Dlaczego łoś paraliżuje ruch w centrum Warszawy? Bo człowiek paraliżuje życie w lasach
Dostrzeżenie dzików w Warszawie to już praktycznie nic nowego.
Jak ostatnio pisaliśmy, tylko w pierwszym kwartale 2026 r. miejskie służby podjęły w związku z tym 1400 interwencji. Do tego od początku stycznia do końca czerwca odnotowano 129 zgłoszeń dotyczących ataków dzików na ludzi, a więc ponad dwa razy więcej niż w roku 2024.
Łoś biegający po torach kolejowych w centrum Warszawy brzmi jednak jak historia, w którą bardzo trudno uwierzyć. A jednak wydarzyła się naprawdę.
Służby zaobserwowały łosia na torach w okolicy Dworca Centralnego w niedzielę (13 września) po godz. 19. Z tego powodu wstrzymano ruch na dwóch peronach, a na miejsce wezwano specjalistów. Ostatecznie zwierzę udało się uśpić. Następnie wrzucono je na specjalną płachtę i wywieziono do lasu.
Skąd łoś na Dworcu Centralnym?
Łosie nie są w Warszawie tak częstym widokiem jak dziki, ale nie są też widokiem zupełnie niespotykanym. Obecność tego zwierzęcia w centralnej części miasta i na ruchliwych torach kolejowych z pewnością jednak zaskakuje. Skąd wziął ten konkretny łoś? Tego nie wiadomo.
Badania i obserwacje terenowe pokazują za to, że łosie podejmują długie wędrówki wzdłuż rzek, cieków wodnych i zadrzewionych terenów, szukając własnego terytorium. Wisła z jej doliną jest dla nich naturalną trasą, po której mogą wędrować. Jeżeli po drodze trafią na duże miasto, nie mają świadomości jego granic ani układu ulic.
Łoś, który zbłądzi w takiej okolicy, może zostać łatwo "wciągnięty" przez miasto, podróżując np. wzdłuż pasów zieleni i nasypów kolejowych. Gdy zwierzę zda sobie sprawę, że przebywa w nieodpowiednim miejscu, zaczyna działać pod wpływem stresu. Wtedy może zagubić się jeszcze bardziej – lub wejść jeszcze głębiej w miasto.
Więcej łosi, więcej osiedli
Jak wylicza portal strefaAGRO, jeszcze na początku XXI w. w Polsce żyło ok. 1 tys. łosi. Było ich tak mało, że rząd wprowadził moratorium na polowanie na te zwierzęta. Efekt? Do 2015 r. liczba łosi wzrosła do 18,5 tys., a w 2024 r. wynosiła już ponad 40 tys.
Łosi pojawiło się na tyle dużo, że ministerstwo rolnictwa chciało zdjęcia moratorium, by ograniczyć straty powodowane przez te zwierzęta w gospodarstwach rolnych. Resort nie potrafił jednak poprzeć swych obaw konkretnymi danymi, a do zdjęcia moratorium wciąż nie doszło.
Z jednej strony rośnie więc liczba łosi, które – chcąc unikać konkurencji – mogą wyruszać na poszukiwanie spokojniejszego życia gdzie indziej. Z drugiej strony o to przyjazne "gdzie indziej" jest jednak coraz trudniej.
Myśliwi polują dziś w lasach przez cały rok, a kolejne obszary środowiska są zabudowywane przez podmiejskie osiedla. Dochodzi więc do coraz większego zatarcia między obszarem "dzikim" i pozbawionym człowieka, a obszarem miejskim i przez człowieka zdominowanym, na co Najwyższa Izba Kontroli zwracała uwagę już w 2020 r.
"Obecność zwierząt wolno żyjących w miastach wynika przede wszystkim z postępującej urbanizacji. Rozszerzanie granic administracyjnych miast powoduje, że włączane są do nich naturalne siedliska zwierząt wolno żyjących, a ich szlaki migracyjne – przecinane. Zamieszkujące na takich terenach zwierzęta szybko adaptują się do życia w warunkach miejskich, gwarantujących zasoby pokarmowe, dostępność schronień oraz nieobecność zagrożenia ze strony dużych drapieżników" – wyjaśnia NIK w raporcie sprzed sześciu lat.
Warszawa z zespołem
Obecnie dzikie zwierzęta w wielu polskich miastach pojawiają się jeszcze częściej. Dotyczy to również Warszawy, w której z tego powodu przed wakacjami powołano zespół ds. dzikich zwierząt.
– Dzikie zwierzęta są częścią miejskiego ekosystemu, ale ich obecność w gęsto zabudowanej przestrzeni rodzi coraz więcej wyzwań. Dlatego powołaliśmy zespół, który połączy wiedzę naukowców, praktyków i przedstawicieli różnych środowisk – tłumaczyła w czerwcu Magdalena Młochowska, przewodnicząca zespołu i koordynatorka ds. zielonej Warszawy.
Rolą zespołu ma być opracowanie rozwiązań ograniczających konflikty na linii człowiek – dzikie zwierzęta, a także przygotowanie rekomendacji dotyczących "harmonijnego korzystania ze wspólnej przestrzeni".
Warto mieć przy tym na uwadze, że sytuacja dotyczy nie tylko Polski – coraz częstsza obecność dzikich zwierząt w miastach to zjawisko postępujące globalnie.
Miejskie dzikie życie
Jak wylicza rp.pl, w Kapsztadzie i Delhi widok pawiana nie budzi niczyjego zdziwienia, dziki zeszły z gór w Hongkongu, a kojoty nikogo nie dziwią na ulicach Los Angeles. "Nie jest specjalnym wydarzeniem, kiedy w Ejlacie, izraelskim kurorcie nad zatoką Akaba, pojawi się koziorożec, a kaczki spokojnie pływają po wodach weneckich kanałów. Papugi i ich skrzekliwe kłótnie stały się już stałym elementem ulic Barcelony" – dodaje portal w artykule o dzikich zwierzętach, które w miastach odnajdują się coraz lepiej.
To samo wykazują również badania. Na przykład opracowanie pod przewodnictwem Uniwersytetu Kalifornijskiego (UCLA) pokazało, że dzikie zwierzęta żyjące w miastach na całym świecie wykazują podobne zestawy zachowań. To m.in. śmiałość wobec ludzi, wykorzystywanie nowych źródeł pokarmu oraz mniejszy lęk przed hałasem i infrastrukturą. Naukowcy nazywają to "behawioralną homogenizacją" – dzikie zwierzęta w różnych miastach zaczynają zachowywać się podobnie, choć wywodzą się z różnych ekosystemów.
Wiele zwierząt nauczyło się, że miasta to dla nich dobre źródło pokarmu: od otwartych śmietników, przez cebulki zasadzanych w rabatach roślin, na świadomym dokarmianiu przez ludzi kończąc. Ale zwierzęta uczą się nie tylko tego. Na przykład ze względu na uliczny hałas ptaki mogą śpiewać głośniej lub w wyższych częstotliwościach, a swój śpiew zaczynać wcześniej. Jak wyjaśnia artykuł na stronie Uniwersytetu Kalifornijskiego, w ten sposób próbują uniknąć zagłuszenia przez hałas ruchu ulicznego o niskiej częstotliwości.
Ale jest i druga strona medalu - jednocześnie "miejskie dzikie zwierzęta" tracą cechy, które byłyby im potrzebne w faktycznie dzikim środowisku.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.