Pożary w Chorwacji. Relacja Polaka z ewakuacji
Dawid Kierczak relacjonuje sytuację w Chorwacji
Źródło wideo: TVN24/Reuters
Źródło zdj. gł.: PAP/EPA/STRINGER
W wyniku pożaru w rejonie chorwackiego miasta Omisz 40 osób zostało rannych. Jak przekazał rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór, wśród poszkodowanych są czterej polscy obywatele, jedna z osób przebywa na oddziale intensywnej terapii.
>>> CZYTAJ TEŻ: Pożary w Chorwacji. Czterech Polaków poszkodowanych, jeden na intensywnej terapii
Szalejący żywioł zmusił ponad dwa tysiące osób do ewakuacji. Wśród nich był Dawid Kierczak, polski dziennikarz, który w czwartek wieczorem wraz z rodziną przebywał w pobliżu miasta Omisz, kilkaset metrów od źródła pożaru. Na antenie TVN24 opowiadał, jak wyglądała ewakuacja.
Pożar w Chorwacji
Źródło zdjęcia: PAP/EPA/STRINGER
- Wszystko działo się naprawdę błyskawicznie. Kiedy tylko wyszliśmy popływać w basenie wieczorem, poczuliśmy zapach jakby grilla. Zobaczyłem tylko czerwoną łunę nad apartamentem. Wszystko się wtedy zaczęło, pobiegłem sprawdzić, co się dzieje - relacjonował na antenie TVN24 Kierczak.
Zobaczył, że ogień jest już bardzo blisko. - Wyszedłem na wzgórze, zobaczyłem pożar, zbiegłem na dół, zobaczyłem, że służby gdzieś już jeżdżą. Zadzwoniłem do rodziny, która była w apartamencie, żeby się pakowali, a ja tam zaraz przybiegnę. No i spakowaliśmy się, de facto już byliśmy spakowani. To poszło z naszej strony błyskawicznie - opowiadał.
Musiał uciekać przed pożarem w Chorwacji. Relacja Polaka
Źródło: TVN24/Reuters
Mężczyzna relacjonował, że ludzie, którzy wyjechali kilka minut później musieli zostawiać samochody, bo droga była zakorkowana, a niektóre pojazdy już się paliły. Ogromnym utrudnieniem była też pogoda.
- [Wiał - red.] potężny wiatr, to była wichura wręcz, (...) czasami nie dało się po prostu ustać na nogach. To jest żywioł, tego się nie da tak łatwo okiełznać, strażacy nawet nie zajmowali się gaszeniem, tylko de facto ewakuacją osób - opowiadał.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.