Protesty we Francji wykreowały nowego rywala dla Marine Le Pen. Zyskuje w sondażach
Sondaże przeprowadzone po protestach z 17 października pokazują, że Melenchon wyprzedził Edouarda Philippe’a, sojusznika prezydenta Emmanuela Macrona, stając się najpoważniejszym rywalem Marine Le Pen.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Według badania przeprowadzonego na zlecenie dziennika "Le Parisien", Melenchon, przewodniczący Francji Nieujarzmionej, zyskał dwa punkty procentowe od czasu, gdy w miniony weekend niepokoje społeczne osiągnęły apogeum, osiągając wynik 17 proc. w pierwszej turze, podczas gdy Philippe cieszy się średnim poparciem na poziomie 14 proc.
Marine Le Pen, liderka skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego, utrzymuje znaczną przewagę ze średnim wynikiem 33 proc.
Od miesięcy sondaże przewidywały, że w wyborach dojdzie do starcia Le Pen z Philippe’em, przewodniczącym centroprawicowego ugrupowania Horizons.
"Zostali przez wielu zapomniani, ale nie przez niego"
— Wielokrotnie podkreślał, jak ważne jest słuchanie protestujących; to właśnie pozwoliło mu wybić się na czoło sceny politycznej — powiedział Teinturier "Le Parisien". — Prawdziwi uczestnicy protestów zostali przez wielu zapomniani, ale nie przez niego.
Sondaż objął 1,5 tys. osób wpisanych na listy wyborców, przeprowadzony został między 21 a 22 października.
Philippe traci przez falę protestów
Francuscy uczniowie już w zeszłym miesiącu zaczęli blokować szkoły, protestując przeciwko brakom kadrowym nauczycieli i fatalnemu stanowi placówek. Dołączyli do nich związkowcy oraz uczestnicy ruchu "żółtych kamizelek" z 2018 r., a postulatami stały się także rosnące koszty życia i pogarszający się stan usług publicznych.
Protesty tchnęły nowe życie we francuską skrajną lewicę i odebrały część poparcia Le Pen na rzecz jej rywala z prawej strony, Erica Zemmoura.
Philippe, który przez trzy lata był premierem w rządzie Macrona, traci poparcie w atmosferze ostrego sprzeciwu wobec rządu i samego Macrona. W najlepszym scenariuszu Philippe może liczyć na 15 proc. głosów w pierwszej turze.
— Francuzi uważają, że rząd podejmował złe decyzje. W związku z tym Edouard Philippe i Gabriel Attal, którzy są jego częścią, ponoszą za to wysoką cenę. Ten trend się nasila — powiedział Teinturier.
Raphael Glucksmann, kandydat socjalistów na prezydenta, również dogania Philippe’a, uzyskując średnio 13 proc. poparcia, co daje mu dodatkowy atut w postaci "świeżej krwi" w kontrze do długoletnich polityków.
Choć spodziewano się, że zamieszki przyniosą wzrost poparcia dla Le Pen, sondaże pokazują, że faktycznie wzmocniły jej rywala z ultraprawicowej partii Reconquete, Erica Zemmoura, który obecnie cieszy się poparciem 4 proc. wyborców.
— Marine Le Pen dominuje na scenie, ale nie wykorzystuje obecnych wydarzeń — stwierdził Teinturier. — Traci poparcie, bo wyborcy wracają do Zemmoura.
Marine Le Pen zapowiada "przywrócenie rządów prawa"
W niedzielę Le Pen oficjalnie rozpoczęła swoją kampanię prezydencką w Orleanie, przemawiając przed 8,5 tys.zwolenników. Na wiecu pojawili się studenci z Union of Jewish Students of France, którzy zakłócali przemówienie nowo wybranego przewodniczącego partii, Jordana Bardelli.
Bardella szybko potępił "tę ultralewicę, która nie lubi demokracji", a widownia zaczęła śpiewać "Marsyliankę", podczas gdy protestujących wyprowadzano z sali.
W swoim godzinnym przemówieniu Le Pen zapowiedziała "przywrócenie rządów prawa" poprzez automatyczne i trwałe wydalanie "obcokrajowców przestępców" oraz zobowiązanie uczestników zamieszek do spłacania szkód "przez całe życie", jeśli zajdzie taka potrzeba.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.