler

— Dokładnie o 21.36 policjanci wchodzili przez balkon. Najpierw puścili drona. Dron wleciał prosto do mieszkania, bo bali się pułapki. Przez cztery godziny trzymali ludzi na zewnątrz i zarządzili ewakuację. Moja mama mieszka w tej klatce. Na ten czas przyszła do mnie. Ludzie do jedenastej w nocy stali pod blokiem i patrzyli w okna — relacjonuje sąsiad.

Między gapiami krążą dziennikarze i operatorzy z kamerami. Do Ostrowca Świętokrzyskiego zjechali też korespondenci z najważniejszych zagranicznych gazet; niektórzy razem z tłumaczami. Wszyscy pytają o to samo: jakim człowiekiem był Michał?

— Panowie, dajcie spokój — mówi jeden z mieszkańców bloku. — Tragedia się stała, ludzie nie mogą wyjść z klatek, bo wszędzie kamery i mikrofony.

— On zabił rodzinę, a potem pojechał do Krakowa — rzuca starsza kobieta. — To nie były nerwy. Nerwy to są, jak człowiek trzaśnie drzwiami. On to sobie po prostu zaplanował, punkt po punkcie.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

"Znałem Michała. To była cicha woda"

Niewielkie, senne miasto w Świętokrzyskiem nagle znalazło się w centrum ogólnokrajowego dramatu po tym, jak 24-letni Michał zamordował swoich rodziców oraz siostrę, a potem ruszył uzbrojony na rynek w Krakowie.

— Jeżeli ktoś wcześniej nie wiedział, gdzie leży Ostrowiec Świętokrzyski, to po wczorajszym dniu wie już cały świat — mówi pani Grażyna. Przyjechała tu z córką z drugiego końca miasta, z osiedla Stawki.

Stoją na skraju trawnika, patrząc w okna mieszkania. — Wczoraj nie byłam w stanie tu podejść. To jest szok, po prostu szok. Co trzeba mieć w głowie, żeby w nocy zabić najbliższych, siedzieć z nimi do rana, patrzeć na nich i dopiero po południu wsiąść w samochód? — zastanawia się kobieta.

Miejsce działań śledczych przed blokiem zamachowca w sobotę wieczorem

Miejsce działań śledczych przed blokiem zamachowca w sobotę wieczorem

PAP/Piotr Polak

Jednak nikt z sąsiadów nie słyszał, aby coś podejrzanego miało dziać się w mieszkaniu zamachowca.

Według relacji jednej z osób, Michał miał wyjść w sobotę rano z mieszkania do pobliskiego sklepu, aby kupić kanapkę. Kilka godzin później, już uzbrojony, ruszył w kierunku Krakowa, gdzie na Rynku Głównym otworzył ogień do przypadkowych przechodniów. Zginęło sześć osób, a 16 zostało rannych, w tym dwóch funkcjonariuszy oraz napastnik.

— Znałem Michała. To była cicha woda. Chłopak był skryty, chodził w kapturze. Nigdy się nie witał, ale nie było po nim widać, żeby mógł zastrzelić tyle osób — mówi Kamil, mieszkaniec osiedla.

— W gimnazjum trzymał się na uboczu. Miał specyficzne zainteresowania. Interesowała go historia, hitlerowcy i rasa aryjska. Syn opowiadał mi, że nie zachowywał się zbyt koleżeńsko, co powodowało, że ludzie też stronili od niego — opowiada pani Ewelina, której syn i synowa chodzili do tego samego gimnazjum, co zamachowiec.

Technicy pracujący na miejscu zbrodni

Technicy pracujący na miejscu zbrodni

Zdjęcia własne / Mateusz Schuler

Sołtys wsi Waśniów: w głowie się nie mieści to, co zaszło

Przez całą niedzielę policjanci pracowali na miejscu zbrodni. O poranku technicy wynieśli trzy ciała z ranami postrzałowymi z mieszkania w Ostrowcu Świętokrzyskim. Teraz śledczy będą starali się ustalić datę i godzinę ich śmierci.

Ojciec Michała, Janusz, w legalnej kolekcji miał jedenaście sztuk broni palnej. Sam Michał, mimo młodego wieku, posiadał własne pozwolenie na dwie jednostki. Obaj należeli do lokalnego klubu strzeleckiego; chłopak trenował tam jeszcze w sierpniu.

— Znałem Janusza. W porządku chłop. Mój ojciec też strzela i ma broń, więc wiem, jak wygląda ta ścieżka — mówi sąsiad rodziny. — Ale prawda jest taka, że ten system po prostu przepuszcza ludzi, którzy potrafią rozwiązać test pod klucz. Przecież on się nie zmienił w potwora w piętnaście minut — dodaje.

— Janusza widziałam może ze trzy lata temu. W sierpniu był u nas, w kole gospodyń wiejskich w Gminnym Ośrodku Kultury. Moje imieniny akurat wypadały. Trzeba było kuchnię podłączyć. Przyjechał, zrobił, uśmiechnął się. Zrobiłam mu herbatę, poczęstowałam ciastem. Zawsze pogodny. Zawsze się ukłonił — opowiada Onetowi Urszula Jasiak, sołtys wsi Waśniów, z której pochodziła rodzina.

Siostra Michała była uzdolniona artystycznie, wygrywała lokalne konkursy malarskie, organizowała wystawy swoich prac. Wyjechała na studia do Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Do Ostrowca miała przyjechać na weekend.

— Jej babcia była z wnuków taka dumna. Przychodziła do mnie z gazetą, pokazywała rysunki wnuczki, zachwycała się, że na studia do Krakowa poszła... Zdolne dzieciaki. Cała rodzina normalna. W głowie się nie mieści to, co zaszło — dodaje pani Urszula.

Lawina fałszywych informacji w internecie

Kilka godzin po tragedii portale społecznościowe zalała seria fałszywych informacji dotyczących sprawcy zamachu. Jedną z nich była plotka o rzekomym morderstwie, którego Michał Oksiński miał dokonać dwa lata wcześniej w pobliskiej wsi Waśniów, skąd pochodzi.

Informację zaczęły przekazywać kolejne kanały komentatorskie. Natomiast mieszkańcy wsi od rana oburzali się na to kłamstwo.

— Totalna bzdura. Mieszkam tu całe życie, mam siedemdziesiąt sześć lat, od trzydziestu czterech jestem sołtysem. My tu prawie jak w jednej kupie żyjemy. Gdyby cokolwiek takiego się działo, wiedzielibyśmy natychmiast. Żeby kogoś odstrzelił? Żeby nad zwierzętami się znęcał? Nic takiego nie było. Ani dwa lata temu, ani rok temu. Ludzie w internecie piszą głupstwa, a potem cała Polska to powtarza — podkreśla w rozmowie z Onetem pani sołtys.

Urszula Jasiak wskazuje, że to była spokojna rodzina. — Zawsze płacili rachunki, nikomu w drogę nie wchodzili. Janusz, ojciec Michała, stąd pochodził, tu się urodził. Sześcioro ich było w domu: trzech chłopaków, trzy dziewczyny. To byli bardzo fajni ludzie. Zawsze szanowani — wskazuje.

— Michała nie widywałam. Ojciec przyjeżdżał do matki, a Michał... nie wiem. Jeśli ktoś tu pisze, że chłopak od małego siał postrach, to po prostu zmyśla — zaznacza.

View the original on Onet →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.