"To misja niezwykle osobista". "AntyBibi" chce zniszczyć imperium Netanjahu

Dla Gadiego Eisenkota trwające wybory parlamentarne nie są wyłącznie kwestią polityki, misji publicznej czy marzenia o zmianie Izraela. To przede wszystkim sprawa prywatna.
Emerytowany generał w trwającej od jesieni 2023 roku wojnie w Strefie Gazy stracił syna i dwóch bratanków. Dużą częścią winy za to obarcza Binjamina Netanjahu i nieudolną politykę jego rządu.
- Te wydarzenia sprawiły, że jego misja stała się niezwykle osobista. Ma przekonanie, że wypełnia niezapisaną wolę Gala (zmarły syn Eisenkota - przyp. red.) - ocenił w rozmowie z brytyjskim "Financial Timesem" jeden z wieloletnich przyjaciół wojskowego.
Od partnerów do rywali. Jak Eisenkot stał się "antyBibim"
Jeszcze kilka lat temu nikt nie pomyślałby, że to właśnie 66-letni Gadi Eisenkot będzie największym zagrożeniem dla trwającej od ponad 15 lat władzy Binjamina Netanjahu nad Izraelem.
Eisenkot wszedł do izraelskiej polityki przed wyborami parlamentarnymi w 2022 roku. Startując z listy centroprawicowego Obozu Jedności Narodowej zdobył mandat do Knesetu.
Wszystko zmieniło się jednak wraz z atakiem Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku. Już pięć dni później jego partia weszła do tworzonego przez Netanjahu rządu jedności narodowej, w którym sam Eisenkot został ministrem bez teki i jednym z najbliższych współpracowników premiera w kwestiach wojskowych.
Nie była to pierwsza współpraca Eisenkota z Netanjahu. W latach 2015-19 generał pełnił funkcję szefa Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela za kadencji Netanjahu.
Tym razem współpraca układała się jednak o wiele gorzej. Obaj panowie mocno różnili się w ocenie sytuacji, doborze środków, wyznaczaniu priorytetów i doborze strategii dla izraelskich sił zbrojnych.
Jak mówi w wywiadzie dla magazynu "Time" Eisenkot, szybko zauważył, że dla Netanjahu wojna z Hamasem okazała się bezcennym politycznym wehikułem, który pozwalał oddalić od siebie zarówno oskarżenia o korupcję (oraz ich możliwe konsekwencje), jak i rozliczenie odpowiedzialności za dopuszczenie do ataku Hamasu.
Przede wszystkim jednak, kontynuowanie wojny i żywienie się głęboką społeczną traumą po atakach Hamasu wykluczało wybory. Z kolei dzięki "efektowi flagi" dawało Netanjahu szansę na zjednoczenie obywateli wokół rządu i co za tym idzie przedłużenie władzy samego premiera.

Gadi Eisenkot to główny kandydat do pokonania premiera Binjamina NetanjahuJACK GUEZAFP
Kością niezgody między oboma politykami okazała się natomiast kwestia 251 izraelskich zakładników, uprowadzonych przez Hamas 7 października 2023 roku.
Dla Eisenkota ich uwolnienie było absolutnym priorytetem i powinnością rządu wobec narodu. Netanjahu, inspirowany i naciskany przez swoich nacjonalistycznych koalicjantów, widział sprawę zupełnie inaczej.
Nadrzędnym celem było zniszczenie Hamasu za wszelką cenę i - jak sam określał - "totalne zwycięstwo". - Netanjahu przeciągał kwestię uwolnienia zakładników - przyznaje w rozmowie z "Time'em" Eisenkot.
- Nie wiem, jak zamierza zakończyć całą tę historię - dodaje.
W cytowanym wywiadzie Eisenkot przywołuje też swoją ostatnią rozmowę z Netanjahu, gdy był jeszcze członkiem rządu. Zapytał wówczas premiera o jego strategię wyjścia i zakończenia wojny z Hamasem.
Netanjahu nie udzielił odpowiedzi. Dociskany przez Eisenkota, ostatecznie miał stwierdzić: - Gadi, mam zupełnie inne spojrzenie na znaczenie słowa "strategia".
Osoby znające Netanjahu i obserwujące jego wieloletnie rządy zauważają jednak, że tym, co napędzało popularnego "Bibiego" był też strach. Strach przed tym, żeby nie skończyć jak jedna z jego poprzedniczek - Golda Meir, słynna "Żelazna Dama" izraelskiej polityki.
Do jej politycznego upadku doprowadziło powołanie komisji śledczej, tzw. Komisji Agranata, której celem było zbadanie przyczyn niedostatecznego przygotowania armii i władz państwowych Izraela podczas wojny Jom Kipur.
Nie będzie stosować brudnych zagrywek, ale nie zostajesz szefem sztabu izraelskiej armii bez politycznego talentu
Powołanie podobnej komisji do wyjaśnienia, dlaczego pół wieku później Izrael znów dał się zaskoczyć swoim wrogom, to jeden ze sztandarowych punktów politycznego programu Eisenkota.
Co ważne, nie chce on ograniczać działalności komisji wyłącznie do rządu Netanjahu, ale przyznać jej kompetencje do badania ewentualnych zaniechań na lata czy dekady wstecz. Również wtedy, gdy on sam był szefem Sztabu Generalnego Sił Obronnych Izraela.
Jaszar, czyli Prosto. Eisenkot chce posprzątać po "Bibim"
Gdy w czerwcu 2024 roku polityczne drogi Gadiego Eisenkota i Binjamina Netanjahu się rozeszły, u tego pierwszego sprawy mocno przyspieszyły.
Będąc w opozycji prowadził rozmowy nad stworzeniem wielkiego bloku przeciwników urzędującego premiera. Rozmowy z partnerami z prawicy i lewicy rozbiły się jednak przede wszystkim o kwestię ewentualnej współpracy z partiami arabskimi. Konserwatyści byli i są temu kategorycznie przeciwni.
Nie widząc szans na stworzenie jednej, antyrządowej listy Eisenkot złożył mandat posła w lipcu 2025 roku, a już dwa miesiące później ogłosił powstanie swojej partii - Jaszar, co w języku hebrajskim oznacza "Prosto".
Nazwa nie jest przypadkowa, bo właśnie taki ma być program ugrupowania i samego Eisenkota.
- Największym zagrożeniem dla Izraela nie jest dziś Iran czy Hezbollah, ale kryzys zaufania obywateli do własnego rządu - mówi rodakom Eisenkot.
I dodaje, wbijając szpilę urzędującemu premierowi: - Państwo nie może być zakładnikiem osobistych problemów prawnych jednego człowieka.
Były generał, który w izraelskiej armii służył 41 lat, obiecuje rodakom odbudowę zaufania do rządu i instytucji publicznych, które za kadencji Netanjahu zostały poważnie nadszarpnięte.
Jako wojskowy chce umocnić bezpieczeństwo państwa, ale także jego demokratyczny i żydowski status. Zapewnia, że nie dopuści do dalszej erozji autorytetu i kompetencji wymiaru sprawiedliwości, czego usilnie próbował dokonać Netanjahu, wywołując ogólnokrajowe, antyrządowe protesty.
Jeśli chodzi o kwestię palestyńską, Eisenkot planuje likwidację nielegalnych osad na Zachodnim Brzegu i bezwzględną walkę z agresywnymi żydowskimi osadnikami, którzy terroryzują Palestyńczyków.
Lider Jaszaru obiecuje też rozszerzenia wojskowej i cywilnej służby wojskowej na wszystkich obywateli - bez utrzymywanego przez Netanjahu wyłączenia dla ortodoksyjnych Żydów - i stawienie czoła zagrożeniu ze strony Iranu.

Przed laty Binjamin Netanjahu i Gadi Eisenkot blisko współpracowaliMENAHEM KAHANAAFP
W temacie, który przed laty podzielił go z Netanjahu, a więc zakończenia wojny w Strefie Gazy, Eisenkot chce oprzeć się na 20-punktowym planie pokojowym administracji Donalda Trumpa.
Jest przeciwny zarówno utworzenia niepodległego państwa palestyńskiego, jak i przymusowego narzucenia Palestyńczykom rozwiązania jednopaństwowego. Zamiast tego mówi o pewnej formie wydzielenia Zachodniego Brzegu i zreformowaniu Autonomii Palestyńskiej, która otrzymałaby większą polityczną odpowiedzialność za zamieszkiwane przez Palestyńczyków tereny, przy jednoczesnym utrzymaniu izraelskiej kontroli nad nimi.
Mocny akcent Eisenkot stawia też na naprawę zdezelowanej reputacji Izraela na świecie i odbudowę zaufania sojuszników, którzy krytykowali działania rządu Netanjahu w Strefie Gazy i na całym Bliskim Wschodzie.
Docelowo Eisenkot chciałby też uniezależnienia się Izraela od Stanów Zjednoczonych w kwestii obronności. Jak mówi, kwestia izraelska stała się zbyt polaryzująca wewnątrz amerykańskiej polityki, co nie służy korzystnej dwustronnej współpracy.
Dwaj politycy, dwa różne oblicza Izraela
Obu polityków, walczących dzisiaj o najważniejszą funkcję w Izraelu, dzieli niemalże wszystko. Nie tylko, jeśli chodzi o politykę, ale również ich życiorysy.
Gadi Eisenkot to drugie z czwórki dzieci marokańsko-żydowskich imigrantów. To Mizrachijczyk - członek małej społeczności arabskich Żydów, którzy przez dekady byli dyskryminowani przez aszkenazyjskie elity państwowe.
Wychowany w Eilacie, niewielkim portowym mieście na południu Izraela. Pochodzi ze skromnej, robotniczej rodziny. Absolwent historii na Uniwersytecie Telawiwskim i nauk politycznych na Uniwersytecie w Hajfie. Awans społeczny zawdzięcza karierze w armii, której poświęcił większość swojego życia.
Moim celem jest zjednoczenie Izraela i przywrócenie jego obywatelom dumy z ich kraju. Diaspora żydowska musi być dumna z Izraela, prawdziwego domu wszystkich Żydów
Binjamin Netanjahu to kompletnie inna historia. Urodzony w Tel Awiwie, syn cenionego historyka i działacza syjonistycznego Bencijjona Netanjahu. Dzieciństwo spędził w Stanach Zjednoczonych, mieszkając na przedmieściach Filadelfii, gdzie jego ojciec wykładał na wyższych uczelniach. Do dzisiaj mówi przez to z wyraźnym amerykańskim akcentem.
Netanjahu to absolwent administracji biznesu na słynnej Massachusetts Institute of Technology (MIT), student nauk politycznych na Uniwersytecie Harvarda. Żołnierz słynnej izraelskiej jednostki specjalnej Sajjeret Matkal.
Jego starszy brat Jonatan to bohater wojenny - poległ na służbie w 1976 roku podczas akcji odbijania przez Sajjeret Matkal pasażerów porwanego francuskiego samolotu w Ugandzie. Od lat 70. ubiegłego wieku Netanjahu przeplata pracę w biznesie z dyplomacją i najwyższymi urzędami politycznymi. Trzykrotny premier Izraela.
Eisenkota i Netanjahu różni jednak nie tylko życiorys, ale też osobowość i temperament. Pierwszy to prostolinijny, konkretny i opanowany wojskowy. Nie ma charyzmy wiecowego mówcy ani prezencji przedstawiciela elit.
Netanjahu to z kolei polityczny lis, doświadczony wyjadacz. Żywi się polaryzacją, wzbudza ogromne emocje, przemawia płomiennie. Do tego jest zafiksowany na punkcie własnego wizerunku.
Pojedynek "na żyletki". Zdecydują outsiderzy?
Dwaj całkowicie inni ludzie, dwaj zupełnie różni politycy, dwie kompletnie odmienne wizje Izraela. W sondażach idą jednak łeb w łeb.
Sondażowa średnia Jaszaru z października to 17,2 proc.; kierowanego przez Netanjahu Likudu - 16,6. Już przed głosowaniem było wiadomo, że żaden z nich nie będzie w stanie rządzić państwem samodzielnie.
Izraelska ordynacja wyborcza sprawia, że w wyborach parlamentarnych cały kraj stanowi jeden okręg wyborczy. Próg wejścia do Knesetu jest bardzo niski i wynosi 3,25 proc. To oznacza, że w parlamencie znajdzie prawdopodobnie nawet ponad 10 ugrupowań. Kluczowa dla końcowego zwycięstwa będzie zatem zdolność koalicyjna i umiejętności negocjacyjne.
Netanjahu to zakładnik swoich skrajnie prawicowych, nacjonalistycznych partnerów - przede wszystkim Żydowskiej Siły Itamara Ben-Gwira oraz Religijnego Syjonizmu Becalela Smotricza.
Eisenkot ma sojuszników zarówno po lewej, jak i po prawej stronie sceny politycznej. To centroprawicowe Razem Naftaliego Bennetta, centrowa Jest Przyszłość Ja'ira Lapida, mocno prawicowa, ale świecka partia Nasz Dom Izrael Awigdora Liebermana oraz lewicowy blok Demokraci Ja'ira Golana.
Wedle najnowszych szacunków, Jaszar może zdobyć 22 mandaty w 120-osobowym Knesecie. Likud - około 20. Pozostałe partie opozycyjne - około 35. Koalicjanci Netanjahu - około 30. Reszta głosów przypadnie małym ugrupowaniom arabskim i to właśnie one mogą zadecydować o tym, czy Eisenkotowi uda się zrealizować swoją misję i odsunąć Netanjahu od władzy.

Premier Izraela Binjamin NetanjahuANDREW HARNIK / GETTY IMAGES NORTH AMERICAAFP
- Moim celem jest zjednoczenie Izraela i przywrócenie jego obywatelom dumy z ich kraju - mówił w rozmowie z magazynem "Time" lider Jaszaru.
- Diaspora żydowska musi być dumna z Izraela, prawdziwego domu wszystkich Żydów - podkreślił.
Analitycy i komentatorzy zwracają jednak uwagę, że Netanjahu z pewnością nie złoży łatwo broni.
- Nawet jeśli przegra we wtorek, nie zniknie pokornie w mroku nocy. Użyje każdego znanego mu triku, żeby utrzymać się przy władzy - przewiduje w rozmowie z "Financial Timesem" Amos Harel, analityk wojskowy z dziennika "Haaretz".
Hanoch Daube, wieloletni współpracownik Eisenkota, nie spisuje go jednak na straty.
- Nie jest wysoki, nie mówi pięknym, angielskim, a ludzie wygadują okropne rzeczy o tym, jak wygląda, ale gdy musisz podjąć trudne decyzje, to jest człowiek, którego chcesz mieć obok - mówi brytyjskiemu dziennikowi.
I dodaje: - Nie będzie stosować brudnych zagrywek, ale nie zostajesz szefem sztabu izraelskiej armii bez politycznego talentu.
Haniebny wpis izraelskiego instytutu o Polsce. Były szef MSZ w ''Gościu Wydarzeń'': Musimy przyjąć, że Izrael to trudny partnerPolsat NewsPolsat News
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.